http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

RPA po sezonie piłkarskim ma sezon strajkowy

Wojciech Jagielski
2010-08-26, ostatnia aktualizacja 2010-08-25 16:55

Związkowcy, którzy przed rokiem wynieśli do władzy prezydenta Jacoba Zumę, paraliżują Południową Afrykę strajkami płacowymi i grożą niedawnemu faworytowi, że odsuną go z urzędu tak samo jak jego poprzednika

Gdzie jest prezydent Zuma? W Chinach!
Fot. JASON LEE REUTERS
Gdzie jest prezydent Zuma? W Chinach!
- Zatrzymamy cały kraj - grozi Zwelinzima Vavi, sekretarz generalny największej centrali związkowej COSATU. - Naszym problemem są przywódcy. Poprzedni prezydent Thabo Mbeki, ilekroć dochodziło do kryzysu, wyjeżdżał za granicę. Teraz mamy nowy kryzys, a nowy prezydent podróżuje sobie po Chinach - grzmi Bongani Mconyana, szef związku nauczycieli. - Niech uważa, jeśli nie chce podzielić losu poprzednika.

Mieliście na mundial, macie na podwyżki

Drugi tydzień Południowa Afryka przeżywa strajki półtora miliona pracowników sektora publicznego. Pielęgniarki, nauczyciele, urzędnicy, policjanci, celnicy domagają się podwyżek. - Nie stać nas na to - mówi rząd.

Protestujący odpowiadają, że skoro państwo stać było na urządzenie piłkarskich mistrzostw świata, to ma też na podwyżki. - Rząd targuje się o grosze, gdy idzie o podwyżki, a bez zmrużenia oka wydaje miliony na limuzyny dla ministrów - narzekają związkowcy.

W tym tygodniu budżetówkę poparła mająca 2 mln członków centrala związkowa COSATU. Zapowiada strajk solidarnościowy, jeśli rząd nie przystanie na żądania budżetówki. - Stanie cały kraj - grozi sekretarz generalny COSATU Vavi. - Przez 16 lat byliśmy cierpliwi i znosiliśmy, jak kolejne rządy miały za nic żądania robotników. Pora z tym skończyć.

Strajk budżetówki sparaliżował państwowe szkoły i szpitale. W Johannesburgu, Durbanie i Kimberley doszło do zamieszek, gdy strajkujący blokowali drogi do szpitali i atakowali łamistrajków. Policja strzelała gumowymi pociskami i użyła armatek wodnych, a prawie stu strajkujących trafiło do aresztu. Do szpitali władze posłały wojsko i ochotników, by zastąpili protestujących pielęgniarzy. Do szpitala Baragwanath w Soweto zgłosił się minister zdrowia Aaron Motsoaledi. Strajkujących pielęgniarzy minister i zarazem lekarz nazwał mordercami i zbrodniarzami.

Południowoafrykańskie gazety pełne są opowieści o kobietach w ciąży zgłaszających się do izb porodowych i przeganianych przez strajkujących. - Zawieź ją Zumie do gabinetu - usłyszał w Johannesburgu od strajkujących mąż jednej z kobiet.

Z powodu strajku cierpi głównie czarnoskóra biedota korzystająca z publicznych szkół i opieki medycznej. Zamożna klasa średnia leczy się w prywatnych szpitalach i posyła dzieci do prywatnych szkół.

Sierpniowy strajk budżetówki ostatecznie zakończył wywołaną czerwcowym mundialem fiestę podgrzewaną przez władze, które liczyły, że rozbudzona duma narodowa i poczucie jedności pozwolą im spokojnie przetrwać zimę, czyli sezon strajków.

Strajki płacowe przeradzające się nierzadko w zamieszki uliczne wybuchają w Południowej Afryce zimą, gdy dolegliwości, jak ziąb czy brak prądu, stają się najdokuczliwsze. Na dodatek właśnie zimą negocjowane są nowe umowy o pracę. Od upadku apartheidu w 1994 r. najdłuższy, bo aż miesięczny strajk płacowy budżetówki miał miejsce w 2007 r.

Sezon strajkowy zaczyna się zwykle już w czerwcu, ale w tym roku został odłożony z powodu mundialu. Przed turniejem tylko najsilniejsze centrale związkowe zagroziły strajkami podczas mistrzostw i w efekcie transportowcy oraz energetycy wywalczyli podwyżki już w maju.

Zuma stanie pod ścianą

Ustępstwami władz i podwyżkami zakończą się też obecne strajki. Rządzący od 1994 r. Afrykański Kongres Narodowy, a przede wszystkim prezydent Zuma chciałby zakończyć awanturę przed zapowiedzianą na wrzesień naradą władz Kongresu.

Zuma, mistrz uników i kompromisów, zawdzięcza prezydenturę kongresowej lewicy - związkowcom i komunistom, a także populistycznym, afrykańskim nacjonalistom, którzy mieli dość liberalnej polityki dotychczasowych prezydentów Nelsona Mandeli i Thabo Mbekiego. Popierając Zumę w sporze z Mbekim, lewica dokonała przewrotu pałacowego i obaliła własnego prezydenta.

Jednak Zuma wybrany w maju 2009 r., zamiast spłacać długi wdzięczności, nic nie zmienia i kontynuuje politykę Mandeli i Mbekiego polegającą raczej na wspieraniu rosnącej klasy średniej niż na walce z biedą i nierównościami społecznymi, które pozostały bez zmian od upadku apartheidu.

Przyczyniła się do tego także struktura polityka Kongresu. Aby ułatwić transformację, Kongres po przejęciu władzy od białego rządu nie przeprowadził obiecywanej rewolucji socjalnej, lecz pozostawił władzę gospodarczą w rękach białej mniejszości, pomniejszając ją powoli akcją afirmatywną i wspieraniem czarnej klasy średniej.

Wroga tej polityce lewica kongresowa w imię jedności partii powstrzymywała się od buntu, próbując wywalczyć sobie większy wpływ na politykę Kongresu.

Zuma od dawna obawia się, że niedawni sojusznicy z lewicy wystawią mu rachunek. W sierpniu pojawiły się plotki, że podczas wrześniowego zjazdu partyjnego w Durbanie przeciwnicy Zumy spróbują go nawet obalić, tak jak obalili Mbekiego. W 2012 r., dwa lata przed wyborami prezydenckimi, Zumę czeka walka o przywództwo Kongresu, która rozstrzygnie o jego karierze politycznej.

Umiarkowani i liberałowie nie zapomną Zumie obalenia Mbekiego. Rozczarowani zaś prezydentem lewicowcy nie tylko mogą mu odmówić poparcia, ale mogą nawet wywołać nową wojnę o władzę. Tym razem do walki z frakcją związkowców szykuje się frakcja nacjonalistów kierowana przez populistycznego Juliusa Malemę, szefa młodzieżówki Kongresu.

- Tegoroczne strajki to nie jest zwyczajny spór płacowy - uważa prof. Sakhela Buhlungu z uniwersytetu w Johannesburgu. - Tym razem jest to próba siły, w której Zuma nie może wypaść jako słaby przywódca.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':