Film zrobił operator Telewizji Polskiej, który mieszkał w hotelu przy lotnisku i zostawił na balkonie włączoną kamerę. To ważny dowód w śledztwie badającym przyczyny katastrofy samolotu prezydenta z 96 osobami na pokładzie. Pokazuje, że rano 10 kwietnia widoczność pogarszała się z minuty na minutę. Mówili o tym świadkowie, ale zdjęć satelitarnych z tego dnia nie udało się zdobyć. Prokuratura ma fotografie satelitarne tylko z 5 i 12 kwietnia.
O filmie poinformował wczoraj dziennikarzy płk Ireneusz Szeląg, szef Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Na konferencji razem z naczelnym prokuratorem wojskowym gen. Krzysztofem Parulskim mówili o śledztwie i aktach, które Parulski przywiózł z Moskwy.
Prokuratorzy od razu zaznaczyli, że akta dopiero będą tłumaczone i dlatego nie mogą poinformować, co w nich jest i czy jest to coś nowego.
Ograniczyli się więc do statystyk. 11 tomów, które dostał Parulski (2,7 tys. kart) to 50 protokołów przesłuchań świadków, ekspertyza 107 fragmentów ciał ofiar, 25 protokołów oględzin miejsca i 31 protokołów oględzin przedmiotów. Szeląg powiedział, że w polskim śledztwie zgromadzono już 54 tomy akt jawnych, 8 tajnych i przesłuchano 270 świadków. Do sprawy na stałe oddelegowanych jest dziewięcioro prokuratorów.
Polska dostała zeznania kontrolera lotów z lotniska Siewiernyj - był przesłuchiwany trzy razy. Raz w obecności naszego prokuratora oraz innych osób z obsługi naziemnej. Powiedział też, że jest wstępna zgoda Rosjan, by Polacy mogli przesłuchać pracowników wieży kontrolnej.
Zapewniał, że czarne skrzynki samolotu są zabezpieczone w sejfie Międzynarodowego Komitetu Lotniczego (MAK) w Moskwie i że w środę osobiście sprawdził swoje pieczęcie, które założył na sejfie podczas ostatniego pobytu. Przypomniał, że polski prokurator płk Zbigniew Rzepa był przy skrzynkach od momentu ich znalezienia do chwili zrobienia cyfrowych kopii nagrań. Zdaniem Parulskiego oznacza to, że nie ma żadnej możliwości, by doszło do manipulacji zawartością zapisów na skrzynkach. Prokurator podkreślał, że śledczy - zarówno polscy, jak i rosyjscy - pracują na kopiach, a oryginały są w sejfie.
Parulski poinformował, że po zakończeniu śledztwa przez Rosjan szczątki prezydenckiego Tu-154 zostaną przewiezione do Polski. Na razie mają zostać przykryte i otoczone trzymetrowym płotem.
Parulski dostał też skopiowany z oryginału amatorski film zrobiony zaraz po katastrofie. To ten sam film, który krąży w internecie. Widać na nim fragmenty płonącego kadłuba i początek akcji ratunkowej. Innego filmu z miejsca katastrofy, który byłby nakręcony zaraz po niej, nie ma.
Płk Szeląg dodał, że
ABW odzyskała z telefonów komórkowych i aparatów fotograficznych, które mieli pasażerowie samolotu, kilkadziesiąt zdjęć wykonanych w trakcie lotu. - Nie wnoszą niczego do śledztwa, mają wartość emocjonalną, co najwyżej można wnioskować z nich, kto gdzie siedział - mówił prokurator Szeląg.
Pytany był też o publikację "Naszego Dziennika", który pisał, że przed katastrofą stery samolotu naprawiała rosyjska ekipa z Samary i że informacja na ten temat znajdowała się w książce pokładowej. Według "ND" książki nie ma w aktach. Prokurator powiedział, że osobiście był przy tym, jak po wypadku znaleziono książkę i że była w nim informacja i o remoncie, i o groźnym dla samolotu zderzeniu z ptakiem, do którego doszło kilka dni wcześniej.
Konferencja o przekazanych Polsce dokumentach odbyła się też wczoraj Moskwie. Zorganizował ją Komitet Śledczy przy Prokuraturze Generalnej.