Wojciech Szacki: W sejmikach układ jest dziś taki: w 15 z 16 województw rządzi PO z PSL, czasem posiłkując się SLD lub dawnymi radnymi Samoobrony czy LPR. Na Podkarpaciu samodzielnie rządzi PiS. Jak to się zmieni jesienią? Jarosław Flis: Gdyby Polacy zagłosowali jak w pierwszej turze wyborów prezydenckich, z sejmików zniknąłby PSL. Platforma miałaby samodzielną większość w dziewięciu województwach, PiS - w pięciu. Na Mazowszu i w Łódzkiem wygrałby PiS, ale bez samodzielnej większości. To jednak political fiction. PSL nie jest tak słaby, jakby na to wskazywały sondaże i wynik Waldemara Pawlaka w wyborach prezydenckich. Wielu wyborców PSL głosowało na Jarosława Kaczyńskiego, co nie przesądza, jak zagłosują jesienią.
W mojej symulacji zsumowałem więc wynik Kaczyńskiego i Pawlaka w każdym powiecie, a następnie podzieliłem proporcjonalnie według poparcia dla tych partii w eurowyborach 2009 r.
Co wynika z tych obliczeń? - PSL w skali kraju miałby ok. 8 proc., PiS - 30 proc. Na wynik Platformy, z poparciem 41 proc., nie miałoby to większego wpływu - wciąż miałaby samodzielną większość w dziewięciu sejmikach. Ale PiS zamiast pięciu, miałby tylko dwa województwa - Podkarpacie i Małopolskę. Na Mazowszu rządziłaby koalicja PO-PSL, a w czterech regionach sytuacja byłaby mocno skomplikowana - możliwe byłyby różne konfiguracje z udziałem PO, PSL, PiS i SLD.

W każdym razie to właśnie wynik PSL jest kluczowy dla układu sił.
SLD ma nadzieję, że to oni będą języczkiem u wagi i wejdą do koalicji w wielu sejmikach. - To chciejstwo. Ordynacja samorządowa sprzyja wielkim partiom jeszcze bardziej niż w wyborach do Sejmu. Nieszczęście SLD polega na tym, że tam, gdzie jest dość silny, Platforma jest najsilniejsza i sojuszników nie potrzebuje. A tam, gdzie jest słabsza, silny jest z kolei PSL. Do koalicji samorządowej z PSL Platformę zachęca więc nie tylko współpraca w rządzie, lecz także
geografia wyborcza. Platformie powinno zależeć, by jej partner był jak najmocniejszy. Im silniejsi będą ludowcy, tym słabszy PiS - to między tymi partiami jest największy przepływ wyborców. Dla PiS też ważniejsze jest osłabienie ludowców niż samej PO.
PSL w wyborach do sejmików w 2006 r. miało ponad 13 proc. głosów i w każdym województwie zdobyło mandaty radnych. Teraz wydaje się sporo słabsze. Czy przestanie być partią ogólnopolską? - Nie sądzę. Już teraz ludowcy nie mają posłów z czterech województw i nikt nie twierdzi, że nie są partią ogólnopolską. Nawet jeśli w kilku województwach nie będą mieli radnych, to wielkiego wstrząsu się nie spodziewam.
Ludowcom sprzyja specyfika wyborów samorządowych. To partia, która ma wielu wójtów i burmistrzów. I taki wójt może wystartować zarówno ponownie na wójta, jak i do sejmiku. Na sejmik raczej nie ma szans, bo jest znany tylko w swojej gminie, ale przyniesie dużo głosów dla partii.
Wybory sejmikowe mają też jeszcze inną specyfikę - podział mandatów w okręgu nieraz wygląda tak, że z jednego, ludniejszego powiatu wchodzi kilku radnych, a z innego - żaden. To się kończy tym, że potem ten bogaty w radnych powiat jest faworyzowany przy inwestycjach itp.
Jaka będzie frekwencja w wyborach do sejmików? - Frekwencja w ostatnich wyborach była niższa od tej w wyborach sejmowych rok później, lecz wyższa niż w wyborach rok wcześniej. Przede wszystkim jest jednak inna. To takie wybory, które przyciągają więcej mieszkańców mniejszych miejscowości niż dużych miast. Mój ulubiony przykład to frekwencja w Łodzi i w Paradyżu (też Łódzkie). W wyborach do Sejmu w Łodzi frekwencja wyniosła 63 proc., w Paradyżu - 50 proc. A wyborach samorządowych - w Łodzi - 36 proc., a w Paradyżu - aż 76 proc.