- Już tu pana nie widujemy, panie Zuckerman - słyszy od właściciela ulubionej knajpy na Manhattanie. Jest zdziwiony, bo Tony go poznaje, choć ostatni raz wskazywał mu stolik aż 11 lat wcześniej.
Listopadowy wieczór, nazajutrz odbędą się wybory, które ponownie wygra Bush, pogrążając liberalny Nowy Jork w rozpaczy. Jednak Nathan Zuckerman, który już istotnie nie mieszka w swoim mieście, nie przyjechał tu publicznie komentować bieżące sprawy, co niegdyś zdarzało mu się jako jednemu z najbardziej wziętych pisarzy Ameryki. Złamał pustelniczą regułę, w której od dawna pogrążał się z premedytacją, zostawił swój wiejski dom w Nowej Anglii pod opieką ogrodnika, by przed upływem kilku dni doń powrócić z kolagenem wstrzykniętym w cewkę moczową. Krótki zabieg, co do skuteczności którego jest zresztą sceptyczny, ma mu umożliwić pożegnanie z plastikowymi majtkami zakładanymi od czasu operacji raka prostaty i chroniącymi go wprawdzie przed kłopotliwymi plamami na spodniach, ale nie przed uczuciem upokorzenia we własnych oczach.
Jest prawie tak nieswój jak przed laty, gdy otrzymywał anonimy z pogróżkami. Decyzję o zabiegu podjął po wahaniu, spontaniczność kolejnych go niepokoi.
Idąc na kolację, kupił gazetę, czego także od dawna udawało mu się nie robić. To, co znalazł w rubryce z drobnymi ogłoszeniami, rujnuje jego starannie zaplanowany pobyt. Albo po prostu jest idealnym pretekstem, by sam go sobie zrujnował. Bo nie przyjechał, by poprawić trzymanie moczu. Przyjechał, by po raz ostatni szarpnąć cugle swojego gasnącego życia.
A że gaśnie - nie ma wątpliwości. On, który z apetytu na kobiety uczynił podstawową inspirację swej literatury, człowiek z jego reputacją - musi już do końca obchodzić się bez seksu. To dlatego systematycznie odcina się od bodźców, informacji, obrazów. Sam się wygasza. Wciąż pisze, ale bez erotycznego paliwa pisze miałko. Doświadcza katastrofy, która kiedyś wykończyła jego brata (a Roth opisał to w I części "Przeciwżycia").
Wizyta w Nowym Jorku jest podwójnie gorzka. Do goryczy 71-letniego impotenta, poznającego pewną 30-latkę, w której błyskawicznie lokuje całą długo trzymaną na uwięzi zdolność do fascynacji, dochodzi blask miasta, który kruszy starannie pielęgnowane przekonanie, że życie na wiejskim odludziu jest lepsze. Tyle możliwości, pociągający zgiełk i ludzie, z których lekkomyślnie zrezygnował - jaka potworna strata.
A jest jeszcze jeden powód do przygnębienia. Facet przygotowujący biografię pewnego zapomnianego pisarza, którego Zuckerman poznał w latach 50. i do dziś podziwia jego talent (pisał tak, "jakby ludową baśń olśnił od wewnątrz umysł Pascala"). Biograf zamierza wywlec domniemaną tajemnicę zmarłego, a autorytet Zuckermana ma to legitymizować. Biograf jest bezczelny, zdeterminowany, bystry, cyniczny, męski do przesady. Zupełnie jak młody Zuckerman. No właśnie - młody. Do Zuckermana dociera, że nawet jeśli użyje swych wpływów, by nie dopuścić do sensacyjnej publikacji o swoim dawnym mistrzu, to kto po jego własnej, nieodległej przecież śmierci uchroni jego prawdziwy wizerunek przed pożądającą skandali publiką i ludźmi, którzy te skandale wytropią lub wymyślą?
Tymczasem jednak melancholijnie prowadzi swój ostatni flirt, a Roth flirtuje z nami, bo nie pozwala ocenić, która część flirtu Zuckermana dzieje się naprawdę, a która jest tylko wprawkami do jego nowej powieści.
Ale wydawca oznajmił, że ta elegijna książka jest ostatnią o Zuckermanie. Nie trzeba polegać na jego słowach, wystarczy zestawić postacie z "Exit Ghost" z pierwszą powieścią, w której pojawia się to alter ego Rotha - "Cieniem pisarza" sprzed ponad 30 lat. Tytuł to słowa z I aktu "Hamleta" - duch króla opuszcza scenę, nie mówiąc już nic. Wielki cykl został domknięty zręczną kodą.
Źródło: Duży Format