http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Polemika. Anachroniczny Palikot

Aleksandra Ratajczak*
2010-08-30, ostatnia aktualizacja 2010-08-27 17:44

Nie chciałabym w imię doraźnej rozprawy z Jarosławem Kaczyńskim czy Donaldem Tuskiem rezygnować z Wielkiej Improwizacji

ZOBACZ TAKŻE
W artykule "Gęba urazów" ("Świąteczna", 21-22 sierpnia) Janusz Palikot stawia tezę, że za anachronizm naszej polityki odpowiada literatura. Skąd tak demoniczna wizja jej wpływu na polską rzeczywistość? Mam wrażenie, że nie tyle rządzą nami Mickiewicz ze Słowackim - czy w innym ujęciu Miłosz z Mrożkiem - ile ich interpretacje. To one wyznaczają obecność literatury w sferze symbolicznej i politycznej. Pytaniu, co czytamy, musi zatem towarzyszyć pytanie, jak czytamy.

Palikot nie dyskutuje z dziełem Mickiewicza, ale z jego od lat obowiązującą interpretacją. Poseł nawołuje: zmieńmy kanon. Nie, w pierwszej kolejności zmieńmy sposób czytania kanonu. Tu leży szansa na wyleczenie się z tandetnego patosu smoleńskiej katastrofy, z niekontrolowanych wybuchów infantylnej wspólnotowości, z dusznej atmosfery. Walka o nowe sposoby czytania, o krytyczną refleksję nad tekstem jest walką o inny obraz literatury i to, jak oddziałuje ona na wspólną świadomość.

W akcie lektury mamy do czynienia z reakcją zwrotną - podchodzimy do tekstu z całym zasobem naszej wiedzy, ale tekst wpływa modyfikująco na to, z czym przyszliśmy. Interakcja ta może zaowocować nowym sposobem obecności "Dziadów" czy "Pana Tadeusza" w zbiorowej wyobraźni. Nie chciałabym w imię doraźnej rozprawy z Jarosławem Kaczyńskim czy optymistycznym pragmatyzmem Donalda Tuska rezygnować z Wielkiej Improwizacji. Cena wydaje mi się zbyt wysoka i w sumie niepotrzebna. Za to bardzo chętnie pożegnam się ze stereotypami i z kliszami interpretacyjnymi, których ofiarą pada również Palikot.

Jego bohaterem pozytywnym jest zdecydowanie Gombrowicz. Palikot Gombrowiczem chce mówić, chce Gombrowiczem polskiej polityki się stać. Wybiera z "Trans-Atlantyku" te cytaty, w których pisarz rozprawia się z Polską, narodem etc. Pisząc z kolei o Miłoszu, wspomina jego sukcesy na Zachodzie. Powtarza frazes, że celem tych pisarzy było uwolnienie Polaka z Polski, nadanie mu swobody i niezależności, nauczenie krytycyzmu. Czy naprawdę tak łatwo Gombrowicz, Miłosz, Brzozowski, Giedroyc powiedzieliby: tu Polska, a tam Polak? Nie lubię prezentowanej przez Palikota dychotomii. Mam wrażenie, że wymienionym przeze mnie autorom chodziło o kształt polskości.

O ile Palikot zauważa, że polemiczne ostrze Miłosz czy Gombrowicz kierowali przeciwko XIX-wiecznej tradycji polskiej, o tyle nie widzi, że to samo ostrze było skierowane przeciw Zachodowi. Podobnie zresztą było z Czapskim, dla którego Stany Zjednoczone lat 50. stanowiły obraz fascynacji i przerażenia zarazem. Poza tym, o czym pisała Maria Janion, duch polskiego mesjanizmu nie był tak bardzo obcy Miłoszowi, jakby poeta sam sobie tego życzył.

Mam dziwne wrażenie, że gdyby Gombrowicz przyglądał się dzisiejszej Polsce, równe zniechęcenie budziliby w nim "obrońcy" krzyża, jak modernizujące się w rytmie kolejnych mód wielkomiejskie zbiorowiska. Wiara w moc zachodniej nowoczesności tak jak wiara w nieprzemijającą wartość powstańczych bagnetów była dla Gombrowicza tym samym polskim prowincjonalizmem. Z tego drugiego się leczymy. Kiedy nabierzemy równego dystansu do tego pierwszego? Na czym polega polityczna wymowa Gombrowicza? Na swobodzie, na odwadze interpretacji wbrew przyjętym normom i regułom. I na tym jeszcze, że pisarz ma odwagę powiedzieć, że polska tradycja jest pęknięta, tak jak popękane jest polskie społeczeństwo. To nas najsilniej definiuje i dziś.

Palikot dostrzega to pęknięcie i podstawia pod nie spór Starych Wielkich z Nowymi Wielkimi albo inaczej - dominację Starych nad Nowymi. (Ale czy faktycznie Schulz, Gombrowicz i Leśmian to ciągle ci nowi?). I znów nie wiem, czy poseł nie pada ofiarą własnej taktyki. Wciąż tkwi w świecie przebrzmiałych interpretacji, w którym sposób rozumienia wielkich nowatorów wyznacza konfrontacyjna relacja do Starych. A może literatura polska stanowi splot tradycji; jednych i drugich możemy czytać obok siebie, a w zaświatach Leśmiana zabrzmią kiedyś komuś zaświaty Mickiewicza? Tak jak "Pamiętniki" Paska brzmią dziś swobodnie w pismach Gombrowicza. Czy mamy dziś do czynienia z wciąż dyktowaną przez literaturę, jak chce Palikot, kontynuacją XIX-wiecznego sporu klasyków z romantykami, konserwatystów z postępowcami, czcicieli krzyża z wolnomyślicielami? Nie jestem do końca przekonana.

Jak to się stało, że poezja romantyczna, rozsadnik anarchii i buntu, stała się synonimem polskiej tradycji konserwatywnej i zachowawczej? Czy nie można by przyznać, że wszystkiemu winna jest nie tyle sama literatura, ile instrumentalne podejście do niej? Palikot też je prezentuje. Z jego tekstu wynika, że ten ma władzę, kto lepiej wpisze się w XIX-wieczny kontekst martyrologii i zesłań lub potrafi je w odpowiednim momencie wykorzystać. Po pierwsze, rzeczywistość zdaje się weryfikować negatywnie tę tezę, po drugie, wydaje się, że filozofia uniesienia i klęski rządzi nami doraźnie.

Nie tkwimy w świecie poromantycznych sporów, ale w postromantycznej rzeczywistości. Czasem zazdroszczę tym przeklętym romantykom - im o coś chodziło. Coraz częściej wydaje mi się, że nie mity romantyczne są największym zagrożeniem w życiu politycznym i społecznym, ale naiwna wiara, że aktualny porządek - oparty na wąsko rozumianej modernizacji, kulcie indywidualnego sukcesu - jest jedyny i niepodważalny. Eseista emigracyjny Konstanty A. Jeleński już w latach 60. sugerował, że naprawdę politycznie wywrotową wymowę mają te dzieła, które godzą w porządek moralny, dyscyplinę i dogmaty, stanowiące podstawę organizacji społeczeństwa mu współczesnego. Aby zapobiec temu niebezpieczeństwu niesionemu przez literaturę czy szerzej - sztukę, nowoczesne społeczeństwa wynalazły system nagród, sprawnie działający rynek literacki i artystyczny.

Intuicja Jeleńskiego wydaje się zdecydowanie ciekawsza w kontekście wzajemnego uwarunkowania literatury i polityki niż rozważania posła PO. W imię tej intuicji postulujmy zatem literaturę, która wyłamuje się zarówno ze świata Jarosława Kaczyńskiego, jak i Janusza Palikota.

Tekst "Gęba urazów" przeraził mnie. Swoim anachronizmem. Panie Januszu, XIX wiek już się skończył. Na dobre i na złe.



*Aleksandra Ratajczak - ur. w 1982 r., absolwentka socjologii i polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim, doktorantka na Wydziale Polonistyki

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':