- Polski nie stać na rewolucyjne zmiany w systemie emerytalnym - tłumaczy Tusk. I słusznie. Szkoda, że doszedł do tego tak późno. Straciliśmy kilkanaście miesięcy na bezowocne kłótnie. Ten czas rząd mógł wykorzystać na dokończenie reformy emerytalnej.
Nie chodzi tylko o OFE. Trzeba rozstrzygnąć, kto wypłaci nam emerytury z nowego systemu, zrównać wiek emerytalny kobiet i mężczyzn, a potem go wydłużyć. Wreszcie ukrócić przywileje mundurowych, górników czy rolników. Tego chcieli twórcy reformy. Do tej pory żaden z polityków nie ruszył w tych sprawach palcem.
Premier pogroził też wczoraj palcem OFE. Owszem, fundusze nie są bez winy - mogłyby działać taniej, nie marnując pieniędzy emerytów, np. na armię akwizytorów. Ale spektakularna połajanka w świetle kamer rodzi obawy, że premierowi chodziło głównie o spektakl pod publiczkę. Prawdziwe negocjacje, które mają doprowadzić do realnych zmian w systemie emerytalnym, powinny toczyć się w spokoju, z dala od błysków fleszy.
Najgorsze dla przyszłych emerytów byłoby, gdyby po wyłączeniu kamer wszystko zostało po staremu.
Źródło: Gazeta Wyborcza