"Gazeta Wyborcza" wraca do Ossowa, gdzie spoczywają szczątki żołnierzy Armii Czerwonej, poległych w 1920 r. Próbie odsłonięcia pomnika nagrobnego w tym miejscu towarzyszy okrzyk "Hańba!". Demonstranci związani z PiS czynią z tego pole patriotycznej manifestacji. Ich argument: nie można upamiętniać okrutnych najeźdźców, którzy chcieli zniszczyć zmartwychwstałą Rzeczpospolitą. Przypominają powalone przez Armię Czerwoną krzyże, rozstrzeliwanie oficerów i księży czy wycinanie krwawych lampasów na nogach ułanów.
Paweł Wroński w tekście "Goń bolszewika, choćby martwego" przypomina, że do okrucieństw dochodziło nie tylko z jednej, bolszewickiej strony. Nasi złapanym komisarzom wyrzynali na czołach czerwone gwiazdy, a pochód polskich wojsk znaczyły szubienice.
"Problem mogiły spod Ossowa w roku 2010 pokazał, jak bardzo my i Rosjanie pozostajemy ofiarami polityków, którzy traktują historię jak wygodne narzędzie podjudzania ludzi" - pisze Wroński.
Piłsudski niejednoznaczny Na Litwie podobnie. Donosi "Gazeta": Litewski Związek Więźniów Politycznych i Zesłańców (LZWPiZ) sprzeciwia się idei upamiętnienia Józefa Piłsudskiego w Druskiennikach. Zarząd związku uważa, że "wszyscy Litwini starszego pokolenia dobrze wiedzą i pamiętają zdradę Piłsudskiego, który uważał się za Litwina", a "osoba Piłsudskiego nie mieści się w żadnych ramach przyzwoitości". Mer Druskiennik Riczardas Malinauskas chce uniknąć awantury i podkreśla, że nie zamierza wznosić pomnika marszałka i że "będzie to raczej tablica lub kamień pamiątkowy".
Pomnik poświęcony Piłsudskiemu miałby być tylko dodatkową atrakcją turystyczną dla turystów z Polski, którzy coraz chętniej odwiedzają Druskienniki. Stanie się polem bitwy.
Czesi pamiętają, Polacy nie dość O pomniku, który stanął w Pradze przed Instytutem Badań Reżimów Totalitarnych (odpowiednik naszego
IPN-u) pisze "Rzeczpospolita". Czesi uhonorowali Ryszarda Siwca, który w proteście przeciwko inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację dokonał samospalenia podczas dożynek 8 września 1968 r. w Warszawie.
Dobrze, że Czesi pamiętają. Problem w tym, że Polacy - zdaniem polityków PiS-u - pamiętają nie dość.
Marek Kuchciński, szef klubu parlamentarnego PiS zabiega, na razie bezskutecznie, by imię Siwca nosił Stadion Narodowy w Warszawie. Pomoc deklaruje wicemarszałek Senatu
Zbigniew Romaszewski, który poprosi władze stolicy o "sformułowanie stanowiska w tej sprawie".
Andrzej Krzysztof Kunert, szef Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, przypomina, że ufundowanie obelisku w Pradze to inicjatywa tutejszego Instytutu Polskiego oraz jego poprzednika Andrzeja Przewoźnika. Pytany, czy w Warszawie powinno się uhonorować Siwca nazwą stadionu, mówi o swoich wątpliwościach. - To temat na dłuższą i na pewno burzliwą dyskusję.
Pewnie się zacznie zaraz po wakacjach.
Tablica niezauważona Aż dziwne, że na Śląsku niemal bez echa przeszła uroczystość odsłonięcia tablicy na rogu Rynku i ul. św. Jana w Katowicach. Poświęcono ją pamięci Henryka Sławika, który przed wojną był katowickim radnym i dziennikarzem. Po wybuchu II wojny światowej uciekł na
Węgry. Kierował tam tajną operacją przerzutu uciekinierów do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Uratował życie tysiącom Żydów, którym wystawiał fałszywe dokumenty z których wynikało, że są Polakami wyznania rzymskokatolickiego.
Niemcy tuż przed końcem wojny aresztowali go. Sławik został zamordowany w obozie koncentracyjnym w Mauthausen. Tylko kto o tym wie?
Kolejne pomniki, nowi bohaterowie A wracając do Ossowa. Osobę godną upamiętnienia podsuwa "Nasz Dziennik". Ks. Ignacy Skorupka, wychowany pod okiem troskliwych rodziców wstąpił do seminarium duchownego. 6 sierpnia 1920 r. jako jeden z wielu stołecznych kapłanów stanął do walki na hasło rzucone przez Radę Narodową Obrony Państwa: "Ojczyzna w niebezpieczeństwie" i stawił się do solidnej pracy wojskowej jako żołnierz-kapłan-ochotnik. W mglisty poranek 14 sierpnia 1920 r. ks. Ignacy zebrał grupę chłopców i poprowadził ich przeciw bolszewikom. Podczas tego - wydawało się beznadziejnego kontrnatarcia, na którego czele szedł ze stułą na szyi oraz z krzyżem w ręku, porwani przykładem kapelana żołnierze przestali się cofać i uderzyli na wroga. I kiedy z krzyżem w ręku i pieśnią "Serdeczna Matko" na ustach ks. Skorupka prowadził w bój młodzież szkolną, padł rażony w głowę barbarzyńskim pociskiem.
W historii zdarzają się wielkie momenty dziejowe, w których decydującą rolę odgrywają nieraz nieznaczny fakt lub jednostka, której nie śniło się nawet o podobnym zaszczycie - czytam w "Naszym Dzienniku". - Skromnemu i pokornemu ks. Skorupce przypadł on w udziale w pamiętnych dniach sierpniowych 1920 r., a imię jego związało się nierozerwalnie z oswobodzeniem Warszawy, Polski i Europy.
"Siła polskiej martyrologicznej tradycji sroga - pisze Paweł Lisicki w "Rzeczpospolitej". Za życia można ją krytykować, wyśmiewać, dystansować się od niej, po śmierci i tak, niczym głaz wielki, swoją ofiarę przytłoczy. Nie ma zmiłowania.
Nie dość, że człowiek tylko w części jest panem siebie za życia. Nawet i to, jaką po sobie pozostawi pamięć zależy nie tylko od niego. Nie mniej ważne są kontekst, społeczne oczekiwania, ciężar tradycji, gotowość rozumienia. Szkoda tylko, że owa wiedza w tak niewielkim stopniu przekłada się na czyny żywych polityków.
A powinna dodać im lekkości i swobody, przede wszystkim zaś tak potrzebnej autoironii i dystansu do samych siebie".
Lisickiemu tym razem pomnik.