Antyromska retoryka rządu, likwidowanie cygańskich obozów i odsyłanie ich mieszkańców do Rumunii i Bułgarii nie przestaje budzić emocji nad Sekwaną. W zeszłym tygodniu władze odesłały ponad 200 osób, do końca sierpnia zamierzają wsadzić do samolotów w sumie 850 Romów. Władza użyła wyjątkowo ostrych słów - zdaniem niektórych rasistowskich - mówiąc, że romskie osiedla to gniazda przemytu i złego traktowania dzieci.
Do debaty włączył się
Kościół katolicki. Biskupi biją na alarm już od lipca, a przywódca francuskiego Kościoła kardynał André Vingt-Trois ocenił, że straszenie innymi "nie jest przesłaniem Ewangelii ani cywilizowanego społeczeństwa". Chodzi nie tylko o Romów, lecz także o zapowiedzi prezydenta Sarkozy'ego, że osoby imigranckiego pochodzenia, które dopuszczą się niektórych przestępstw, np. ataku na policjanta, będą pozbawiane obywatelstwa.
Do sprawy odniósł się nawet
papież Benedykt XVI. W niedzielę w Castel Gandolfo zwracał się w kilku językach do pielgrzymów. Tylko po francusku padły słowa: "Teksty liturgiczne na dziś powtarzają nam, że wszyscy ludzie mogą być zbawieni. To także zaproszenie, by umieć przyjmować ludzi w ich różnorodności". Komentatorzy nie mieli wątpliwości, że papież mówi o Romach we Francji.
Media nad Sekwaną podkreślają, że polityka rządu wyjątkowo rani francuskich katolików (65 proc. Francuzów deklaruje się jako katolicy, ale do kościoła chodzi regularnie 5 proc., a kolejne 10 proc. "od czasu do czasu"). Są poruszeni tym bardziej, że - jak przypomina "Le Monde" - "Nicolasowi Sarkozy'emu udało się wcześniej przekonać katolików, że jest jednym z nich".
W kraju, gdzie zasady laickości sprawiają, że Kościół jest ledwie widzialny w życiu publicznym, prezydent po swym wyborze mówił: "Francja, która ma chrześcijańskie korzenie, poszła w swej laickości zbyt daleko. Konieczna jest nowa, pozytywna laickość". To jak na Francję wyjątkowo mocne słowa.
W 2008 r. Sarkozy z pompą przyjmował Benedykta XVI, a papież chwalił wtedy "tradycję francuskiej gościnności i tolerancji". Dziś "Le Monde" tytułuje swój komentarz: "Nicolas Sarkozy i katolicy: rozwód?".
Nie wiadomo jednak, czy rozczarowanie działaniami prezydenta będzie miało praktyczne skutki. Portal informacyjny Rue89 zastanawia się, czy katolicy mogą zmienić preferencje wyborcze, i dochodzi do wniosku, że nie. Ci wyborcy niełatwo zmieniają preferencje i nie zechcą głosować na lewicę. W dodatku katolicki elektorat stanowią w dużej mierze osoby starsze, do których trafiają argumenty dotyczące bezpieczeństwa.
Sondaże nie wskazują jednoznacznie, czy prezydent i rząd zyskają na antyimigranckiej kampanii. Co prawda w badaniu dla "Le Figaro" 70-80 proc. pytanych poparło likwidowanie romskich obozowisk czy pozbawianie obywatelstwa imigrantów, którzy dopuścili się niektórych przestępstw. Kolejne trzy badania wskazują jednak, że popularność samego Sarkozy'ego pozostaje na bardzo niskim poziomie 34-36 proc. Coraz gorszą opinię o prezydencie mają szczególnie osoby wykształcone i dobrze sytuowane.
A władze nie spuszczają z tonu. Na początek września zapowiedziały organizację nieformalnego szczytu UE dotyczącego migracji. Zaproszeni zostali ministrowie z największych krajów (z Polski nie) i z państw mających problemy z imigrantami (np.
Grecja). Nie zostały zaproszone Rumunia i
Bułgaria, z którymi Francja mogłaby najwięcej zdziałać w sprawie Romów.
Krytykę słychać nawet w partii Sarkozy'ego UMP. Jego odwieczny rywal b. premier Dominique de Villepin stwierdził, że wyrzucanie Romów to "plama wstydu na naszej fladze".
W takiej atmosferze nie wytrzymał ksiądz z Lille, który od dawna pomaga Romom, i w rozmowie z dziennikarzami stwierdził, że modli się o
zawał serca dla prezydenta Sarkozy'ego. Później tłumaczył się, że nie życzy prezydentowi śmierci, jedynie tego, by Bóg oświecił jego serce.