Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Marek Migalski znów krytykuje Jarosława Kaczyńskiego. W blogu napisał list otwarty, w którym domaga się powrotu do łagodnej linii
PiS z kampanii prezydenckiej i atakuje szefa PiS: • Strategia PiS prowadzi nas do klęski w wyborach samorządowych i przyszłorocznych parlamentarnych; • Przy tak słabych rządach największa partia opozycyjna powinna cieszyć się zaufaniem większości Polaków. Tak nie jest. I jest to w dużej mierze Pana wina. To Pan zajmuje w rankingach braku zaufania do polityków jedne z najwyższych lokat; • Ogromny kapitał ludzkiego zaufania, który zgromadził Pan w ciągu ostatnich miesięcy, jest trwoniony; • Czy nie powinno być tak, że politycy z naszej partii, którzy mają umiejętność komunikowania się z mediami, powinni być promowani, a nie prześwietlani pod względem lojalności i wierności?; • Jest Pan zarówno naszym największym kapitałem, jak i największym obciążeniem. Bez Pana nie przetrwamy, z Panem nie wygramy; • Jesteśmy partią coraz bardziej się zawężającą. Co z tego, że dołączy trzech czy czterech polityków, których wcześniej się Pan pozbył?; • Partia zarządzana jak folwark przez surowego ekonoma, a nie jak nowoczesna korporacja, nie ma szans w walce o władzę.
Migalski przyprawił list zapewnieniami o lojalności i wdzięczności wobec Kaczyńskiego. Pisze do lidera PiS: "Nie wszyscy są tak doskonali jak Pan. Piszę to bez ironii. Naprawdę uważam, że jest Pan doskonalszy ode mnie, że Pana życie jest bardziej oddane krajowi i Pana zachowania są bardziej kulturalne i godne szacunku niż moje".
Co na to politycy PiS?
- Pan Marek Migalski nie powiedział nic nowego. Nie ma racji. To po naszym wniosku odbyła się debata o stanie finansów publicznych w Sejmie, mamy projekty ustaw - mówi "Gazecie" szef klubu PiS Mariusz Błaszczak.
Kolegę z europarlamentu krytykuje Ryszard Czarnecki. - Marek, niestety, nie gra w drużynie. Zrobił sobie reklamę i dostarczył amunicji przeciw PiS i prezesowi. Będzie dużo huku w mediach. A z jego oceną się nie zgadzam. PiS zajmuje się nie tylko katastrofą smoleńską, krytykuje różne zaniedbania i błędy rządu, tyle że media skupiają się na tym, co mówimy o katastrofie - powiedział "Gazecie" europoseł PiS.
Co innego jeden z partyjnych "liberałów". - Marek ma wiele racji. Ale i ten komfort, że jego kadencja kończy się dopiero za cztery lata.
Nasz rozmówca zapewnia, że Migalski nie konsultował z nim treści listu: - To jego indywidualna akcja, nie wiem, jakie ma plany. Nie wierzę, że miałby szansę walczyć o władzę w partii, jest w niej ciałem obcym.
Czemu Migalski napisał list?
- Widzę w tym kalkulację polityczną. Marek - inaczej niż inni partyjni "liberałowie" z Sejmu - ma miejsce w europarlamencie do 2014 r., po drodze będą wybory samorządowe i do Sejmu. Jeśli PiS przegra jedne i drugie, konieczność zmiany kierownictwa będzie oczywista. I to Migalski może na tym skorzystać - jako ten, który pierwszy publicznie pokazał niezadowolenie - mówi nam socjolog Jarosław Flis.
Inny polityk PiS podsuwa kolejne wyjaśnienie: - Marek Migalski jest zakochany w Marku Migalskim, chce, żeby było o nim głośno. Tak rozumie politykę. Żeby zaistnieć w mediach, potrafił się nawet umówić z dziennikarzami tabloidu, by sfotografowali go, jak kupuje bieliznę dla dziewczyny. Na łamach tabloidu szukał też kandydatki na żonę.
Migalski podpadł prezesowi już krótko po wyborach, gdy także - choć bardziej oględnie - skrytykował w blogu zaostrzenie kursu PiS.
- To kwestia jego moralności. Zachowuje się w sposób niedobry, by nie powiedzieć niegodny. To kwestia lojalności człowieka, który otrzymał od nas ogromną pomoc - komentował wówczas Kaczyński.