Oto dzisiejsza czołówka "Wyborczej":
Polskie aborcje w klinikach Europy. Że kwitnie turystyka aborcyjna - to wiadomo. Ale wczoraj wreszcie padły jakieś liczby. W Sejmie spotkali się lekarze, ginekolodzy z klinik całej Europy. I opowiedzieli, ile Polek przyjeżdża do ich szpitali usunąć ciążę. W Prenzlau (
Niemcy) w jednej tylko klinice ciążę usunęło w zeszłym roku 350 Polek (w tym roku było już 400 zabiegów). Podobne liczby podawali szefowie klinik z Austrii, Holandii, Anglii. Przyjechali do Sejmu za zaproszenie Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny oraz posła Marka Balickiego. Oczywiście, posła niezrzeszonego, bo gdyby zrobił tę konferencję pod szyldem jakiejś partii, natychmiast dostałby po głowie.
Oto najbardziej wstrząsający kawałek czołówki w "Wyborczej": "Do kliniki w niemieckim Prenzlau przyjeżdżają Polki, których płód jest uszkodzony np. chorobą genetyczną, i mają prawo do legalnej aborcji w kraju. Ale boją się stygmatyzacji, często mają trudności ze znalezieniem lekarza, który zrobi zabieg". I dalej: "Dr Olga Loeber z holenderskiej kliniki Mildred przedstawiła ostatnie przypadki polskich pacjentek, m.in. niesłyszącej 20-latki, która ma jedno dziecko i bała się, że nie poradzi sobie z kolejnym, a także przypadek 22 -letniej ofiary gwałtu". To wstyd, nasz wspólny polski wstyd!
"Kompromis" z 1993 r. Ustawę antyaborcyjną z 1993 roku nazywa się w Polsce kompromisem. Otóż to wy - szanowni księża biskupi, obrońcy życia, politycy "katoliccy" - złamaliście ten kompromis. I dlatego ta ustawa musi zostać zmieniona.
W 1993 roku miało być tak: zakazujemy aborcji, ale dopuszczamy wyjątki. Zagrożenie życia i zdrowia, choroba płodu, gwałt. I wszyscy dbamy, żeby w tych sytuacjach z zabiegiem nie było problemu. Kłamaliście. Przez następne lata skutecznie szantażowaliście lekarzy, żeby zaświadczeń nie wystawiali. I nie kierowali - broń Boże - na badania prenatalne. Historii zdesperowanych kobiet, odsyłanych przez kolejnych lekarzy, przeciąganych w nieskończoność badań (aby upłynęło więcej niż 12 tygodni) - takich przypadków opisywano setki.
W 1993 roku miało być tak: zakazujemy aborcji, ale refundujemy nowoczesną antykoncepcję. A
Kościół powstrzymuje się od ględzenia na ten temat. Nic z tego.
Antykoncepcja jest w Polsce droga i niedostępna. Zwłaszcza na polskiej prowincji. Skierowanie na założenie spirali? Nie, bo
NFZ nam tego nie zwróci, a w ogóle to po co pani takie fanaberie, niech mąż wyskakuje z pani przed końcem, to będzie taniej. Oto więc Polska antykoncepcja: facet tryskający po ścianach i picie ziółek na spędzenie płodu.
W roku 1993 miało być tak: zakazujemy aborcji, ale wprowadzamy porządne lekcje wychowania seksualnego w szkołach. Z naciąganiem prezerwatywy na banana. Z dobrą informacją o pigułkach (refundowanych!). Nic z tego. Jeszcze w Warszawie pewnie się takie lekcje zdarzają. Ale niech w jakiejś małej mieścinie nauczycielka wyciągnie prezerwatywę na lekcji.
A gwoździem do trumny tego kompromisu była wasza reakcja - szanowni obrońcy życia - na sprawę Alicji Tysiąc. Prymitywne, skandaliczne komentarze "Gościa Niedzielnego" pod adresem tej kobiety, porównywanie jej do zbrodniarzy hitlerowskich. Nikt z waszej strony na to nie zareagował. Nikt. Dopiero sąd kazał przeprosić, chociaż wystarczył rozsądny głos biskupa. Alicja Tysiąc ledwo widzi, a więc zgodnie z kompromisem, na jaki przystaliście, było to "zagrożenie zdrowia". Tak, czy nie?
Do tego wspieracie najbardziej czarnosecinne siły, które z martwych płodów szyją sobie sztandary i głoszą pod nimi najdurniejsze hasła. Oto jeździ po Polsce jakaś wesoła trupa ze zdjęciami Hitlera i pokrajanych płodów, pokazuje tę wstawkę po kościołach i nic. Nikt nie reaguje. Nikt z biskupów nie powie: nie chcemy mieć z tymi panami (bo są to oczywiście sami mężczyźni, którzy najlepiej znają się na problemach kobiet) nic wspólnego.
W Polsce w ciągu paru lat pewnie będzie zmienione prawo, będzie aborcja na życzenie. Na życzenie Kościoła i środowisk prolife, które nas wszystkich oszukały.
PiS planuje wielki powrót W "Rzepie" ciekawy tekst
"Jesienna kontrofensywa PiS". Na czym ma ona polegać?. "Około stu interpelacji dotyczących sytuacji ekonomicznej kraju oraz związane z tym projekty ustaw - tak ma wyglądać gospodarcza ofensywa PiS zaplanowana na drugą połowę września. PiS przygotował specjalny zespół, który ma przygotować projekty".
Cóż za ulga! Wreszcie zajmiemy się poważną debatą, wreszcie opozycja - zamiast trwać pod krzyżem - zacznie punktować zaniechania rządu. Brawo. Ale jakby nie do końca. Bo czytajmy dalej: "Interpelacje mają dotyczyć m.in. planowanej prywatyzacji firm energetycznych czy stworzenia listy przedsiębiorstw istotnych dla bezpieczeństwa, które nie powinny być prywatyzowane".
A to piękne. Czyli na mównicę znów wyjdzie poseł Macierewicz, powie coś o rozkradaniu majątku narodowego i bezpieczeństwie energetycznym, na które dybie Rosja. Zamienił stryjek siekierkę na kijek. To już wolę opowieści o ruskiej mgle, przynajmniej wiadomo, o co chodzi.
Czytamy dalej: "Mocnym punktem ekonomicznej ofensywy PiS ma być międzynarodowa konferencja gospodarcza >>Quo Vadis Polsko?<<". Ciekawe. Już sam tytuł dobrze zwiastuje, coś w stylu rydzykowego "Narodzie, zbudź się, dokąd zmierzasz!". W dodatku tę wiekopomną konferencję ma zorganizować stowarzyszenie o nazwie Polska Racja Stanu. Nie wiem, czy będzie wiele o ekonomii, ale na pewno będzie bardzo patriotycznie. Założycielem Polskiej Racji Stanu jest poseł PiS Andrzej Jaworski. Tu pojawia się iskierka nadziei. Czy to może jakiś znany, ceniony w środowisku ekonomista? A może rzeczowy polityk zajmujący się problemami ekonomicznymi od lat?
Wchodzimy na stronę posła Jaworskiego. W oczy rzuca się odsyłacz do "Magazynu Wybrzeże". Można ściągnąć za darmo cały numer: CZY TO BYŁ ZAMACH?. I zdjęcie wraka tupolewa. Dalej w numerze urocza rozmowa z samym Jaworskim ("Rząd jest bezsilny") i rozmowa z posłanką PiS Jolantą Szczypińską ("To jest demontaż służby zdrowia"). Warto rozmawiać, zwłaszcza we własnym gronie. Redakcja "Magazynu Wybrzeża" mieści się - dziwnym trafem - w biurze poselskim Jaworskiego.
Jeśli to ma być ta kontrofensywa gospodarcza PiS, to mam wiadomość dla premiera: Tusku, nie budź się, dokądkolwiek zmierzasz!
***
"Nasz Dziennik" i tabloidy dziś wyjątkowo nudne.