http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Polskie aborcje w klinikach całej Europy

Magdalena Dubrowska
2010-08-27, ostatnia aktualizacja 2010-08-27 08:57

Wysłuchanie obywatelskie na temat turystyki aborcyjnej Polek w Sejmie
Wysłuchanie obywatelskie na temat turystyki aborcyjnej Polek w Sejmie
Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta

Ile Polek przerywa ciąże? W kraju mamy tylko szacunki: 80-200 tys. rocznie. Nasze aborcje liczą za to kliniki w Europie, gdzie Polki usuwają ciąże bez strachu przed nalotem policji



Liczby i ceny przedstawili wczoraj w Sejmie dyrektorzy klinik i lekarze z Austrii, Niemiec, Holandii i Wielkiej Brytanii. Przyjechali na tzw. obywatelskie wysłuchanie na temat turystyki aborcyjnej Polek, które zorganizowała Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny oraz poseł Marek Balicki (niezrzeszony).

- Według naszych szacunków 80-200 tys. Polek rocznie przerywa niechcianą ciążę, z czego 10-15 proc. za granicą - mówiła szefowa federacji Wanda Nowicka.

Inne dane podaje Polskie Stowarzyszenie Obrońców Życia Człowieka: 7-14 tys. nielegalnych aborcji rocznie.

Klinika w Prenzlau w Niemczech: w 2009 r. aborcji dokonało tu 350 Polek. W tym roku już ponad 400



Na bezpieczne i legalne zabiegi w prywatnych klinikach europejskich mogą sobie pozwolić bogatsze Polki. Aborcja kosztuje tam od 280 euro (Holandia) do nawet 1,2 tys. funtów (Wielka Brytania). Przeciętna stawka - 400 euro - to i tak mniej niż cena nielegalnego zabiegu w Polsce (5-10 tys. zł). Ale trzeba doliczyć koszty podróży i mieszkania.

- Przyjeżdżają do nas kobiety głównie z Warszawy, Poznania i Wrocławia, ale także z Częstochowy, a nawet Wadowic. W wieku 16-48 lat - informował dr Janusz Rudziński, ginekolog, szef oddziału kliniki w Prenzlau w Niemczech. W 2009 r. zabiegowi przerwania ciąży poddało się tam 350 Polek. W tym roku już ponad 400 i - jak szacuje dr Rudziński - ta liczba wzrośnie do 600. - To na ogół osoby wykształcone i dobrze sytuowane: kobiety biznesu, artystki, naukowcy, urzędniczki, dziennikarki, studentki. Mają dobrą wiedzę na temat antykoncepcji, zaszły w ciążę przez przypadek.

Do kliniki w Prezlau przyjeżdżają też Polki, których płód jest uszkodzony, np. chorobą genetyczną, i mają prawo do legalnej aborcji w kraju. Boją się jednak stygmatyzacji, często mają też trudności ze znalezieniem lekarza, który podjąłby się zabiegu.

- Najbezpieczniejszy czas na zabieg to 6.-7. tydzień ciąży. Jeśli kobieta musi uciekać, to traci więcej czasu i bardziej ryzykuje. Inne poddają się zabiegom w gabinetach, które niekoniecznie spełniają wymogi sanitarne. Efektem są liczne komplikacje - mówił dr Christian Fiala, dyrektor Gynmed Clinic for Contraception and Abortion w Wiedniu i Salzburgu. Klinika Gynmed rocznie wykonuje ok. 200 aborcji u Polek. Zostają zwykle na dwa dni - zabieg poprzedza przygotowanie farmaceutyczne i konsultacja psychologiczna. Sam zabieg wykonuje się metodą próżniową, trwa 2-3 minuty i jest najczęstszym zabiegiem w praktyce ginekologiczno-położniczej w tym szpitalu.

Dr Olga Loeber z holenderskiej kliniki Mildred Rutgers Huis przedstawiła ostatnie przypadki polskich pacjentek, m.in. niesłyszącej 20-latki, która ma już jedno dziecko i boi się, że nie poradzi sobie z następnym, a także 22-letniej ofiary gwałtu. Do tej kliniki przyjeżdża 80-100 obywatelek Polski rocznie.

Specyficzna sytuacja jest w Wielkiej Brytanii, gdzie prywatne kliniki są bardzo drogie. - Polki zgłaszają się na zabiegi bezpłatne, w ramach ubezpieczenia. Dostaje je każdy wraz z pozwoleniem na pracę - wyjaśnia Ann Furedi. I dodaje: - Do jednej z naszych klinik dzwoniły polskie organy ścigania. Zażądały informacji o Polkach dokonujących u nas aborcji - mówiła Furedi. Szpital nie udziela takich informacji.

Obowiązująca od 1993 r. ustawa zwana kompromisem dopuszcza aborcje tylko, jeśli ciąża zagraża życiu lub zdrowiu kobiety, gdy płód jest uszkodzony lub gdy ciąża jest wynikiem przestępstwa. To jednak teoria. Legalnych aborcji jest w Polsce zaledwie kilkaset rocznie, bo często odmawia się prawa do zabiegu. Alicji Tysiąc, której kolejna ciąża i poród groziły utratą wzroku, lekarze nie chcieli dać zaświadczenia o ryzyku dla zdrowia. Nie miała się do kogo odwołać (w trybie pilnym), bo tego już państwo nie dopilnowało. Tysiąc wygrała odszkodowanie w Europejskim Trybunale Praw Człowieka.

Jednocześnie w Polsce brakuje edukacji seksualnej. W ciągu ostatnich dwóch lat liczba urodzeń przez nastolatki do 15. roku życia wzrosła o 10 proc. A antykoncepcja wciąż nie jest refundowana - podaje Federacja na rzecz Kobiet.

- Gdyby polscy lekarze postępowali tak jak brytyjscy, aborcja byłaby dostępna - przekonywał Marek Balicki. Chodzi o wąską interpretację "zagrożenia zdrowia i życia", którą praktykuje się w Polsce.

W czasie wysłuchania przed Sejmem demonstrowało zaledwie kilkunastu przeciwników aborcji. Trzymali transparenty ze zdjęciem Hitlera i zakrwawionych płodów.

Przeczytaj też komentarz Lidii Ostałowskiej: Dlaczego państwo robi to swoim kobietom?

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 2
  • 479 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    71 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':