Przewodniczący sądu federalnego w Waszyngtonie Royce C. Lamberth uznał, że państwo nie może łożyć na badania nad komórkami macierzystymi, bo łamie to zakaz wprowadzony przez Kongres
USA.
Tym samym sędzia uznał za nielegalną decyzję prezydenta Baracka Obamy sprzed półtora roku, który dopuścił opłacanie badań z publicznych pieniędzy.
Wyrok sądu ogłoszony w nocy z poniedziałku na wtorek ma wielkie znaczenie dla naukowców, ale przede wszystkim dla polityków. Dyskusja wokół finansowania badań nad komórkami jest bowiem jedną z linii sporu ideologicznego między lewicą i prawicą nie tylko w USA.
Naukowcy wspierani przez lewicę po obu stronach Atlantyku uważają, że badania nad komórkami macierzystymi to najlepsza droga do wynalezienia nowych lekarstw między innymi na parkinsona, alzheimera i inne nieuleczalne dziś choroby.
Prawica, zdecydowanie wspierana przez
papieża i
Kościół katolicki, chce zakazu takich badań. Ich przeciwnicy uważają, że są one nieetyczne, gdyż komórki macierzyste pochodzą w tym wypadku ze zniszczonych (zabitych) zarodków ludzkich.
Debata trwa od lat w wielu krajach, ale jej przebieg w USA ma kluczowe znaczenie dla świata. Po pierwsze dlatego, że tu mieszczą się najlepsze laboratoria, a po drugie dlatego, że rząd USA sponsoruje więcej badań niż ktokolwiek inny na świecie.
W 2001 r. konserwatywny prezydent
George Bush przychylił się do opinii prawicy i zakazał finansowania badań nad komórkami macierzystymi z budżetu państwa. Naukowcy protestowali, ale dopiero w 2009 r. - w trzecim miesiącu urzędowania - zakaz ów zniósł nowy prezydent
Barack Obama.
Obama nie zgodził się na niszczenie ludzkich embrionów. Dlatego część badań z wykorzystaniem embrionów może być sponsorowana jedynie z prywatnych pieniędzy. Zgodził się natomiast, by rządowe granty dostawali naukowcy pracujący nad komórkami macierzystymi powstałymi w wyniku działań podczas lub w wyniku których niszczone są embriony.
- Musiałem powiedzieć swoim pracownikom, że gdy jutro rano przyjdą do pracy, nie będą mogli użyć komórek wyhodowanych za pieniądze rządowe - powiedział "New York Timesowi" zdumiony George Q. Daley, dyrektor programu badań transplantologicznych w Szpitalu Dziecięcym w Bostonie.
Royce C. Lamberth, który jest konserwatystą, został sędzią federalnym z nominacji prezydenta Ronalda Reagana. W swej decyzji nie powoływał się jednak na względy etyczne, lecz na - jego zdaniem - sprzeczność decyzji prezydenta z prawem.
Sędzia powołał się na wprowadzaną corocznie do ustawy budżetowej poprawkę Kongresu USA. Poprawka zakazuje finansowania z budżetu jakichkolwiek badań, podczas których niszczone są ludzkie embriony. Lamberth uznał, że rozróżnienie badań, jakiego dokonał w swej decyzji Obama, jest sprzeczne z poprawką Kongresu.
Decyzja sędziego jest tymczasowa. Oznacza to, że sędzia będzie musiał teraz przedyskutować z rządowymi i kongresowymi prawnikami dalsze kroki. Wczoraj rano nikt w USA nie wiedział, co to oznacza, ale zdecydowana większość naukowców zawiesi badania nad komórkami, bo będzie się bała ewentualnej odpowiedzialności karnej za złamanie prawa federalnego.
Amerykański świat nauki jest również zdumiony dlatego, że decyzja sędziego jest radykalniejsza od zakazu wprowadzonego przez prezydenta Busha.
Poprzedni prezydent, choć zakazał finansowania badań z pieniędzy publicznych, zgodził się jednak na ich kontynuowanie przy użyciu 21 linii komórek wyhodowanych już w momencie wejścia zakazu w życie. Decyzja sędziego uniemożliwia zaś jakiekolwiek badania nad komórkami macierzystymi za publiczne pieniądze.
Jedynymi zadowolonymi z decyzji sędziego są radykalni przeciwnicy badań.
- Embriony to nienarodzone ludzkie życie, które powinno być chronione - powiedział Ron Stoddart, dyrektor Nightlight Christian Adoptions, religijnej organizacji wspierającej kampanię - częściowo sponsorowaną przez rząd - na rzecz propagowania adopcji ludzkich embrionów. NCA jest jednym z autorów pozwu, który trafił na biurko sędziego Lambertha.