Oświadczenie Paszkiewicza uspokaja emocje, które wybuchły w kilku oddziałach
NFZ, gdy minister zdrowia
Ewa Kopacz zatwierdziła plan finansowy na 2011 r. Napisaliśmy o tym we wtorek.
Plan ułożono według zmienionego na polecenie Kopacz algorytmu - przy dzieleniu pieniędzy między województwa uwzględnia przede wszystkim liczbę mieszkańców. Ich zarobki (a co za tym idzie, wielkość składek na zdrowie), wiek czy koszty utrzymania szpitali prawie się nie liczą.
Algorytm został zmieniony, bo według polityków i samorządowców ze wschodnich województw poprzedni był dla nich niesprawiedliwy. Na zmianie więc zyskali, ale kosztem bogatych regionów. Podpisany przez Kopacz plan przewiduje, że tu wydatki na leczenie skurczą się o 860 mln zł. Najwięcej miało stracić Mazowsze - ponad 400 mln zł i Śląsk - 200 mln zł. A właśnie te województwa mają najwięcej renomowanych ośrodków specjalistycznych, które leczą chorych z całej Polski. Stracić względem tego roku miały też województwa: pomorskie (o 115 mln zł mniej), dolnośląskie (prawie 70 mln zł), łódzkie (46 mln zł), zachodniopomorskie (24 mln zł) oraz wielkopolskie (tylko o 1 mln zł mniej).
Dyrektorzy warszawskich szpitali nazwali nowy plan NFZ niesprawiedliwym i absurdalnym. - Trzeba będzie przesunąć i tak długie kolejki oczekujących na zabiegi i wizyty u specjalistów - alarmował Jarosław Rosłon, dyrektor szpitala w Międzylesiu. Szpitale boją się kolejnych cięć w kontraktach i nowych długów.
Wczoraj największe oddziały NFZ i szpitale odetchnęły z ulgą.
Skąd nagle wzięły się dodatkowe pieniądze? Mają pochodzić z funduszu zapasowego NFZ. To obecnie 1,6 mld zł. - 600 mln zł musimy wydać na pokrycie straty za 2009 r., ale 860 mln zł trafi do województw, które miały mieć okrojone wydatki - zapowiedział wczoraj Paszkiewicz w stacji
TVN CNBC Biznes. Zarządzenie o zmianie planu na 2011 r. ma wydać w najbliższych tygodniach.
Wczoraj okazało się, że dzień po artykule "Gazety" wiceminister zdrowia Jakub Szulc napisał do Jacka Paszkiewicza pismo z prośbą o zmianę planu finansowego (choć zaledwie kilka dni wcześnie podpisała go szefowa jego resortu). Szulc prosi w piśmie o zwiększenie wydatków na leczenie o kwotę, jaka zostanie w funduszu zapasowym po pokryciu ubiegłorocznych strat. Pisze też, że podział dodatkowych pieniędzy ma się odbyć tak, żeby każde województwo dostało co najmniej tyle na leczenie, ile ma teraz.
To oznacza, że przy podziale tych pieniędzy nie będzie stosowany nowy algorytm. Urzędnicy Ministerstwa Zdrowia i NFZ tłumaczą, że pozwala na to art. 129 ustawy zdrowotnej. Mówi on jednak tylko o tym, że fundusz zapasowy może być przeznaczony na pokrycie strat w latach ubiegłych.
- Te 860 mln zł to ratunek dla szpitali na Mazowszu i Śląsku, ale niezgodny z prawem - mówi Bolesław Piecha, poseł
PiS, szef sejmowej komisji zdrowia.
Tego samego zdania jest Marek Balicki, poseł niezrzeszony i dyrektor szpitala w Warszawie: - Cel jest słuszny, ale decyzja narusza obowiązujące przepisy.
- Nie cieszy mnie, że urzędnicy łamią przepisy, ale perspektywa lepszego kontraktu oczywiście tak - to komentarz Anny Knysok, wicedyrektorki Zespołu Szpitali Miejskich w Chorzowie.
A prezes Paszkiewicz zastanawia się, czy znów nie zmienić algorytmu: - Ta sytuacja powinna dać do myślenia. Oczywiście nie ma czegoś takiego jak sprawiedliwy algorytm, ale trzeba się zastanowić, czy obecny jest właściwy, skoro abstrahuje od bazy medycznej, jaką mają Mazowsze czy Śląsk.
Rzecznik Ministerstwa Zdrowia nie chciał odpowiedzieć wprost na pytanie, dlaczego kilka dni po zatwierdzeniu planu resort poprosił o jego zmianę i czy rozważana jest kolejna zmiana algorytmu. Oświadczył tylko: - Pomimo różnic w nakładach na świadczenia zdrowotne w poszczególnych województwach, obecny algorytm podziału środków uważamy za bardziej sprawiedliwy od poprzedniego.