http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ostry seks w "Naszym Dzienniku"

Adam Leszczyński
2010-08-25, ostatnia aktualizacja 2010-08-25 10:00

"Nasz Dziennik" wydał dodatek o edukacji seksualnej. Co za język, co za wdzięk - dawno nie widziałem nic równie zabawnego

Adam Leszczyński
fot. Piotr Bernaś/AG
Adam Leszczyński
ZOBACZ TAKŻE
"Zaskakuje powszechna dzisiaj skłonność do prowadzenia tak zwanego wychowania seksualnego" - dziwi się zaskoczony dr Marek Czachorowski, jeden z dyżurnych ekspertów "Naszego Dziennika" od problemów współczesnego świata. "W czasach, kiedy z ogromnym trudem można znaleźć blacharza, murarza i tynkarza, nie brakuje chętnych do zajęcia się wychowaniem seksualnym innych (..). Ten powszechny zapał nie omija dzisiaj także środowisk katolickich".

Powszechny zapał nie ominął zatem także dr Czachorowskiego. Sprawa wymaga uporządkowania, bo - jak pisze dr Czachorowski "wychowawcza niefrasobliwość" wkradła się także w zwarte szeregi środowisk katolickich:

"Niektórym polskim zakonnikom kamasutra kojarzy się z pozytywnym podejściem do seksu, nie mają zatem żadnych problemów, aby ich określać twórcami katolickiej kamasutry. W tym samym miejscu raczy się czytelnika owej "katolickiej kamasutry" szczegółami fizjologicznymi na temat "anus", tak jakby człowiek "seksualnie wychowany" musiał ową wiedzą operować".

Zło jest, oczywiście, wszędzie. Dr Czachorowski:

"Marsze erotomanów ulicami naszych miast, kąciki "dla dorosłych" na stacjach benzynowych (po których konsumpcji nie tylko " niedorośli" ale nawet emeryci się wywrócą), "kult" kondomów przy kasach supermarketów, aktywność telewizyjnych pedofilów - to wszystko tematy, którymi chyba żyje polska ambona".

Nie wiem, czym żyje polska ambona - ale skoro tak piszą w "Naszym Dzienniku", to chyba muszę uwierzyć na słowo (wzmianka o "telewizyjnych pedofilach" jest jednak bardzo tajemnicza). Lektura dodatku o wychowaniu seksualnym - zatytułowanego, a jakże, "W rodzinie" - jest jednak pouczająca także pod innymi względami. Przedmiot ewidentnie wzbudza u autorów fascynację pomieszaną z odrazą. Seks dostrzegają wszędzie: komu przyszłoby do głowy pisać o "kulcie kondomów" przy kasach supermarketów? Można równie dobrze napisać o "kulcie batoników" albo "kulcie gum do żucia", bo leżą obok.

Publicyści "ND" uwielbiają się gorszyć, ale o swoich mrocznych fascynacjach nie potrafią o opowiedzieć wprost - stąd inflacja cudzysłowów, których czasami używają kilkakrotnie w jednym zdaniu.

Czytając dodatek "Naszego Dziennika" o seksie miałem wrażenie, że autorzy bawili się przy pisaniu równie dobrze, jak ja przy lekturze - chociaż z trochę innych powodów. (Na zdrowie, niczego państwu nie odmawiam.)

I wreszcie: co za język! W połowie kazanie, w połowie - "Trybuna Ludu", niby- naukowa, ciężka proza pełna niezręcznych konstrukcji językowych i dziwacznych neologizmów. "Deprawacyjna edukacja seksualna - potrzeba czujności rodziców" [tak, to tytuł] - pisze dr hab. Urszula Dudziak. Pani dr hab. wytacza najcięższe armaty: "Niestety, obok katolicko-normatywnego wychowania seksualnego istnieje, a nawet walczy o swoją dominację, laicko-permisywna edukacja seksualna".

Dr hab. Dudziak wie, o czym pisze. Jak czytamy w informatorze "Nauka Polska", w kwietniu 2010 r. obroniła na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim habilitację z teologii na podstawie liczącej 880 stron (!) rozprawy pod tytułem "Postawy wobec wychowania seksualnego a hierarchia wartości nauczycieli. Studium teologicznopastoralne". Książkę wydał, oczywiście, KUL. Ktoś powinien nagrać dyskusję na kolokwium habiltacyjnym i wrzucić na Youtube: takiej uciechy nie można odmawiać laickiemu światu!

Pani Dudziak niestety jest jeszcze tylko adiunktem, ale niedługo z pewnością zostanie profesorem. Nauka polska zrobi wtedy kolejny wielki krok - w średniowiecze.

Na razie z wyżyn katedry na KUL dr hab. Dudziak przestrzega: "Szerzenie deprawacyjnych treści może odbywać się na wiele sposobów. (..) W celu reklamy antykoncepcji osoby zrzeszone w grupie edukatorów seksualnych organizują w gimnazjach i liceach pogadanki na temat zapobiegania ciąży i profilaktyki chorób przenoszonych drogą płciową. Przeprowadzają także rozmaite gry i zabawy, wyświetlają filmy. (..) Wśród form podejmowanej aktywności znajduje się także organizowanie tematycznych akcji ulicznych i happeningów, podczas których rozdawane są prezerwatywy (..). Kondomy sprzedawane są w kioskach, sklepach samoobsługowych, rozdawane w szkołach i szpitalach, a w Japonii rozprowadzane nawet przez domokrążców". (Ci Japończycy - co za perwersja! - AL)

Nic dziwnego, że to wszystko wywiera na uczniów - tak, tak - "intensywną presję seksualną".

"Wychowanie seksualne czy wychowanie?" - zastanawia się Elżbieta Marek na następnej stronie. "Mam wrażenie, patrząc jako matka na to, co się dzieje, że panuje jakby jakieś sprzysiężenie ciemnych sił i zniewolonych przez nie osób, żeby zniszczyć młode pokolenie."

Nie mam już siły na więcej. Wszystkie te perły intelektu można znaleźć na stronie "Naszego Dziennika".

I tylko jeszcze jeden cytat:

"W odpowiedzi na prawdziwe potrzeby otrzymują [młodzi ludzie] arogancką zachętę do nieograniczonego współżycia seksualnego ze swoimi koleżankami. Niezepsutej jeszcze młodzieży otwierana jest na oścież brama do samozniszczenia, zniewolenia przez seks".

Kto tutaj właściwie jest zniewolony przez seks, hm?

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 51 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    117 głosów