Problem dotyczy osób starszych, najuboższych, niepełnosprawnych i całkowicie niezdolnych do pracy, których dochód nie przekracza 477 zł, a ze względu na wiek lub stan zdrowia nie mogą podjąć pracy. - Państwo kradnie pieniądze samorządowe, którymi gminy próbują wspierać najuboższych - mówi z goryczą pan Władysław, niepełnosprawny 60-latek z Warszawy.
W Polsce zasiłek stały otrzymuje ponad 184 tys. osób. Większość z nich - 139 tys. - to osoby samotne. - Jestem podopiecznym ośrodka pomocy społecznej, bo jestem samotny, chory i nie mam żadnych dochodów. Nie otrzymuję z
ZUS ani renty, ani emerytury, choć nie byłem nierobem. Przepracowałem prawie ćwierć wieku, płaciłem składki i podatki. Jeszcze za komuny miałem prywatne biuro podróży. Po zmianie systemu upadło. Potem otworzyłem firmę handlową. Też mi nie wyszło, a do tego zachorowałem na raka - opowiada pan Władysław.
Od czterech lat żyje z zasiłku stałego z ośrodka pomocy społecznej. Przyznawany jest w wysokości minimum 30 zł do maksimum 444 zł miesięcznie. Zasiłek to różnica między dochodem a kwotą określoną w ustawie o pomocy społecznej, czyli 477 zł.
- Otrzymuję "aż" 444
złote. I za to muszę przeżyć miesiąc, zapłacić ponad 360 zł czynszu. Dlatego wystąpiłem do gminy o dodatek mieszkaniowy - kontynuuje niepełnosprawny. - Spełniłem wszystkie wyśrubowane kryteria. Dostałem go na swoje nieszczęście.
Wydział lokalowy na warszawskim Mokotowie poinformował ośrodek pomocy społecznej o przyznaniu panu Władysławowi 179 zł na utrzymanie
mieszkania. I co dalej? Ośrodek zgodnie z ustawą o pomocy społecznej kwotę dodatku mieszkaniowego odjął od kryterium dochodowego i w ten sposób zmniejszył niepełnosprawnemu zasiłek stały.
Dlaczego? Bo ustawa o pomocy społecznej traktuje dodatek mieszkaniowy jako dochód. Podobnie jak zasiłek pielęgnacyjny, który wynosi 173 zł.
- Zgodnie z ustawą ośrodki zobowiązują podopiecznych do wystąpienia do gminy o dodatek mieszkaniowy, jeżeli spełniają kryteria - potwierdza Teresa Sierawska, wicedyrektor stołecznego biura polityki społecznej.
- Wygląda tak, jakby państwo zadbało o to, by zbyt dużo na nas nie wydać. Przecież zasiłek stały jest z budżetu państwa, a dodatek z budżetu samorządu, czyli to państwo zabiera samorządowe pieniądze - komentuje niepełnosprawny.
Gdyby pan Władysław miał emeryturę, a jego dochody wynosiłby 175 proc. najniższego świadczenia, czyli ponad 1100 zł, to także miałby prawo do dodatku mieszkaniowego i nikt by go od emerytury nie odjął.
Pracownice ośrodka pomocy, który wypłaca zasiłek celowy panu Władysławowi, proszą o anonimowość. Oficjalnie może wypowiadać się jedynie kierowniczka OPS-u, ale ta nie chce z "Gazetą" rozmawiać. Od opiekunek dowiadujemy się, że zasiłki stałe pobiera na ich terenie ok. 400 osób. Połowa z nich otrzymuje dodatek mieszkaniowy.
- A 99 proc. z nich to ludzie naprawdę niezdolni do pracy - mówią pracownice OPS. - Są na granicy przeżycia. A my, osoby mające im pomagać, musimy im część pieniędzy odbierać. Staramy się dawać zasiłki celowe: na leki, odzież, prąd, ale to i tak za mało. Oni nigdy nie wyjdą ze skrajnego ubóstwa. - Trzeba zmienić przepisy- uważają pracownice OPS.
- To sprawa ustawodawcy. Powinni zainteresować się nią posłowie - dodaje Regina Politowicz, szefowa wydziału świadczeń społecznych bydgoskiego urzędu miasta.
- Taka nowelizacja ustawy nie jest potrzebna. Dodatek mieszkaniowy jest dochodem. Przede wszystkim trzeba zmienić kryteria dochodowe uprawniające do pobierania zasiłków. Nikt ich nie podwyższał od sześciu lat - odpowiada Sławomir Piechota, poseł PO i szef sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny. - Posłowie w kryzysie mieli wybór: albo wspomagać rynek pracy, albo wspierać pomoc społeczną. Rynek pracy okazał się priorytetem.
- Pojedyncze poprawki niczego nie zmienią - dodaje
Joanna Kluzik-Rostkowska z
PiS. - Trzeba stworzyć zupełnie nowy model pomocy społecznej. Ten był przygotowany na okres transformacji i ogromnie się zestarzał.
- Czyli wszystko jest zgodne z prawem. Ale dlaczego skazuje się nas na wegetację? - pyta pan Władysław. - Może dlatego, że my, ludzie naprawdę potrzebujący, nie zaprotestujemy, nie wyjdziemy na ulicę. Nie mamy związku zawodowego, partii.
Dajcie nam szansę na godniejsze życie!
Rok 2010 jest Europejskim Rokiem Walki z Ubóstwem i Wykluczeniem.
Dla "Gazety"
Dr Magdalena Dudkiewicz, adiunkt w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW, ekspert Instytutu Spraw Publicznych
Konieczność gruntownej reformy całego systemu pomocy społecznej w Polsce to oczywistość, a zaprezentowany przykład to kropla w morzu argumentów w tej sprawie. Potrzebny jest system, który będzie nastawiony na usamodzielnienie tych, którzy mogą się usamodzielnić, i zdecydowanie bardziej szczelny. W dłuższej perspektywie zostanie dzięki temu odciążony finansowo, a te osoby, którymi jako społeczeństwo musimy się zająć, będą mogły liczyć na świadczenia faktycznie pozwalające im żyć godnie. Dziś system jest drogi, a przy tym nieefektywny - wciąż nastawiony bardziej na opiekę niż na pomoc. Niezależnie od tego, co naprawdę można zrobić i co się - społecznie i finansowo - opłaca.