Florence Rose Endellion - takie imiona otrzymała urodzona we wtorek kolejna córeczka Samanthy i Davida Cameronów. Ostatnie imię, Endellion, pochodzi od celtyckiej świętej z V wieku św. Endelienty, która żyła w Kornwalii - to hołd Cameronów dla tej prowincji. Bo właśnie w Kornwalii na zachodnim krańcu Anglii przyszła na świat dziewczynka. Cameronowie mają jeszcze 6-letnią Nancy i 4-letniego Arthura. Trzecie dziecko, Ivan, zmarło w lutym zeszłego roku na dziecięce porażenie mózgowe w wieku sześciu lat.
Imiona dla najmłodszej córki wybrała Samantha - jak żartował Cameron - zgodnie z "zasadą północnokoreańskiej demokracji, w której rozmawia się, ale i tak jedna osoba decyduje".
O narodzinach dziecka pierwszej pary, wybieraniu imienia, no i urlopie ojcowskim premiera debatują od wtorku brytyjskie media. Bo sprawa ma też wymiar polityczny oraz społeczny.
Florence Rose Endellion jest wcześniakiem i jej narodziny trzy tygodnie przed terminem zmieniły nieco kalendarz polityczny. Ale Cameron jest premierem rządu koalicyjnego i - jak uważają komentatorzy - ma zaufanego wicepremiera, szefa Liberalnych Demokratów Nicka Clegga. Temu ostatniemu, który zastępuje premiera od dwóch tygodni (Cameron jest jeszcze do piątku na wakacjach), urlop ojcowski premiera spadł z nieba.
W szeregach liberałów rośnie ostatnio niezadowolenie z powodu ich marginalizacji w rządzie zdominowanym przez konserwatystów. Dwa dodatkowe tygodnie, w których Clegg będzie nadal numerem jeden, pozwolą mu wzmocnić pozycję, a tym samym partię.
Urlop ojcowski szefa rządu ma też znaczenie społeczne. Cameron obiecywał bowiem, że uczyni z Wielkiej Brytanii kraj najbardziej przyjaznego rodzicom. W dodatku zawsze był zwolennikiem wykorzystywania przez ojców 13-dniowego płatnego urlopu ojcowskiego.
Premier miał dylemat, bo 6 września zbiera się Izba Gmin i sezon polityczny rusza po wakacjach z kopyta. A jednak zdecydował się na cały urlop ku zadowoleniu wielu komentatorów i organizacji prowadzących kampanię na rzecz równouprawnienia w obowiązkach rodzicielskich, jak Fatherhood Institute (Instytut Ojcostwa). - Decyzja premiera będzie miała pozytywny wpływ dla sprawy - mówi "Gazecie" David Bartlett, wiceszef tej organizacji. - Nie tylko dlatego, że jedna z najbardziej znanych osób w państwie bierze cały urlop, ale jeszcze dlatego, że chce się radzić ekspertów, jak być najlepszym ojcem.
Pełny urlop ojcowski Camerona to znaczący gest, biorąc pod uwagę to, że 45 proc. ojców na Wyspach nie zamierza iść na tacierzyński, bo musi zarabiać na rodzinę. Choć według Instytutu Ojcostwa postawy w rodzinie się zmieniają i tatusiowie spędzają dziś z dziećmi o 800 proc. (!) czasu więcej niż ojcowie w latach 70., to wśród decydentów i w większości społeczeństwa pokutuje wciąż stereotypowe myślenie, że od wychowywania jest matka, a ojciec utrzymuje rodzinę.
Podobną debatę o urlopie ojcowskim premiera Brytyjczycy przeżyli w 2000 r., kiedy ówczesnemu premierowo Tony'emu Blairowi urodził się syn Leo, a
Wielka Brytania właśnie wprowadziła w życie nowe ustawodawstwo w tej sprawie. Choć większość społeczeństwa była wówczas za tym, by premier poszedł na pełny urlop ojcowski, Blair tego nie zrobił.