Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
- Włączam internet, sprawdzam pocztę. Jak nie ma nic pilnego, to idę do swojej trzódki - mówi 35-letni Paweł, pracownik dużej warszawskiej firmy. Zaczynał od nasion soi. Teraz na farmie ma jabłonie, pomarańcze, truskawki, stado królików, owce, świnie. I traktor.
Farma jest w internecie, w serwisie społecznościowym
Facebook, gdzie konta ma ponad 500 mln osób. A grę, która nazywa się FarmVille, wymyśliła amerykańska firma Zynga. Codziennie bawi się w nią ok. 20 mln ludzi na świecie, a kolejne 60-80 mln przynajmniej raz w miesiącu. Uzależnienie jest tym głębsze, że na farmie rywalizuje się ze znajomymi.
Dla branży gier komputerowych te wirtualne farmy to przełom na miarę pojawienia się
Google'a. - Gdybym miał kupić Electronic Arts lub Zyngę, wybrałbym Zyngę - mówi Krzysztof Kowalczyk, szef firmy Ubik, obserwujący trendy w sieci.
Założony w 1982 r. Electronic Arts zjadł zęby na grach komputerowych. Stworzył takie hity jak "Sims" czy piłkarska "FIFA". Angażuje gwiazdy kina i sportu, na produkcję i marketing wydaje krocie.
Zynga to przeciwieństwo EA. Spółka ma trzy lata, jej
gry mają banalną grafikę, są bezpłatne, powstają w kilka tygodni, bez wielkich budżetów, bez gwiazd. A mimo to dziś Zynga wyceniana jest na 4-5 mld dol., mniej więcej tyle co EA!
Zyngę stworzył 44-letni dziś Marc Pincus. - Myślałem sobie, że aukcje, księgarnia, wyszukiwarka oraz portal to nie wszystko, czym ma być internet - wspomina założyciel firmy, który zatrudnia blisko tysiąc osób.
Pincus doprowadził do perfekcji zarabianie na grach bezpłatnych. W FarmVille obowiązuje wirtualna waluta, za którą kupuje się nasiona, zwierzęta itp. Monety można dostać w nagrodę za postępy w grze. Ale nie wszyscy są cierpliwi, więc płacą prawdziwe pieniądze za wirtualne monety, np. 7,5 tys. monet kosztuje ok. 5 dol. Różowy traktor, jeden z przebojów FarmVille, kosztuje ok. 3,5 dol., a paliwo do niego ok. 60 centów.
Co ciekawe, większość graczy to ludzie dorośli, tacy jak pan Paweł. - Działa fenomen serwisów społecznościowych - mówi Kowalczyk. - Wielu osobom, które dotąd w żadne gry nie grały, sprawia frajdę to, że rywalizują nie z komputerem, ale ze znajomymi - mówi. - A poza tym gry są proste i nie wymagają specjalnych umiejętności.
W gry Zyngi (m.in. w Mafia Wars, gdzie jest się mafioso) gra ponad 200 mln osób. Ile z nich płaci? Kilka procent. Ale to dość, by przychody spółki szacowano na 500-600 mln dol.!
W 2009 r. Amerykanie w tego typu grach wydali 700 mln dol., a do 2012 r. kwota ta ma się potroić. Interes wyczuły wielkie koncerny:
Google zainwestował w Zyngę ponad 100 mln dol., a za największego rywala Zyngi, firmę Playfish, Electronic Arts zapłacił ok. 300 mln dol. W lipcu Disney za inną firmę z branży dał 563,2 mln dol.
A w Polsce? - Nasi gracze mają alergię na płacenie, zwłaszcza jeśli można nie płacić - uważa Sebastian Barabanow, szef Fabryki Gier, która tworzy m.in. takie gry.
- Rynek wciąż jest w powijakach - dodaje Marcin Hajek z portalu Onet, gdzie w takie gry jak Farmerama (klon FarmVille) bawi się ok. pół miliona osób. M.in. dlatego, że dla dorosłych temat gier jest wciąż wstydliwy. - Biznes się zacznie, gdy typowa gospodyni domowa zacznie sadzić w sieci kalarepę - żartuje Hajek.
Może właśnie zaczyna? Gry od lipca testuje
Nasza-klasa, która do internetu przekonała wiele starszych osób. Gier jest kilkanaście, m.in. klon FarmVille (Happy Harvest). Średnio w ciągu dnia gry uruchamiane są ponad 4 mln razy. - Płatne opcje testujemy. Rokowania są dobre - mówi Dominik Kaznowski z zarządu Nk.pl (to nowa nazwa Naszej-klasy).