Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
"Pana odwaga, upór, niezłomność, przenikliwość polityczna, charyzma i prawość powodują to, że dzisiaj jesteśmy największą partią opozycyjną w Polce. Ale Pana osobowość, charakter, temperament i sposób prowadzenia partii powodują, że na zawsze możemy pozostać w tej roli. Niezwykle Pana cenię i szanuję, ale nie potrafię przejść obojętnie wobec faktu, że jest Pan zarówno naszym największym kapitałem, jak i największym obciążeniem. Bez Pana nie przetrwamy, z Panem nie wygramy. Doprecyzujmy - z takim Panem, jak obecnie" - to fragment otwartego listu do prezesa
PiS, jaki europoseł Marek Migalski
publikuje na swoim blogu.
"Strategia PiS po wyborach prezydenckich prowadzi nas prostą drogą do klęski wyborczej w nadchodzącej elekcji samorządowej i przyszłorocznej elekcji parlamentarnej. ( ) Polska nie zasłużyła na tak kiepskie rządy, jak obecne. Gabinet Donalda Tuska jest słaby, niekompetentny, ślamazarny, inercyjny, stagnacyjny i gnuśny. Ale może taki być, bowiem nie musi się obawiać opozycji. ( ) przy tak słabych rządach, jak obecnie (co dostrzegają już prawie wszyscy), największa partia opozycyjna powinna cieszyć się zaufaniem większości Polaków. Tak jednak nie jest" - pisze na wstępie.
I dalej diagnozuje ostro, pisząc do szefa PiS: "Jest to, w dużej mierze, Pana wina. To Pan zajmuje w rankingach braku zaufania do polityków jedne z najwyższych lokat. Obaj wiemy, że nie jest to sprawiedliwe, ale też obaj musimy uznawać fakty społeczne" - pisze. "Partia, której lider króluje w rankingach polityków o najniższym zaufaniu społecznym, nie ma szans na wygraną".
Migalski podkreśla, że przed 2005 r. i w kampanii prezydenckiej Kaczyński był "politykiem lubianym i cenionym". A mimo to PiS przegrał wybory prezydenckie. "Nawet tak słaby i krytykowany kandydat pokonał Pana w wyścigu o najwyższy urząd w państwie. Czy nie jest to niepokojące? Czy nie powinno to zaalarmować i zastanowić całej naszej formacji?" - pyta.
Zarzuca Kaczyńskiemu, że "ogromny kapitał ludzkiego zaufania, który zgromadził Pan w ciągu ostatnich miesięcy, jest obecnie trwoniony". Migalski krytykuje postępowanie szefa PiS wobec dziennikarzy. Odnosi się do listu, jaki Kaczyński pisał do Pawła Lisickiego, naczelnego Rzeczpospolitej, który na łamach swojego tytułu ośmielił się skrytykować szefa PiS.
"Nie może być tak, że atakuje Pan dziennikarzy personalnie, że poucza ich Pan, że zarzuca im Pan pisanie haniebnych bzdur i hiperoportunizm, że odnosi się Pan do ich życia osobistego. Zwłaszcza jeśli dotyczy to dziennikarzy, którzy na dźwięk słowa "PiS" nie toczą piany z ust." - podkreśla.
Krytykuje to, że "główną twarzą PiS stał się
Antoni Macierewicz, a naszym głównym przekazem medialnym - wyjaśnienie tragedii smoleńskiej i walka o krzyż" - pisze (choć zastrzega, że to jedno z najbardziej priorytetowych wyzwań).
Krytykuje zawężenie PiS do roli partii coraz bardziej się zawężającej i przeciwstawia ją Platformie, " od Danuty Hubner po Mariana Krzaklewskiego (z wysuniętymi przyczółkami w postaci Włodzimierza Cimoszewicza i Romana Giertycha)".
"Czy nie za łatwo pozbywamy się cennych osób, nie pozyskując w zamian nowych? Czy nie mogliśmy wybaczyć Marcinkiewiczowi jego infantylności, Sikorskiemu jego pozerstwa, Dornowi jego arogancji, Zalewskiemu jego gaskonady, Jurkowi radykalizmu, a Ujazdowskiemu miłości własnej? Czy ci ludzie dzisiaj nie przynosiliby nam zysku i nie wspomagali nas w dziele odzyskania władzy? Czy wszyscy oni musieli zostać naszymi zaprzysięgłymi wrogami?" - pyta Migalski.
Na koniec pisze o sobie - politolog Migalski dziękuje za "możliwość oglądania polityki z bliska". I apeluje o zrozumienie dla swojego listu:"Zapraszał mnie Pan do przyłączenia się do Pana obozu politycznego, jak mniemam, dlatego, że widział Pan we mnie osobę, która potrafi odważnie bronić swoich racji, która nie ulega szantażowi silniejszych i bardziej wpływowych, która ma ochotę i odwagę myśleć samodzielnie. Proszę więc dzisiaj nie mieć do mnie pretensji, że właśnie w ten sposób próbuję pomagać PiS-owi i Panu". Podkreśla, że to już ostatnia publiczna krytyka taktyki PiS po wyborach. "Jeśli jednak uzna Pan ten list za kolejny przejaw niemoralności lub bezrozumności z mojej strony, z niepokojem i w smutku będę oczekiwał na wyniki PiS w wyborach samorządowych i parlamentarnych. Ale będę za Pana trzymał kciuki. Mimo wszystko - kończy.
Co na to prezes PiS? Czy odpowie listem jak odpowiadał Pawłowi Lisickiemu? A może skrytykuje Migalskiego? Pod koniec lipca w odpowiedzi na krytykę europosła PiS oświadczył, że "to jest kwestia pewnej moralnej odpowiedzialności, lojalności człowieka, który otrzymał od nas ogromną pomoc, ogromny awans, a dzisiaj zachowuje się w sposób niedobry, żeby nie powiedzieć niegodny". Wyrzucić z partii Migalskiego nie może - bo europoseł nie jest członkiem PiS choć z listy tej partii zdobył mandat w Parlamencie Europejskim.