O PET-ach i potrzebnych do badania izotopach pisaliśmy w lutym. Nowoczesne urządzenie pozwala wykryć nawet pojedyncze komórki nowotworowe. Lekarz widzi, czy są przerzuty albo czy terapia działa. Przed badaniem chory dostaje glukozę i promieniotwórczy izotop. Rak lubi cukier - na zeskanowanym obrazie ciała widać świecące, czyli zaatakowane miejsca.
Przez lata tylko Centrum Onkologii w Bydgoszczy samo produkowało radiofarmaceutyk (w grudniu zaczął też ośrodek w Gliwicach). Pozostałe szpitale z PET-em - dziś jest ich już 11 - sprowadzały substancję z zagranicy.
NFZ słono za to płacił - niemal 500 euro za fiolkę.
Dlaczego tak było? Bo szpitale zdobyły pieniądze na tomografy, ale na budowę cyklotronu i linii produkcyjnej już nie. Z kolei dyrektor bydgoskiego CO nie mógł sprzedawać ampułek kolegom, bo nie wolno handlować farmaceutykiem bez rejestracji. A rejestracja dużo kosztuje.
Co ciekawe według pierwotnych planów Ministerstwa Zdrowia PET-y miały iść w parze z produkcją izotopów, by nie trzeba było przepłacać za ich sprowadzanie. Gdy w lutym pytaliśmy
Ministerstwo Zdrowia i polityków, dlaczego plan upadł, przyznawali, że pieniądze zjadły nadprogramowe PET-y. Na urządzenie zrobiła się moda i kolejni samorządowcy zabiegali o sfinansowanie tomografów w ich regionie.
Wreszcie ministerstwo zdecydowało się uporządkować tę sprawę. Ogłosiło konkurs na produkcję izotopów. Wybrało trzy ośrodki: Centrum Onkologii w Gliwicach i w Bydgoszczy oraz Środowiskowe Laboratorium Ciężkich Jonów Uniwersytetu Warszawskiego. Resort na zakup sprzętu i przygotowanie linii produkcyjnych wyda 12,5 mln zł.
Gliwice mają zaopatrywać Polskę południową, Warszawa - centralną, a Bydgoszcz - północne rejony. Wszędzie będzie można dojechać
samochodem. Dostawy - niemal codziennie, bo wadą izotopów jest ich krótki termin przydatności.
Teraz za preparat płaci się tak dużo, bo jest sprowadzany do Polski drogą lotniczą z Wiednia i Berlina. Gdy nad tamtejszymi lotniskami jest mgła, samolot nie leci, a badania chorych w Polsce są odwoływane.
Produkcja w kraju oznacza, że cena preparatów, a tym samym całego badania spadnie. W krajach zachodnich, gdzie izotop jest produkowany, szpitale płacą za jedną ampułkę około 250 euro, o połowę mniej niż polskie lecznice.