Ascetyczna, prosta w formie, z napisem "Corpora dormiunt, vigilant animae" (Ciała śpią, dusze czuwają) - tak wygląda tablica upamiętniająca ofiary katastrofy smoleńskiej.
Projektantka tablicy Marta Witosławska, która jest też autorką sarkofagu pary prezydenckiej, zaczerpnęła sentencję z baldachimu znad wyjścia do grobów królewskich w katedrze wawelskiej. Na tablicy znalazł się jeszcze jeden napis: "Pamięci ofiar katastrofy w Smoleńsku. 10 kwietnia 2010 r.", a zaraz pod nim trzy nazwiska: Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki Marii oraz prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego. Niżej, mniejszą czcionką i w kolejności alfabetycznej, ale bez podawania funkcji, wykuto nazwiska wszystkich ofiar. Prace kamieniarskie zlecono krakowskiemu rzeźbiarzowi Janowi Siucie. Artysta, który wykonał też sarkofag prezydenta i jego żony, wczoraj pokazał efekty swojej pracy.
O tablicy upamiętniającej kwietniową tragedię mówiło się już podczas pogrzebu Marii i Lecha Kaczyńskich. Pośpiech, w jakim pochówek przygotowywano, wykluczał jej wykonanie. Ustalono tylko, że będzie zrobiona z różowego gładkiego piaskowca i będzie miała wymiary 193 cm na 115 cm. Zgodę na jej powieszenie w kryptach wydał wojewódzki konserwator zabytków. Początkowo pertraktowano, kto ją ufunduje. Krakowska kuria, która jest gospodarzem katedry, była zasypywana ofertami, ale obwarowanymi żądaniami o umieszczeniu na tablicy różnych inskrypcji, np. o męczeńskiej śmierci ofiar. Ostatecznie tablicę sfinansowano z budżetu państwa (koszt oszacowano na 15 tys. zł). Decyzję, kiedy tablica zostanie wmurowana obok sarkofagu, podejmie kard. Dziwisz. Na razie kuria nie wyznaczyła daty.
Źródło: Gazeta Wyborcza