http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Seks, kłamstwa i linki do wideo

Izabela Żbikowska, Opole
2010-08-22, ostatnia aktualizacja 2010-08-22 18:53

Pracodawca może zwolnić dyscyplinarnie pracownika, który wbrew zakazowi korzystał przez dłuższy czas ze służbowego laptopa dla celów prywatnych - wynika z wyroku Sądu Najwyższego
Pracodawca może zwolnić dyscyplinarnie pracownika, który wbrew zakazowi korzystał przez dłuższy czas ze służbowego laptopa dla celów prywatnych - wynika z wyroku Sądu Najwyższego
.

- Mamo, ostrzegałem cię tyle razy, że takie rzeczy się w sieci zdarzają. Jak mogłaś dać się sfilmować w łóżku?!

ZOBACZ TAKŻE

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Gdy półtora roku temu na internetowym czacie poznała Mirka, bardzo liczyła, że nie skończy się na przelotnej znajomości.

Anna, elegancka filigranowa brunetka, była już pięć lat po rozwodzie. Jej małżeństwo tak naprawdę rozpadło się dużo wcześniej, mąż ją zdradzał z młodszymi kobietami, razem trzymały ich tylko dzieci. Gdy córka i syn podrośli, Anna wystąpiła o rozwód, poświęciła się swojej firmie w Opolu, z czasem jednak samotność zaczęła jej doskwierać.

Niedługo po 50. urodzinach kupiła laptopa. Ale nawet go nie włączała, nie wiedziała, co z czym. To dzieci pokazały jej internet. Założyły profil w Naszej-klasie, a potem konto w portalu randkowym. Anna sama poprosiła.

- Na początku tylko przyglądam się dyskusjom na czatach. Potem poznałam kilka osób, ale z nikim nie spotkałam się "w realu".

W końcu trafiła na Mirka. Przedstawił się jako 52-letni elektronik, mówił, że pracuje w Stanach Zjednoczonych dla dużej korporacji. Napisał do Anny jeden raz, drugi. Potem potrafili przegadać na komunikatorze kilka godzin dziennie.

- Opowiadał mi ciekawe historie ze Stanów. Czasem mówiliśmy o książkach - był bardzo oczytany - czy też o polityce. Wydawał się interesującym, miłym gościem. Tak bardzo chciałam, żeby to było coś więcej.

Po czterech miesiącach wirtualnej znajomości Mirek zaprosił Annę do siebie, do Nowego Jorku. Poleciała z duszą na ramieniu: - Nie byłam pewna na sto procent, czy przyjedzie po mnie na lotnisko. Przyjechał.

Mirek wynajął dla niej pokój u znajomej na Brooklynie. Anna czekała, aż Mirek wróci z pracy, a potem spędzali czas tylko we dwoje. Podczas pięciotygodniowego pobytu w Nowym Jorku tylko kilka razy wyszli na miasto: - Mirkowi się nie chciało. Musiałam go namawiać, byśmy zobaczyli Statuę Wolności i inne atrakcje.

Mimo wszystko Anna była zadowolona, pełna nadziei obiecała sobie, że przyleci do Nowego Jorku jeszcze raz, ale z córką.

Na lotnisku usłyszała od Mirka: - Wiesz, ani razu się nie pokłóciliśmy, co jest dość niezwykłe.

Tuż przed pożegnaniem Mirek wyznał jeszcze, że nagrywał wszystko, co robili w sypialni.

- Tłumaczył, że będzie tęsknił, i te filmy podczas rozłąki będą dla niego pociechą. Jakoś mnie przekonał, choć gdybym dowiedziała się wcześniej, to bym się nie zgodziła. Nawet przez myśl mi nie przeszło, jaki koszmar przede mną.

Z sypialni do internetu

Po powrocie do Polski Anna i Mirek przez kilka tygodni rozmawiali ze sobą w portalu PalTalk, gdzie internauci urządzają sobie tele- i wideokonferencje. To Mirek pokazał jej ten portal.

Pewnego dnia Anna zauważyła, że do ich rozmowy włączał się ktoś trzeci. Jakaś kobieta, Agnieszka z Warszawy, przysłuchiwała się ich rozmowom (PalTalk daje taką możliwość każdemu), a w końcu zaczęła w obecności Anny podrywać Mirka.

- Nagle Mirek zerwał ze mną kontakt. Było mi przykro. Pomyślałam, że jednak nie był mnie wart, skoro porzucił dla jakiejś nieznajomej. Postanowiłam zapomnieć o miłości. Skupiłam się na firmie.

Pewnego weekendu, wiele tygodni później, odebrała dziwny telefon na komórkę.

- To ta kobieta, Agnieszka, zadzwoniła i powiedziała, że Mirek przesłał jej filmy z moim udziałem, dał też numer mojego telefonu. Stroiła sobie ze mnie żarty. Straszyła, że opublikuje linki do tych filmów i każdy będzie mógł je oglądać. Nie mogłam uwierzyć. Po chwili zorientowałam się, że naszą rozmowę puszcza na żywo w internecie. Rozłączyłam się.

Rzeczywiście, w portalu pojawiły się linki do kilkudziesięciominutowego filmu. Widać na nim wyraźnie, jak Anna i Mirek uprawiają seks. W kilka godzin ściągnęło go 350 internautów.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 145 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    173 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':