Wszystko zaczęło się od lipcowych zamieszek z udziałem Romów w Saint-Aignan nad Loarą. Policjanci zastrzelili młodego człowieka, który - jak twierdzą - uciekając, staranował policyjną zaporę. W odpowiedzi Cyganie zaatakowali komisariat i podpalili kilka samochodów.
Władze zareagowały wyjątkowo gwałtownie, zdaniem wielu wręcz ksenofobicznie. Na specjalnym posiedzeniu zebrał się rząd, by radzić w tej sprawie. Następnie oświadczył, że "romskie obozy są bazami przemytników, w których standard życia jest szokująco niski, a dzieci wykorzystuje się do żebrania, prostytucji lub przestępstw". I zapowiedział likwidację w ciągu trzech miesięcy 300 obozowisk.
Do dziś władze zlikwidowały ponad 50 i to właśnie część ich mieszkańców została wsadzona do samolotów. W tym tygodniu do Rumunii odlecą jeszcze dwa.
Jako obywatele Unii Europejskiej rumuńscy Romowie mają co prawda prawo swobodnie poruszać się po obszarze UE, ale Paryż powołuje się na przepisy pozwalające ograniczać tę swobodę wobec osób stanowiących zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego. Ponadto Romowie wyjeżdżają dobrowolnie, biorąc w zamian 300 euro na drogę. Nie kryją, że nie mają do czego wracać.
Francja nie jest pierwszym krajem, w którym po rozszerzeniu Unii o Rumunię i Bułgarię odzywają się antyromskie nastroje. W 2008 r. w Neapolu został spalony obóz Romów, gdy po mieście rozeszła się plotka, że Cyganka próbowała porwać włoskie dziecko. Potem okazało się, że była Serbką lub Chorwatką i kradła biżuterię. Antyimigranckie nastroje podsycał podczas kampanii wyborczej
Silvio Berlusconi, czym oburzył Europę. Później włoskie władze zaproponowały, by od Romów pobierać odciski palców.
O tamtej sprawie przypomniał w czwartek rumuński prezydent Trajan Basescu. - We Włoszech rozwiązaliśmy problem, wysyłając tam naszych policjantów. To samo zrobimy we Francji - zapowiedział. Zaapelował też o paneuropejski plan integracji Romów.
Dyskusja o tym toczyła się już w Brukseli, lecz część krajów nie chce się w to angażować, szczególnie finansowo. Jednocześnie francuskie działania, a szczególnie retoryka budzą coraz większy niepokój za granicą. - Boję się, by w czasach kryzysu gospodarczego nie obudził się populizm i reakcje ksenofobiczne - mówił w
radiu France Internationale szef rumuńskiego
MSZ Teodor Baconschi.
W zeszłym tygodniu ton francuskiej debaty o Romach krytykowali członkowie ONZ-owskiego komitetu ds. eliminacji dyskryminacji rasowej. Także Bruksela przestrzega Paryż, by nie posunął się zbyt daleko. - Przyglądamy się bardzo uważnie sytuacji. Jeśli państwo kogoś deportuje, musi to być proporcjonalna reakcja. Musi też dotyczyć poszczególnych osób, a nie całej społeczności - mówił Matthew Newman, jeden z rzeczników Komisji Europejskiej.
Przeciwnicy zarzucają prezydentowi Nicolasowi Sarkozy'emu, że po to tak energicznie zajmuje się Romami, aby odciągnąć uwagę od skandalu dotyczącego finansowania jego partii UMP i odzyskać poparcie skrajnie prawicowych wyborców. To oni walnie przyczynili się do jego zwycięstwa w wyborach w 2007 r. Jednak według sondażu Ifop 79 proc. Francuzów popiera likwidowanie obozowisk.
Oskarżenia o populistyczną retorykę są tym bardziej zasadne, że odsyłanie Romów do Rumunii i Bułgarii to nic nowego. W zeszłym roku z Francji usunięto 10 tys. osób - większość z nich wyjechała dobrowolnie, przyjmując 300 euro "na przesiedlenie". Organizacje pozarządowe zajmujące się Romami twierdzą, że znaczna część niebawem wróciła do Francji.
Francuskie prawo wymaga od każdej gminy, by oddawała do dyspozycji Romów i innych osób prowadzących koczowniczy tryb życia tereny pod obozowiska. Gminy często się od tego uchylają. W atmosferze ogólnokrajowej nagonki spór o takie miejsce toczył się w tym tygodniu między władzami Bordeaux a ok. 250 francuskimi rodzinami. Koczownicy zarzucali władzom, że proponują im parkingi bez wody. Ich kampery zablokowały główny most w mieście. Ostatecznie koczownicy będą mogli pozostać w wybranym przez siebie miejscu.
Tymczasem "Le Monde" przypomina, że Sarkozy to nazwisko, które wyjątkowo często noszą Romowie w Europie Środkowej. Ojciec Sarkozy'ego imigrował do Francji z Węgier. Dziennik cytuje też przywódcę austriackich Romów Rudolfa Sarköziego, który apeluje, by raczej przydzielić Romom we Francji odpowiednie miejsce na obozowiska i zająć się edukacją ich dzieci.