http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Chilijscy górnicy wyjdą na Gwiazdkę

Maciej Stasiński
2010-08-26, ostatnia aktualizacja 2010-08-25 16:59

Dramatyczna walka o życie 33 górników uwięzionych pod ziemią w kopalni miedzi, Chile
Dramatyczna walka o życie 33 górników uwięzionych pod ziemią w kopalni miedzi, Chile
Fot. AP/Luis Hidalgo

W poniedziałek zacznie się wiercenie szybu, przez który mają być wyciągnięci chilijscy górnicy uwięzieni na głębokości 700 m. Będą musieli poczekać ok. czterech miesięcy

Bliscy przysypanych górników gromadzą się w kopalni, ustawiają flagi, palą znicze
Fot. Roberto Candia AP
Bliscy przysypanych górników gromadzą się w kopalni, ustawiają flagi, palą...
Plan dotarcia do uwięzionych i wydobycia ich na powierzchnię jest gotowy. W obozie w kopalni miedzi i złota San José na pustyni Atacama rozpoczęto w środę montaż ogromnej maszyny wiertniczej Raisebore Strata 950, która w poniedziałek zacznie przebijać się przez 688 m litej skały wulkanicznej, by dotrzeć do 33 górników uwięzionych w podziemnym chodniku. Ogromne wiertło będzie drążyć otwór najpierw o średnicy 38 cm, potem zostanie on poszerzony do 66 cm. Wiertło będzie się posuwać z prędkością ok. 20-30 m dziennie.

Najostrożniejsze szacunki mówią, że szyb zostanie przebity w ciągu czterech miesięcy, ale niektórzy specjaliści skracają czas akcji ratunkowej o połowę. Potem na dół zjedzie jednoosobowy kosz, w którym górników będzie się wywozić na powierzchnię.

- Na 200-lecie niepodległości, 18 września, jeszcze ich nie wyciągniemy, ale na Boże Narodzenie będziemy razem - ogłosił prezydent Chile Sebastian Pinera.

Prezydent nie rozstaje się z pierwszym listem górników ze zdaniem: "Jest nas 33 i mamy się dobrze", który dotarł na powierzchnię w niedzielę, gdy do chodnika dowierciła się głowica sondy.

Od niedzieli górnicy są w kontakcie listowym i telefonicznym z rodzinami i ratownikami. Opowiedzieli, jak przeżyli 17 dni pod ziemią. Do zawału skalnego doszło na głębokości 400 m, czyli blisko 300 m ponad nimi. Odciął im powrót na powierzchnię, ale nie zniszczył długich na ponad 2 km chodników, schronów i urządzeń na ich poziomie.

Górnicy próbowali wyjść szybem wentylacyjnym, ale okazało się, że brakuje w nim schodów. Trzy lata temu kopalnia została zamknięta po śmiertelnym wypadku jednego górnika i na nowo otwarta rok później, pod warunkiem że właściciel zamontuje w szybie schody. Nigdy tego nie zrobił. Dwa dni po pierwszym zawale kolejny wstrząs zniszczył szyb wentylacyjny.

Dzięki niezawalonym chodnikom górnicy mieli dość powietrza, a także mnóstwo przesączającej się przez ściany wody. Cały czas dyżurowali, patrolując chodniki na wypadek kolejnych zawałów.

Jedli zapasy żywności zgromadzone na wypadek katastrofy. Dziennie każdy dostawał po łyżeczce tuńczyka z puszki, szklankę mleka, kawałek herbatnika i kawałek brzoskwini z puszki. W ciągu 17 dni schudli po 7-9 kg.

Światło mieli dzięki akumulatorom z podziemnych kolejek, z których ładowali lampki górnicze. W chodniku galerii cały czas utrzymywała się temperatura ok. 30 stopni i jedynym problemem był drażniący oczy i płuca pył.

Najtrudniejsze do zniesienia były odgłosy wierteł szukających ich po omacku pod ziemią. Zanim w niedzielę jeden wreszcie trafił i przebił sufit w chodniku, kilka innych spudłowało i zostało wycofanych.

Kiedy wiertło o średnicy kilkunastu centymetrów przebiło się do górników, spuszczono im telefon. - Jest w porządku. Czekamy, aż nas wyciągniecie - powiedział ministrowi górnictwa Luis Urzua, po czym wszyscy razem zaśpiewali chórem hymn. Ludzie na powierzchni płakali i tańczyli.

Potem górników przesłuchał lekarz. Wszyscy są zdrowi, choć niektórzy narzekają na bóle brzucha. To prawdopodobnie skutek picia wody z zawartością miedzi i innych metali, ale taki napój nie zagraża życiu.

Od niedzieli górnikom spuszczane są: surowica, glukoza, inhalatory z tlenem, jedzenie i picie, a także alkohol do mycia ciała i płyny do przemywania skażonych pyłem oczu. Górnicy piszą listy do rodzin. Rodziny odpisują, a nad korespondencją czuwają psychologowie, by słowa z powierzchni dodawały im otuchy i wiary w powodzenie akcji.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':