Opinię prof. Romualda Dębskiego z Warszawy przeczytali już prokurator Krzysztof Burdziński z Poznania i reprezentująca Szwaków mec. Małgorzata Heller-Kaczmarska.
- W trakcie operacji - to wniosek najważniejszy - nie było bezpośredniego zagrożenia życia, któremu zapobiegać miała sterylizacja. Lekarze złamali więc prawo - ocenia Heller-Kaczmarska.
Burdziński: - Dla mnie ta opinia nie jest tak jednoznaczna. Zagrożenia życia w zasadzie nie było, ale z tego, co napisał biegły, wnioskuję, że nie można też tego wykluczyć.
O Wioletcie Szwak (wcześniej Woźnej) z Błot Wielkich głośno było przed rokiem, gdy po narodzinach sąd odebrał jej córeczkę. Różę dostała rodzina zastępcza, bo zdaniem sądu w domu były złe warunki, bałagan, nieporadna matka i stary ojciec. Szwaków w walce o dziecko wsparli sąsiedzi, proboszcz, sołtys,
szkoła i opieka społeczna, interweniował rzecznik praw dziecka. Po dwóch miesiącach rodzice odzyskali córkę. Sąd nie zdecydował jeszcze, czy zachowają prawa rodzicielskie.
Po odebraniu Róży Wioletta Szwak dowiedziała się, że w szpitalu w Szamotułach została wysterylizowana. Podczas zabiegu cesarskiego cięcia lekarze przecięli jej jajowody. Szwak o zgodę nikt nie pytał. Podpisała zgodę na ewentualne rozszerzenie zabiegu, jeśli pojawią się komplikacje, a jej życie i zdrowie będą zagrożone.
Lekarze z Szamotuł przyznali, że sterylizacja życia nie ratowała. Gdy zacytowała ich "Gazeta", prokuratura wszczęła śledztwo. Ale po trzech miesiącach umorzyła je, tłumacząc, że sterylizacja była medycznie uzasadniona, a lekarze ratowali życie pacjentki.
Szpital tłumaczył, że życie byłoby zagrożone, gdyby Szwak po raz kolejny zaszła w ciążę. Potwierdził to w swojej opinii prof. Dębski. I na to powołała się prokuratura.
Prawnicy - m.in. prof. Eleonora Zielińska i prof. Marian Filar - krytykowali decyzję prokuratury, bo nawet działając w dobrej wierze, lekarze nie mają prawa decydować za pacjenta, jeśli nie jest to konieczne.
Prof. Dębski mówił "Gazecie": - Można było zatamować krwotok bez przecinania jajowodów. Zagrożenie mogłaby stanowić kolejna ciąża. Jestem pewien, że pani Woźna [Szwak] nie stosowałaby antykoncepcji i przy następnej ciąży dzieci zostałyby bez matki. Lekarka wybrała mniejsze zło. A czy miała prawo podjąć taką decyzję za pacjentkę? Niech to oceniają prawnicy.
Poznański sąd nakazał wznowić śledztwo. Prok. Burdziński poprosił prof. Dębskiego o drugą opinię.
Mec. Heller-Kaczmarska relacjonuje: - Prof. Dębski powtórzył, że zagrożeniem byłaby dopiero kolejna ciąża, ale na sali operacyjnej, w chwili zabiegu, sterylizacja nie ratowała życia. Była więc nielegalna.
Prokurator Burdziński nie jest tego pewien. Wie jedno: lekarze wysterylizowali Szwak świadomie. - To nie był przypadek, taki, że komuś drgnął skalpel i przeciął coś, czego nie powinien. To była celowa decyzja - mówi prokurator.
Aby wyjaśnić wątpliwości, Burdziński rozważa przesłuchanie prof. Dębskiego. Taki wniosek złożyła także mec. Heller-Kaczmarska.
Z prof. Dębskim nie udało nam się wczoraj skontaktować.