Zapowiadane już w sobotę oświadczenie miało być kompromisową propozycją skierowaną do Kancelarii Prezydenta, która umożliwi dialog.
- Trzeba przerwać ten impas, ale nie drogą przemocy czy pacyfikacji. Potrzebna jest rozmowa - mówił wczoraj do tłumu dziennikarzy aktor Mariusz Bulski (jeden z występujących w filmie "Solidarni 2010".)
W samo południe odczytał oświadczenie adresowane do Kancelarii Prezydenta. "Obrońcy" krzyża, który na Krakowskim Przedmieściu stanął tuż po katastrofie smoleńskiej, zapowiadają w nim, że powołali w ostatnich dniach komitet budowy pomnika ofiar. Komitet ogłosi międzynarodowy konkurs z udziałem autorytetów z dziedziny sztuki i architektury. Ma to pozwolić wyłonić projekt pomnika godnie upamiętniający ofiary.
Oświadczenie nie mówi, gdzie miałaby pomnik stanąć. Bulski w rozmowie z dziennikarzami też tego nie precyzował. Podkreślał jednak, że krzyż powinien zostać tam, gdzie teraz stoi. A bombardowany pytaniami dodał, że najlepiej byłoby, gdyby krzyż został wmontowany w pomnik.
Na jednej z kartek przy barierkach na Krakowskim Przedmieściu pojawił się napis: "Krzyż zostanie i pomnik stanie".
- Chcemy, aby nasze zdanie było brane pod uwagę, by bez naszej wiedzy i aprobaty nie były podejmowane żadne ważne decyzje - zaznaczał Bulski.
Przekonywał, że obrońcy choć zmęczeni są gotowi na długą walkę.
- Dokąd ma to trwać, do wiosny? My zimę przetrwamy - tłumaczył Bulski. - Ale my naprawdę jesteśmy za tym, żeby wyjść, żeby zakończyć ten konflikt. Oczekujemy dialogu.
Metropolita warszawski abp
Kazimierz Nycz nie chciał wczoraj komentować oświadczenia. Powiedział tylko PAP, że tą kwestią być może zajmie się Rada Biskupów Diecezjalnych, która spotka się jutro na Jasnej Górze. Milczy także Kancelaria Prezydenta.
Natomiast zebrani przed Pałacem zwolennicy i przeciwnicy krzyża długo się ze sobą spierali.
- Węgry,
Gruzja upamiętniły już Lecha Kaczyńskiego pomnikiem, a Polska nie? - krzyczał starszy mężczyzna.
- O co wam chodzi? Super cacy tablica jest! - kręcił głową pan, który przedstawił się jako "mieszkaniec USA".
Inny mężczyzna: - Głupoty pan plecie. Ja też mieszkam w Stanach, w Denver, w Colorado, i uważam, że tylko pod tym znakiem Polak jest Polakiem. Dziękuje wam obrońcy krzyża! Pamiętajcie, u nas w Ameryce wygrał Kaczyński.
- A jak usuwać to wszystkie, z Giewontu też ściągnijcie, skoro wam wadzi - krzyczał inny.
- PO-lszewiki - odparował przeciwnik.
Gdy już prawie dochodziło do szarpaniny, obrońcy jakby po medialnym szkoleniu sami się ograniczali: kiedy ktoś się zdenerwuje i zaczyna wołać: "Jakiej pan jest narodowości?" albo "Bolszewik", inni podchodzą, odciągają go, szepczą: "Uspokój się, patrz,
telewizja, radio".