http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

O miłości do trupów

Miłada Jędrysik
2010-08-26, ostatnia aktualizacja 2010-08-26 10:12

Czwartkowy przegląd prasy. Wiem, wiem, najważniejszą wiadomością w dzisiejszych gazetach jest oczywiście połajanka premiera Tuska pod adresem OFE. A potem deklaracja biskupów w sprawie krzyża na Krakowskim Przedmieściu, żeby politycy ją rozwiązali. Ale dziś musi być o pornografii

Miłada Jędrysik
fot. AG
Miłada Jędrysik
ZOBACZ TAKŻE
Rozumiem przez to nie tylko treści związane z seksem, ale wszelakie, które zbyt nachalnie, brutalnie, dosłownie i bez szacunku dla intymności mówią o naszym ciele i naszej duszy.

Pornograficzny jest więc "Nasz Dziennik", który w poniedziałek zamieszcza wywiad z patologiem, który wykonał sekcję zwłok prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Szczegółów oszczędzę, kto chce, niech zajrzy, ale informacja o tym, których członków ciało prezydenta było pozbawione, jest okrutna i niepotrzebna. Nie pierwszy raz zresztą "ND" zachłystuje się szczegółami dotyczącymi śmierci prezydenta: wcześniej opublikował skan rosyjskiego aktu zgonu.

Trudno było zrozumieć, po co, ale odpowiedź znalazłam w dzisiejszym "Dużym Formacie", w felietonie Krzysztofa Vargi o kryminałach. Varga przytacza cytat z francuskiego filozofa Vladimira Jankélévitcha: "Miłość do trupów jest typowo katolicka. Katolik jest nekrofilem, nekrolubem i woli nieboszczyków od żywych. Ta miłość wyrasta z teologii i ma dogmatyczne podstawy. Chodzi nie tylko o zmartwychwstanie ciał, ale również o coś w rodzaju religii śmierci, która tłumaczy wiele aspektów cywilizacji chrześcijańskiej: umiłowanie śmierci, miłość do zmarłych, fascynację śmiercią, fascynację tym, co upiorne, a od czego człowiek, moim zdaniem, powinien trzymać się jak najdalej".

Dlatego z niepokojem zabierałam się do lektury wywiadu Teresy Torańskiej, w tym samym "DF", z minister Ewą Kopacz o jej pobycie w Moskwie i o identyfikacjach zwłok ofiar smoleńskiej katastrofy. Ale Teresa nigdy - a wiele już robiła wywiadów na tematy bardzo delikatne - granicy pornografii nie przekracza. Cały czas mowa jest o tym, jak straszne było to zadanie: i dla rodzin, i dla polskich specjalistów (Torańska: "Wiele osób, powiedzmy to wreszcie, które pojechały do Moskwy dobrowolnie, bez żadnego wynagrodzenia pomagać tym rodzinom, do dzisiaj nie może pozbierać się psychicznie") i w jak dramatycznym stanie były szczątki. Ale nie ma szczegółów, żadnej dosłowności.

A czy ten wywiad powinien w ogóle powstać? Ewa Kopacz, i polskie władze generalnie, są oskarżane - m.in. przez "Nasz Dziennik" o to, że źle zorganizowały pomoc dla rodzin po katastrofie, że dopuściły do karygodnych zaniedbań ze strony rosyjskiej, że nie przejęły od początku całego śledztwa. Ma prawo się bronić. Zwłaszcza ona, która nie wahała się wystawić na szwank swoją psychikę, by asystować przy tym potwornym procesie, jakim była identyfikacja ofiar. "Nie mogłam spać. Spałam godzinę, może godzinę czterdzieści. Spuchły mi nogi".

A wywiad jest poruszający właśnie przez to, że unika pornografii. Kopacz płacze, kiedy opowiada o próbach zidentyfikowania ciała swojego przyjaciela. "Siergiej, docent z patomorfologii, antropolog, bardzo zdolny i w tej profesji, co rzadkie, pogodny - wpatrywał się godzinami w zdjęcia i znikał na dole. Wracał i po jego zachowaniu wiedziałam, czy znalazł. Bardzo mi zależało na jednym z moich przyjaciół. Prosiłam: znajdź mi go, pójdę z tobą, razem poszukamy. Nie, ja sam - mówił. A jak wyjeżdżałam w czwartek: Ewa - powiedział - obiecuję ci."

No i ten fragment na początku: siedzą w gabinecie premiera wieczorem 10 kwietnia, "Graś, Arabski, Ostachowicz i ja. Premier Tusk przybity. Moi koledzy, twardzi faceci, siedzą ze spuszczonymi głowami, zupełnie odrętwiali. Żaden się nie odzywa. Nikt nie wie, co powiedzieć. Bo i o czym tu mówić? Ponura cisza."

I po przeczytaniu takiego wywiadu zajrzałam do tabloidów i znowu trafiłam na prawdziwą, obrzydliwą pornografię. W "SuperExpressie" zdjęcie zrozpaczonego ojca, który trzyma na rękach ciało siedmioletniego syna, porażonego prądem. Co z tego, że twarz zamazana.

Kilka stron dalej zdjęcie kobiety rozjechanej przez tira. Jeszcze pod nim leży. Co z tego, że głowa zamazana, skoro w tekście można przeczytać, że "pod ciężarem tira wypłynął z niej mózg, a twarz zamieniła się w krwawą miazgę".

Przepraszam, że musiałam to zacytować. Niech filozof powtórzy: "trzymajmy się od tego jak najdalej". Wykrzyknik.

A na koniec, żeby nie było, że zgodnie z przewidywaniami krytykuję "Nasz Dziennik", a swoją gazetę chwalę, bardzo zgrabna satyra z tegoż. O premierze Tusku i premierze Putinie. "Na Donaldzie Tusku premier Rosji Władimir Putin musiał zrobić wielkie wrażenie. Tak wielkie, iż szef polskiego rządu zdaje się czerpać garściami z pomysłów swojego sojusznika" - pisze w "ND" Artur Kowalski o wczorajszym wystąpieniu szefa polskiego rządu na spotkaniu z OFE. "Szef rosyjskiego rządu znany jest z gospodarskich wizyt w różnych zakątkach Rosji, rugania właścicieli sklepu za zbyt wysokie - w jego ocenie - ceny kiełbasy, czy też ostatnio z wyjazdów na podmoskiewskie zgliszcza, gdzie z podwiniętymi rękawami koszuli wizytował tereny wielkich pożarów. Wczoraj mogliśmy zobaczyć "dobrego" Donalda Tuska zatroskanego o los przyszłych emerytów i "złych" prezesów towarzystw emerytalnych. Premier wezwał "złych" na dywanik, pogroził palcem i zrugał za zbyt słabe wyniki inwestycji funduszy emerytalnych, które mogą skutkować niskimi emeryturami. A wszystko mogliśmy obejrzeć na ekranach telewizorów".

Trafiony, panie premierze.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 32 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    65 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':