Colin Coward, 64-letni proboszcz w kościele św. Jana Chrzciciela w Devizes w południowej Anglii, swego partnera, 25-letniego Bobby'ego Egbele, projektanta mody z Nigerii , poznał trzy lat temu na konferencji w Togo. Zaręczyli się i mieszkają razem w domu wielebnego w Marston niedaleko Devizes.
Na początku października wejdą w związek partnerski - brytyjskie prawo z roku 2005 roku umożliwia takie quasi-małżeństwa osobom tej samej płci. W odróżnieniu od innych par gejowskich, które robią to raczej bez rozgłosu po ceremonii cywilnej, ks. Coward uda się z partnerem do swego kościoła i tam wezmą udział w ceremonii kościelnej.
Wielebny chce w ten sposób zachęcić innych gejów, by nie obawiali się stawać przed ołtarzem. - Mam nadzieję, że mój ślub zainspiruje innych i będzie żywym przykładem dla Kościoła - mówi "Daily Telegraph" Coward. - To sprawa tabu, ale
Kościół jest pod presją, by zmienić swoje podejście do ceremonii ślubnych dla gejów - dodał.
Ks. Coward wie, że nie wszystkim spodoba się jego decyzja: - Wiem, że wielu uzna to za coś strasznego. Ale oboje z Egbele jesteśmy głęboko wierzący i byłoby dla nas nie do pomyślenia, by nie pobrać się w kościele.
Dla biskupów anglikańskich kwestia kapłanów gejów, a także homoseksualnych ceremonii małżeńskich jest sporym kłopotem. Dzieli ona 80-mln Wspólnotę Anglikańską, czyli zrzeszenie 38 niezależnych Kościołów wywodzących się z Kościoła Anglii. Liberalne Kościoły z
USA i Kanady dopuszczają wyświęcanie biskupów gejów, ale te z Azji i Afryki nie chcą o tym słyszeć.
Na rozdrożach znalazł się też Kościół Anglii.
Kilka tygodni temu arcybiskup Canterbury Rowan Williams przyznał, że aby uniknąć schizmy, Wspólnota Anglikańska musi zmienić się w luźniejszy związek, w którym byłoby miejsce zarówno na nurt liberalny, jak i konserwatywny niegodzący się na rozszerzanie praw dla homoseksualistów. Wielebny Coward należy do liberalnego skrzydła anglikańskiego duchowieństwa na Wyspach. Jest kapłanem od 1978 roku, a w 1991 roku przyznał publicznie, że jest gejem. następnie założył organizację wspierającą homoseksualistów chrześcijan. Dlatego też ze swojego ślubu postanowił uczynić manifestację.
Oficjalnie ksiądz Coward i jego partner wezmą udział w dopuszczonej przez doktrynę kościelnej ceremonii - eucharystii wspólnoty. Rzecznik diecezji Salisbury zapewnia, że nie będzie to błogosławieństwo zarezerwowane dla małżeństw heteroseksualnych. - Kościoły nie mogą błogosławić związków partnerskich, ale mogą błogosławić prawie wszystko: zwierzęta, bomby, okręty wojenne, armie idące na wojny - żali się ks. Coward.
I zamierza obejść ten zakaz. Przygotowuje ceremonię błogosławieństwa, w której nie padnie słowo "błogosławię was", ale jej wymowa będzie jasna. Gazety piszą też, że nie podporządkuje się zaleceniu celibatu, który zgodnie z doktryną anglikańską obowiązuje pary homoseksualne.
Tabloidy i anglikańskie blogi nie zostawiają suchej nitki na ks. Cowardzie. "The Sun" rozpisywała się, jak to sprowadził sobie afrykańskiego utrzymanka. "Ot, bajkowy romans, zwłaszcza że oboje są facetami" - kwituje informację o ślubie Cowarda anglikański blog "Anglican Samizdat".
Gromy na księdza rzuca Stephen Green z konserwatywnej organizacji anglikańskiej Christian Voice. - Żaden Kościół nie może błogosławić czegoś, co Bóg nazwał obrzydliwością. Colin Coward i jego partner dopuszczają się sodomii i urągają Pismu Świętemu oraz Bogu - mówi "Gazecie".