- Koalicja z Samoobroną to byłaby rosyjska ruletka. Z Partią Regionów to już jest strzał w stopę. Wyborcy będą patrzeć na nas jak na wariatów. Kogo my bierzemy na te listy?! - pyta działacz lewicy z Lubelszczyzny.
W piątkowej "Gazecie" napisaliśmy, że Partia Regionów, do której należą głównie dawni członkowie Samoobrony, dogadała się z
SLD, które wpuści ich na listy w zbliżających się wyborach samorządowych. Szefem Partii Regionów jest Bolesław Borysiuk, w przeszłości poseł partii Leppera. W polityce liczy się dzięki wpływom w mediach publicznych. Jego syn Tomasz był członkiem KRRiTV. Dzięki temu Borysiukowie łatwo dogadywali się z SLD i
PiS przy obsadzie stanowisk w
radiu i telewizji swoimi protegowanymi.
W ubiegłym tygodniu Partią Regionów podpisała porozumienie z mazowieckim SLD. "Polska zawędrowała zbyt daleko na prawo. Wartości lewicy, a także umiarkowanego centrum są wypchane na margines społecznej debaty. Brzmią za to idee skrajnej prawicy, które kompromitują nasz kraj i wyrządzają mu niepowetowaną szkodę" - głosiło wspólne oświadczenie obu partii.
Borysiuk zapowiada, że kolejne koalicje z SLD w innych regionach to kwestia dni.
- To wynik osobistego zaproszenia ze strony Grzegorza Napieralskiego - tłumaczy. I dodaje, że wspólny start z SLD jest też przesądzony na Lubelszczyźnie.
Tymczasem działacze Sojuszu z Lublina nie wierzą w szczerość lewicowych deklaracji Borysiuka. Co więcej, otwarcie kontestują ruch Napieralskiego.
Szef SLD w Lublinie i członek rady krajowej partii Stanisław Kieroński mówi, że nie ma mowy, aby na listach do samorządu znalazł się choć jeden działacz od Borysiuka.
- Nie ma żadnego porozumienia i nie będzie - zapewnia. Na listy zapraszamy ludzi z otwartymi głowami, młodych, którzy chcą realizować nasz program, a nie kogoś z etykietą członka partii Stanisława Łyżwińskiego czy Andrzeja Leppera. To nam wyborców nie przysporzy.
Napieralski i rzecznik Sojuszu Tomasz Kalita są na urlopach. Łukasz Naczas, szef biura multimedialnego SLD, tłumaczy, że porozumienie z Partią Regionów na Mazowszu wcale nie oznacza koalicji ogólnokrajowej. - Może po prostu na Mazowszu członkowie PR programowo są bliżsi lewicy niż gdzie indziej - zastanawia się.