Na sali sejmowej od kwietnia do sierpnia leżały zdjęcia posłów i posłanek
PiS, którzy zginęli w katastrofie pod Smoleńskiem. Zdjęcia dekorowały biało-czerwone szarfy. Leżały na miejscach, gdzie kiedyś siedzieli ci przedstawiciele klubu PiS, którzy zginęli w tym wypadku. Wszyscy mieliśmy poczucie niestosowności tego faktu, ale nikt nie miał odwagi tego powiedzieć. Nie miały tej odwagi także służby sejmowe. Coś nas wszystkich paraliżowało, i to pomimo że podobne zdjęcia zniknęły już z ław PO,
PSL,
SLD - gdyż wszyscy ponieśliśmy odpowiednie straty. Pytanie, co nas tak trzymało. Dlaczego nie mogliśmy? Jest jakiś demon w nas silniejszy od naszej dzisiejszej polityki?
Zastanawiając się nad tym, zadałem sobie sprawę z tego, że istnieje związek między niemocą a historią urazów. I raz jeszcze spojrzałem na podstawy dzisiejszej polityki.
1. Jest taka scena w "Trans-Atlantyku" Gombrowicza (wydanie "Kultury", 1957 r., s. 141):
„Teraz do Związku naszego Kawalerów Ostrygi należysz i Rozkazy moje masz wypełniać, a także dbać, żeby tamci rozkazy moje należycie wypełniali.
Ucieczki, ani żadnej zdrady, nie próbuj, bo Ci Ostrogę zadadzą, a jeślibyś choć najmniejszą chęć Zdrady, Ucieczki w którym z Towarzyszów twoich spostrzegł, jemu masz Ostrogę wrzepić.
A jeślibyś tego zaniedbał, tobie ją wrzepią.
A jeśliby ten, kto tobie Ostrogę wsadzić ma, tego zaniechał, jemu niech inny Ostrogę wsadzi.
Pilnuj się tedy, a i innych pilnuj i na najlżejsze Poruszenie uważaj, jeśli nie chcesz Szpikulca doznać Bolesnego, ach, Strasznego, ach Piekielnego Szpikulca tego diabelskiego! I , pot z czoła bladego otarłszy, ciszej powiada: - Pofolguj mięsień, to ci wyjmę”.
Bohaterowie (Baron, Ciumkała i Pyckala, i Gombrowicz narrator) siedzą i nikt nie ma odwagi się ruszyć, aby o zdradę lub chęć ucieczki nie być posądzonym! Więc siedzą znieruchomiali.
Czy nie jest to istota naszej relacji z poległymi w nieudolnych powstaniach? Relacji z naszym "rozbiorami"? I co więcej - czy nie jest to relacja między wszystkimi bohaterami dzisiejszego świata polskiej polityki?
W tym znieruchomieniu wobec możliwego zarzutu o zdradę, o ucieczkę, o niebycie we wspólnocie cierpienia - w tym tkwi niemoc polityki i dorobiona do tego idea pragmatyzmu małych kroków Tuska, to znaczy brak wielkich reform, bo niosą cierpienia, i konserwatyzm w sprawach symbolicznych jak Wawel, krzyż, pomnik czy tablica dla Kaczyńskiego. Można w tym widzieć układ - jak to interpretował
Jarosław Kaczyński - ale to wyjątkowo trywialne i dość powierzchowne, choć politycznie użyteczne. Idea układu jako magicznego wytłumaczenia niemocy polskiej polityki zbankrutowała w latach 2005-07 w ramach projektu IV RP, a ostatecznie utopiła się w nonsensach na temat przyczyn katastrofy smoleńskiej.
To nie żaden układ, ale zaklęta w literaturze historia trzyma nas w uścisku i znieruchomieniu i w strachu przed bólem. Choć szczęśliwym trafem i tak, tym razem, Historia dba o nas jak nigdy i sypie złoto pod kopyta, używając do tego Unii Europejskiej. A mimo wszystko my się męczymy.
I jak zawsze rozwiązanie dla naszych problemów może przyjść tylko ze strony literatury i języka. Z tego miejsca, gdzie urodziła się nasza dzisiejsza słabość, która była może niezbędna, aby przetrwać w obliczu historycznych zawieruch, ale teraz, gdy jesteśmy wolni, jest naszym przekleństwem.
2. Wszczęta przez Annę Sobecką i PiS dyskusja, czy przyszły rok powinien być rokiem Miłosza, bo choć będziemy mieli setną rocznicę jego urodzin, to nie wiadomo - zdaniem tej posłanki - czy to był poeta polski - pokazuje, z jakimi demonami mamy do czynienia.
Dlaczego środowisko PiS atakuje Miłosza? Z wielu powodów. Ale istotą sprawy jest to, że Miłosz, Gombrowicz, Brzozowski (tu niezdecydowanie), Mrożek - to literatura odkrywania i umacniania Polaka, a nie Polski! Tak więc zajmująca się całkiem czymś Innym niż to, co było u wszystkich pisarzy XIX wieku - nie tylko romantyków, a i Sienkiewicza czy Żeromskiego. Jeden Prus może odstaje od tego towarzystwa. I dlatego literatura międzywojnia, literatura w wolnej Polsce, tak bardzo ustawiła się przeciw romantyzmowi. A wszystko, co z niej przetrwało próbę czasu (Gombrowicz, Schulz, Witkacy, Leśmian), ukształtowało się w opozycji do literatury o "Polsce". Stąd obsesja Sobeckiej, że Miłosz, który należy do tego samego nurtu, nie jest poetą polskim!
Do tego dochodzi jeszcze w przypadku Miłosza fakt, że był pisarzem, który jak żaden inny po wojnie nawiązał dialog ze współczesną mu kulturą Zachodu. Stąd jego ogromne oddziaływanie na poezję całego świata w XX wieku, a w szczególności Ameryki, Rosji i Irlandii. A ta współczesność to zasadnicze odejście od wszystkiego, co było symbolem poprzedniej epoki.
Anachroniczność PiS - taka dziewiętnastowieczność - to efekt przywiązania do dziewiętnastowiecznej literatury. To ta literatura wiąże dzisiejszą politykę, bo to literatura jest tu podmiotem. I dlatego to wszystko, co się z martyrologią wiąże, staje się centralną kwestią tego obozu politycznego. Jak zawsze, gdy coś się tak nachalnie i instrumentalnie powtarza, zamienia się w karykaturę. Tym razem - w postaci porównania katastrofy lotniczej w Smoleńsku do ludobójstwa w Katyniu.
To dlatego bez chwili zastanowienia pochowano Kaczyńskiego na Wawelu, a odmawiano tego Miloszowi. Gdy działa literatura, fakty się nie liczą! - a te są oczywiste; pochowano miernego polityka, a odmówiono pochówku geniusza.