http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Znajdź mi go

Teresa Torańska
2010-08-29, ostatnia aktualizacja 2010-09-02 13:52

Rodzina tragicznie zmarłej wicemarszałek Sejmu Krystyny Bochenek i minister zdrowia Ewa Kopacz podczas ceremonii na lotnisku, gdzie przywieziono 34 trumny z ciałami ofiar katastrofy prezydenckiego tupolewa
Rodzina tragicznie zmarłej wicemarszałek Sejmu Krystyny Bochenek i minister zdrowia Ewa Kopacz podczas ceremonii na lotnisku, gdzie przywieziono 34 trumny z ciałami ofiar katastrofy prezydenckiego tupolewa
Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta

Śledczy wypytywał rodziny o znaki szczególne - pieprzyki, blizny pooperacyjne, koronki zębowe. I pokazywał zdjęcia z fragmentami ciała. Rozmowa z Ewą Kopacz, minister zdrowia, która w Moskwie towarzyszyła rodzinom ofiar katastrofy smoleńskiej

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Trumny będą otwierane, to już pani wie?

- Po co! Dlaczego?

Bo to nasza specjalność, powiem gorzko. Jak nie za rok, to za 50 lat. Dlatego proszę o każdy szczegół pani wyjazdu do Moskwy. Jest ważny.

- Było tak: siedzieliśmy w Urzędzie Rady Ministrów.

W sobotę, 10 kwietnia.

- Wieczorem. Po powrocie premiera ze Smoleńska. Spotkaliśmy się u niego w gabinecie.

W ile osób?

- Pamiętam, że byli Graś, Arabski, Ostachowicz i ja. Tylko ci, którzy mogli być do czegoś przydatni w perspektywie paru następnych godzin.

Do czego?

- Nikt nie wiedział, jak będą wyglądać kolejne godziny, jakie informacje będą spływać.

Spotkaliśmy się więc przy okrągłym stole w gabinecie premiera. Premier Tusk przybity. Moi koledzy, twardzi faceci, siedzą ze spuszczonymi głowami, zupełnie odrętwiali. Żaden się nie odzywa. Nikt nie wie, co powiedzieć. Bo i o czym tu mówić?! Ponura cisza. I nagle wchodzi Michał Boni i mówi, że dzwonią rodziny ofiar, chcą jechać do Moskwy i pytają, czy premier może im w tym pomóc.

Wcześniej na Radzie Ministrów zapadła decyzja, że rodziny, które przyjadą do Warszawy po ciała swoich najbliższych, zakwateruje się w hotelu Novotel, zadba o nich, otoczy opieką psychologów.

Z psychologami rozmawiała pani o 16.

- A wcześniej z Lotniczym Pogotowiem Ratunkowym i lekarzami. Wszystkie służby, które mogły być w czymkolwiek użyteczne, zostały uruchomione z rana, od razu po katastrofie. I albo już pracowały, albo były postawione w stan gotowości.

Premier spojrzał na nas: wyobrażacie sobie, w jakim oni są stanie? I zapytał: czy oni powinni tam jechać sami?

Do Moskwy?

- Tak, bo będzie to dla nich dodatkowe cierpienie.

Powiedziałam, że w myśl polskiego prawa zwłoki identyfikuje rodzina. I że choć nie jest to obowiązek bliskich, jeśli tylko tego chcą, powinni tam być.

Wtedy premier rzekł: wsiądą do samolotu, większość z nich nie zna rosyjskiego i będą tam w Moskwie zupełnie sami w swoim nieszczęściu.

Źródło: Duży Format
1 2 3 4 5 6 7 8 9  następne »
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 109 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    426 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':