1 września 2009 r. w Sopocie doszło do spotkania premierów Rosji i Polski. Tuż po zakończeniu rozmów
Władimir Putin -
Donald Tusk na trawniku przed hotelem Sheraton odbył się protest przeciwko Putinowi. Manifestujący premierowi Rosji zarzucili łamanie praw człowieka. Krzyczeli: "Morderca". Ktoś z zebranych rzucił: "Putin to penis". Za penisa przebrał się Rachoń z sopockiego
PiS. Okrzyki wznosił też jego kolega Jakub Świderski, dawny radny PO, później nieformalnie związany z PiS.
Akcja trwała kilka minut. Z powodu nadzwyczajnych środków ostrożności podjętych z okazji szczytu przywódców na miejscu od razu pojawili się policjanci. Prokuratura Rejonowa w Sopocie z urzędu wszczęła śledztwo i przedstawiła Rachoniowi i Świderskiemu zarzut publicznego znieważenia przedstawicielstwa dyplomatycznego obcego państwa. Śledczy przesłuchali kilkunastu świadków, a następnie wystąpili do Federacji Rosyjskiej z pytaniem, czy w tym kraju obowiązuje podobny przepis chroniący członków władz. Oczekując na odpowiedź rosyjskiej prokuratury, w styczniu śledztwo zawieszono, a 20 sierpnia umorzono.
- Dostaliśmy informację, że w kodeksie karnym Rosji nie ma zasady wzajemności polegającej na tym, że w identyczny sposób są w Rosji chronieni przedstawiciele naszych władz - tłumaczy Tomasz Landowski, zastępca prokuratora rejonowego w Sopocie. - Umorzyliśmy więc sprawę.