Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Od tajemniczego zniknięcia 19-latki w najbliższą sobotę mija pięć tygodni. Mimo zakrojonych na dużą skalę poszukiwań nie znaleziono po niej śladu: buta, torebki czy telefonu komórkowego. Nie pomogło ani poszukiwanie świadków przez media, ani masowe zainteresowanie sprawą ze strony internautów.
Z zapisu kamer miejskiego monitoringu wiadomo jedynie, że po sprzeczce ze znajomymi w sopockiej dyskotece Iwona postanowiła wrócić do domu sama, na piechotę. Maszerowała bulwarem nadmorskim z Sopotu na gdańską Zaspę. Po raz ostatni kamera zarejestrowała ją nad ranem 17 lipca o godz. 4.12. Dziewczyna minęła wejście na plażę nr 63 w Jelitkowie. Było już jasno, po bulwarze chodziło sporo osób. Iwonie do domu zostało ok. 20 minut drogi. Musiała przejść kilkaset metrów przez tereny leśno-parkowe. Od początku jedna z głównych wersji śledztwa zakładała, że 19-latka została zaatakowana przez przypadkowego sprawcę i padła ofiarą zbrodni na tle seksualnym.
- Wydmy i tereny leśno-parkowe od Jelitkowa do Brzeźna zostały przeszukane bardzo dokładnie przez setki ludzi i specjalnie wyszkolone psy - mówi Sebastian Sandach, zastępca szefa Grupy Ratownictwa Specjalnego PCK Trójmiasto. - Przebadaliśmy ostatnie miejsca. Prawdopodobieństwo, że gdzieś na tym obszarze są zwłoki Iwony, zbliżyło się do zera. Odór martwego ciała po przeszło trzech tygodniach jest niesamowity, nie da się tego nie wyczuć. Gdyby natomiast ktoś zakopał ofiarę, miejsce też zostałoby znalezione, szczególnie po ulewnych deszczach.
Fiasko poszukiwań sprawiło, że dla śledczych najbardziej prawdopodobną stała się wersja, według której Iwona przeszła przez tereny leśno-parkowe cała i zdrowa. Doszła do ulicy Czarny Dwór w rejonie niewielkiego osiedla, na którym mieszkała. Dlaczego "rozpłynęła się" bez śladu? Bo została zabrana
samochodem.
- Są możliwe dwa warianty - mówi nasz informator. - W uliczce między blokami, nieopodal domu, czekał na nią w samochodzie ktoś znajomy. Być może powiedział, że chce przeprosić, wyjaśnić powody jakiegoś towarzyskiego nieporozumienia i dlatego dziewczyna wsiadła do auta. Została uprowadzona i zapewne zamordowana, skoro do dzisiaj nie odezwała się ani nikt nie próbował nawiązać kontaktu z rodzicami. Wakacyjna ucieczka jest wykluczona.
Na czym polega drugi wariant?
- Przeszła przez tereny parkowo-leśne, ale nie dotarła do osiedla. Z zasłoniętej krzakami alejki wyszła prosto na jezdnię, pod koła przypadkowo przejeżdżającego samochodu. To miejsce położone na uboczu. Sprawca mógł się przestraszyć odpowiedzialności za potrącenie dziewczyny. Zabrał ofiarę do auta i gdy upewnił się, że nikt go nie zauważył, odjechał.
Według naszych informatorów, jeśli prowadzący śledztwo mają rację, bardzo prawdopodobne jest, że nie uda się tego udowodnić.
- Policja zabezpieczyła monitoring z trasy pieszej wędrówki Iwony, ale nikt nie pomyślał, że śledztwo może pójść w kierunku poszukiwania samochodów, które około godz. 4.30 przejeżdżały w tym rejonie. Nikt nie zabezpieczył więc wówczas monitoringu w innych punktach Sopotu i Gdańska. Zapis ruchu z aut 17 lipca jest teraz przez policję odzyskiwany.
Podinspektor Jan Kościuk, rzecznik pomorskiej policji, w rozmowie z "Gazetą" zapewnił w czwartek, że monitoring w sprawie Iwony jest zabezpieczony. Nie umiał jednak powiedzieć, czy śledczy mają do dyspozycji zapis ruchu samochodów na ulicach.
Rzecznik prokuratury Wojciech Szelągowski odmawia komentarza i odsyła do policji.
- Niestety, popełniono błędy - mówi nasz informator. - Jeśli Iwona padła ofiarą wypadku, to nie ma już po nim śladu. Nikt niczego nie szukał, nawet jej buta na wysokim obcasie, który mógł wpaść do przydrożnego rowu.