http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Obamy walka z afgańskimi wiatrakami

Wojciech Jagielski
2010-08-28, ostatnia aktualizacja 2010-08-27 16:44

Podczas zaprzysiężenia prezydent Karzaj w towarzystwie wiceprezydentów - Qasima Fahima (z lewej) i Karima Khaliliego
Podczas zaprzysiężenia prezydent Karzaj w towarzystwie wiceprezydentów - Qasima Fahima (z lewej) i Karima Khaliliego
Fot. Anja Niedringhaus AP

Biały Dom żąda od prezydenta Afganistanu, by ten wyrzucał z pracy skorumpowanych dworzan. W tym samym czasie CIA wciąga wielu z nich na listy płatnych informatorów.

"Ta sprawa będzie dowodem pańskich intencji" - zakomunikowali w sierpniu przedstawiciele władz USA afgańskiemu prezydentowi Hamidowi Karzajowi, gdy kazał zwolnić jednego ze swych doradców, wtrąconego za kratki za korupcję.

Sekretarz stanu USA Hillary Clinton ostrzegła Karzaja, że jeśli nie położy kresu korupcji, Kongres nie będzie trwonił dolarów na utrzymywanie afgańskiego rządu. John Kerry, przewodniczący komisji spraw zagranicznych Senatu USA, wyznaczony przez prezydenta Baracka Obamę do załatwiania z Afgańczykami spraw trudnych, tylko w sierpniu dwa razy przekonywał w Kabulu Karzaja, że w sprawie walki z korupcją Amerykanie nie żartują.

W ciągu ostatnich dwóch dni gazety "New York Times" i "Washington Post" podały jednak, że tym samym skorumpowanym afgańskim urzędnikom, z którymi Biały Dom każe Karzajowi walczyć, CIA płaci za informacje.

"New York Times" twierdzi, że na liście płac CIA znajduje się główny bohater korupcyjnej awantury Mohammed Zia Salehi, szef kancelarii afgańskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego i człowiek do specjalnych poruczeń w pałacu prezydenckim.

Ten Pasztun z podkabulskiej prowincji Wardak, niegdyś tłumacz uzbeckiego watażki Abdula Raszida Dostuma, pełni funkcję zaufanego kuriera i powiernika tajemnic prezydenta. Na początku roku wraz z byłym zastępcą szefa afgańskiego wywiadu Ibrahimem Spinzadehem jeździł do Dubaju i Arabii Saudyjskiej na spotkania z wysłannikami talibów i sprzymierzonego z nimi komendanta Gulbuddina Hekmatiara, by wybadać, czy ministerialnymi posadami nie udałoby się ich skusić do złożenia broni. Częściej jednak w podróże po świecie i kraju zabierał ze sobą nie pokojowe oferty, lecz walizki pieniędzy dla prowincjonalnych chanów, możnowładców i watażków. Płacił za lojalność tym, którzy wspierali rząd, przekupywał tych, którzy za posady i pieniądze czy drogie podarki gotowi byli zerwać z opozycją.

"Washington Post" twierdzi, że Salehi nadzorował tajny skarbiec w pałacu prezydenckim, z którego co roku wypłacano od 10 do 50 mln dol. na prezenty i łapówki dla zwolenników i wrogów Karzaja.

W lipcu, w środku nocy, został aresztowany przez oficerów z niedawno powstałego Oddziału Specjalnego do Zwalczania Poważnej Przestępczości, którzy podsłuchując od jakiegoś czasu jego telefoniczne rozmowy, zdobyli dowody na to, że za łapówkę w postaci wartego 10 tys. dol. samochodu obiecał ukręcić łeb śledztwu przeciwko firmie New Ansari. Jest ona podejrzewana o wywożenie z Afganistanu do dubajskich banków miliardów dolarów przesłanych przez Amerykanów na odbudowę kraju.

Amerykanie od dawna podejrzewają, że znaczna część ich pomocy trafia na prywatne konta afgańskich dygnitarzy w Dubaju i Dżuddzie, a transferem pieniędzy zajmuje się właśnie New Ansari. Działa ona w Afganistanie od lat 90., gdy emigranci zarobkowi tylko przez gotówkowe przekazy mogli wspierać uwięzione w kraju rodziny.

Według "New York Timesa" Amerykanie podejrzewają, że dziś New Ansari wysyła pieniądze w odwrotną stronę. Zdaniem gazety co roku firma transferuje w ten sposób z Afganistanu 2-2,5 mld dol. pochodzących z zachodniej pomocy i szmuglu narkotyków.

Odkąd prezydentem został Barack Obama, jego ministrowie naciskają na Karzaja, by wziął się do walki z korupcją. W 2009 r. Karzaj zgodził się więc utworzyć aż dwa specjalne oddziały antykorupcyjne. Wyszkolone i wyposażone przez FBI nie podlegają one władzy rządu i raczej słuchają rozkazów instruktorów z USA. W styczniu dokonały nalotu na kabulskie biuro New Ansari, wskutek czego afgańska prokuratura wszczęła przeciwko firmie oficjalne śledztwo. I to właśnie je obiecał zamknąć Salehi.

Jego aresztowanie wzbudziło zachwyt Amerykanów. Jeszcze większe zdumienie i oburzenie wywołało jego zwolnienie. Salehi zadzwonił z celi do Karzaja, a ten kazał go wypuścić. Po siedmiu godzinach za kratkami wrócił więc do domu, a wkrótce - jakby nigdy nic - do pracy w pałacu prezydenckim.

Karzaj zapowiedział zaś, że położy kres panoszeniu się stworzonych przez cudzoziemców agencji śledczych, które łamią miejscową konstytucję, prawa i obyczaje. Na wieść o tym senator Kerry wybrał się w kolejną podróż do Kabulu, gdzie "po trudnych rozmowach" przekonał Karzaja, by uszanował niezależność oddziałów ds. walki z korupcją, bo inaczej Zachód nie uwierzy w szczerość jego intencji.

Kerry nie zdążył jeszcze odpocząć po powrocie do domu, gdy "New York Times" napisał, że odsądzany od czci i wiary Salehi od lat pozostaje na liście płac CIA. W piątek zaś "Washington Post" dodał, że także wielu innych afgańskich urzędników podejrzewanych o korupcyjne skłonności jest opłacanych przez wywiad USA.

W zeszłym roku "New York Times" ogłosił, że CIA opłaca m.in. Ahmada Walego Karzaja, brata prezydenta i chana Kandaharu, od lat oskarżanego o korupcję i szmugiel narkotyków.

W rozmowach z dziennikarzami anonimowi urzędnicy potwierdzają sprzeczność w afgańskiej polityce Białego Domu i CIA. Podczas gdy amerykańscy dyplomaci i urzędnicy każą Karzajowi walczyć ze skorumpowanymi dworzanami i możnowładcami, oficerowie CIA uważają to za walkę z wiatrakami.

Awantura o Salehiego ujawniła po raz kolejny coraz większą niechęć dzielącą obecne władze USA i utrzymywanego przez nie Karzaja. Wściekły z powodu połajanek i pouczeń Amerykanów Afgańczyk coraz częściej odpowiada atakami. Jedynie w sierpniu zapowiedział, że ograniczy władzę oddziałów specjalnych do walki z korupcją, kazał rozwiązać prywatne firmy ochroniarskie współpracujące z wojskami Zachodu, a w zeszłym tygodniu skrytykował Obamę za wyznaczanie terminów wycofania wojsk USA z Afganistanu. I stwierdził, że jeśli Amerykanie chcą toczyć wojnę z terrorystami, to powinni raczej najechać Pakistan.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':