http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Niewolnictwo ma się dobrze. W Brazylii

Maciej Stasiński
2010-08-21, ostatnia aktualizacja 2010-08-20 16:53

Sao Paulo, Brazylia
Sao Paulo, Brazylia
Fot. PAULO WHITAKER REUTERS

Brazylijski sąd pracy skazał wielką firmę na 3 mln dol. grzywny za używanie niewolników. To największa w dziejach kraju grzywna za tę nagminnie popełnianą zbrodnię

ZOBACZ TAKŻE
Firmę Lima Araujo Agropecuaria oskarżyło o zatrudnianie i maltretowanie niewolników ministerstwo pracy, które od lat usiłowało dobrać się jej do skóry. Dekadę temu inspektorzy przeprowadzili kilka nalotów na dwie wielkie hacjendy firmy w Amazonii i zebrali od tamtejszych pracowników kilkadziesiąt skarg na straszliwe warunki pracy i brutalne traktowanie.

Od tamtej pory trwał prokuratorsko-sądowy maraton, z którego firma wciąż wychodziła obronną ręką. W 2005 r. została co prawda skazana na wypłatę 30 tys. reali (20 tys. dol.) odszkodowań dla niewolniczo traktowanych pracowników, ale większej kary uniknęła. Nie przestała jednak posługiwać się pracą niewolniczą.

Teraz ministerstwo wreszcie ją dopadło. Najpierw sąd stanowy skazał firmę na 5 mln reali (ok. 3 mln dol.) grzywny, a zaraz potem sąd wyższej instancji odrzucił odwołanie firmy i zatwierdził wyrok.

Orzeczenie jest druzgocące. Na farmach Estrela de Alagoas i Estrela de Maceio firma przetrzymywała 180 osób, w tym dzieci. Robotnicy pracowali po kilkanaście godzin dziennie przez siedem dni w tygodniu. Spali w barłogach pod płóciennymi płachtami. Nie mieli łazienek ani wody pitnej. Jedli najgorszą karmę i nie mieli opieki lekarskiej. Właściciele kazali im wydawać zarobki w sklepach firmy. Dzień i noc pilnowali ich w pracy uzbrojeni strażnicy.

Sąd uznał, że firma jest recydywistą, bo po poprzednich orzeczeniach i ostrzeżeniach nic nie zmieniła w swoim postępowaniu. Jej traktowanie pracowników to - stwierdził sąd - zbrodnia przeciw ludzkości ścigana i brazylijskim prawem federalnym, i prawem międzynarodowym. - Ten wyrok musi wreszcie podziałać jak ostrzeżenie. Musimy walczyć z niewolnictwem - mówiła prokurator Debora Tito.

Firmie Lima Araujo grozi teraz jeszcze proces kryminalny o maltretowanie ze strony samych pokrzywdzonych. Jej szefowie mogą pójść do więzienia na kilka lat.

Walka z niewolnictwem we współczesnej Brazylii nie jest prosta. Niewolnictwo zostało zniesione w niepodległej od 1822 r. portugalskiej kolonii dopiero w 1888 r. Ale faktycznie było nagminnie stosowane przez cały wiek XX i do dzisiaj jest plagą, zwłaszcza w wielkich majątkach ziemskich oddalonych od miast.

Niewolników używa się do wyrębu lasów, na hacjendach przy hodowli bydła i plantacjach trzciny cukrowej. Walkę przeciw niewolnictwu nasilił w ostatnich latach rząd lewicowego prezydenta Inacio Luli da Silvy. Tylko w ubiegłym roku sądy uwolniły od niewolniczych stosunków pracy blisko tysiąc osób. W ostatnich dziesięciu latach Brazylijczycy uwolnili ponad 300 tys. niewolników.

Ministerstwo ma czarną listę niewolniczych pracodawców, na której są dziś 164 firmy. Ponad połowa z nich znajduje się w Amazonii. Firmy z czarnej listy nie mogą dostawać kredytów i mają dwa lata na ucywilizowanie sposobu traktowania pracowników. Lista jest aktualizowana co pół roku. W ostatnich miesiącach ubyło z niej dziesięciu pracodawców, ale przybyło dwunastu kolejnych.

Firmy są ścigane za niewolnictwo z urzędu. Pracownicy często są jednak zbyt biedni lub zastraszeni, by skarżyć swoich szefów. Dlatego za niewolnictwo skazano do tej pory jedynie 45 przedsiębiorców, z tego aż 35 w 2009 r.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':