http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Handlarki obroniły majtki

Agnieszka Urazińska, Maciej Stańczyk, Łódź
2010-08-25, ostatnia aktualizacja 2010-08-25 01:48

Wczoraj, ul. Tatrzańska w Łodzi. Straż miejska usuwa handlarzy
Wczoraj, ul. Tatrzańska w Łodzi. Straż miejska usuwa handlarzy
Fot. Radosław Jóźwiak / Agencja Gazeta

Strażnicy miejscy ciągnęli leżące kobiety za ręce, a urzędnicy próbowali wyrywać im pudła z majtkami, stanikami i skarpetkami. Tak wyglądał pierwszy dzień walki z dzikim handlem w Łodzi. Obie strony uważają, że zwyciężyły.

Tydzień temu pełniący obowiązki prezydenta Łodzi Tomasz Sadzyński ogłosił, że zwalczy nielegalny handel w mieście. Wzorem stolicy urzędnicy miejscy będą konfiskować towar (handlarz może się po niego zgłosić, jeśli udowodni, że należał do niego, i uiści opłatę za magazyn). Urzędnicy przeszli błyskawiczne szkolenie z psycholog, która tłumaczyła, jak radzić sobie ze zdesperowanymi kupcami. Akcja zaczęła się wczoraj ok. 11. Na targowisko przy ul. Ciołkowskiego podjechały trzy radiowozy i "pudełkowóz", którym miano zabrać konfiskowany towar. Czternastu strażników otoczyło kordonem mężczyznę w średnim wieku, który handlował z pudeł.

- Ma pan zezwolenie na zajęcie tego terenu?

- Nie.

- Proszę natychmiast zabrać stąd pudełka albo skonfiskujemy towar.

Mężczyzna posłusznie zatelefonował po transport. Po kilkunastu minutach nie było po nim śladu. Stojąca obok handlarka, nie czekając na instrukcje, też zaczęła pakować towar. Na Ciołkowskiego specgrupa odniosła sukces. Pewna swego pojechała na róg ulic Tatrzańskiej i Rydla. Tu zrobiło się gorąco.



- Nie oddam towaru za żadne skarby. I nie ruszę się stąd - oznajmiła stanowczo Krystyna Kowalczyk. W pudłach miała tanie majtki, skarpety, kolorowe bluzki. - Handluję tu od dwudziestu lat!

Strażnicy otoczyli jej stoisko. Gdy jednak urzędnicy wyciągnęli ręce po pudła, na kordon natarły inne handlarki. Jedna staranowała strażników wózkiem inwalidzkim.

- Ludzie, pomóżcie! - krzyczały kobiety. Strażnicy próbowali je odpychać, ale cztery panie padły na ziemię i ciałami zasłoniły towar. Strażnicy próbowali ciągnąć je za ręce. - Niech mnie pan nie szarpie! - krzyczała starsza kobieta leżąca na pudełkach.

- Przemocy nie używajcie, do cholery k... jasnej! - krzyczała młoda blondynka.

Wokół strażników szamoczących się z handlarkami zaczęli się gromadzić gapie.

- Dajcie im spokój. Dlaczego ich tak męczycie? Że tanie skarpety można u nich kupić? To granda, co robicie! - krzyczeli.

Po kilkunastu minutach przyjechała policja. Ale interwencja już się zakończyła. Urzędnicy właśnie odjeżdżali z częścią towaru, który udało się im wyszarpać pani Krystynie. Kobiecie podsunęli do podpisania protokół konfiskaty.



- Kończymy akcję, bo nie mamy prawa używać przemocy wobec handlarzy - tłumaczył urzędnik.

Gapie zgotowali handlarkom owację.

- Wygrałyśmy! - krzyczały kobiety. - Jak będzie trzeba, jutro znów będę leżeć na pudłach - mówi pani Krystyna.

Urzędnicy uważają, że nie ponieśli porażki. Przemysław Pęczak z miejskiego Zarządu Dróg i Transportu zapowiedział, że dziś odbędzie się kolejna akcja.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':