http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Faceci w czerni zapraszają

Dorota Steinhagen
2010-08-19, ostatnia aktualizacja 2010-08-19 12:17

Dzień otwarty cmentarza komunalnego w Częstochowie: W krematorium nic dramatycznego się nie dzieje. Najpierw płonie trumna, a potem wprawdzie widać zarys ciała, ale wcale się nie pręży, jak opowiadają niektórzy

ZOBACZ TAKŻE
- Nie za płytko ta trumna? - dopytuje mocno starsza pani niebezpiecznie pochylona nad otwartym grobem.

- Jest dopiero w połowie drogi - tłumaczą mężczyźni w eleganckiej czerni. Jeden z nich wciska guziczek automatycznej windy i trumna zjeżdża niżej. Potem jeszcze jeden guziczek i nad grobem zasuwa się brezentowa pokrywa. Można na niej ułożyć kwiaty, żeby pogrążona w bólu rodzina nie musiała czekać do końca murowania. Zanim żałobnicy wrócą z konselacji, wszystko będzie gotowe.

Trumna jest pusta, bo to nie pogrzeb, lecz prezentacja nowoczesnych technik grabarskich. Wszystko w ramach atrakcji przygotowanych na dzień otwarty częstochowskiego cmentarza komunalnego, razem z warsztatami poetyckimi Memento Mori i plenerem fotograficznym (- Jak powiem w pracy, że byłem na plenerze w ramach dnia otwartego cmentarza, to padną ze śmiechu - ocenia fotograf amator).

Opodal klasycznego grobu z nieklasyczną windą inny pracownik nekropolii pokazuje rodzinny grób typu amerykańskiego. W wymurowanym na prawie półtora metra wysokim kominie zmieszczą się nawet cztery urny jedna nad drugą.

- Ciasno! - ocenia pani Jadzia. - Tak bym miała kucać całą wieczność?

Z siostrą Dorotą na cmentarzu bywa regularnie, bo siedem lat temu - w tradycyjnym grobie - pochowały tu tatę. Przypadkowo trafiły na dzień otwarty. Przed wejściem na cmentarz restauratorzy zachwalają menu na stypę, za bramą połyskują w słońcu wypucowane karoserie karawanów. Jeden do przewozu trumny, drugi ze specjalnym stelażem do wożenia urny.

- A można się przejechać? - dopytuje ktoś z potencjalnych klientów.

Pan w czerni, z kluczykami od karawanu w dłoni minę ma spłoszoną. - Na siedząco czy leżąco? - pyta.

- Jasne, że na leżąco - stwierdza jego rozmówca. - Chcę wiedzieć, jak się taką furą jeździ. Bo jak przyjdzie co do czego, to będzie mi wszystko jedno.

Dyrektor "Grabarz"

Przejażdżek w planie imprezy nie było. Konkursu kopania grobów na czas także. Dzień otwarty na cmentarzu urządzono po raz trzeci w siedmioletniej historii jego istnienia. Pierwszy - krótko po uroczystym otwarciu. - Cmentarz działał już kilkanaście tygodni, na wszystkich cmentarzach wyznaniowych brakowało miejsc, a u nas było raptem kilka pochówków miesięcznie - opowiada Jarosław Wydmuch, pomysłodawca tamtego przedsięwzięcia, wtedy nowy dyrektor jedynego w mieście cmentarza komunalnego, dziś ważna postać w częstochowskim magistracie - dyrektor generalny urzędu miasta. Z pasjami funeralnymi, o których tak chętnie i dużo opowiada, że część znajomych mówi na niego "Grabarz".

Tamta cmentarna impreza promocyjna sprzed lat była pierwszą taką w Polsce.

- Potem z Warszawy do mnie dzwonili po rady, jak się coś takiego organizuje - opowiada z dumą.

Tegoroczny dzień otwarty zaplanowano nie tylko jako wydarzenie o charakterze promocyjnym, lecz także naukowo-poznawczym.

- I to na wyraźne życzenie częstochowian - zapewnia Edyta Lisek, obecna dyrektorka cmentarza. - Przychodzili, mówili, że chcą zobaczyć piec kremacyjny, dowiedzieć się, jak działa, co się dzieje z ludzkim ciałem podczas spopielania. Jedni z ciekawości, inni - bo ktoś z ich bliskich został skremowany, więc chcą wiedzieć dokładnie, co się z nim stało.

Nowotwór płonie ostatni

Nobliwie wyglądająca częstochowianka o imprezie na cmentarzu dowiedziała się via Mikołów, od mieszkającej tam siostry - tak doskonale dyrektorzy Wydmuch i Lisek rozpropagowali ją w Polsce. Wsiadła w autobus i przyjechała, bo uznała, że wstyd nie znać cmentarza we własnym mieście, skoro poznała cmentarze na kilku kontynentach. Wiele lat temu, podczas pierwszej podróży do Francji, zwiedzanie Paryża zaczęła od Pere-Lachaise. Tak ją sławny cmentarz zachwycił, że podczas innych swoich zagranicznych wojaży - a było ich sporo - zwiedzanie miasta zaczynała od cmentarza.

Na częstochowskim cmentarzu podziwia głównie krajobraz.

Siostry Jadzia i Dorota, zawzięcie dyskutując, trafiły właśnie do krematorium. Jadzia na przyszłość - oby jak najodleglejszą - skłania się do tradycyjnego pochówku. Dorota - kto wie, może i byłaby za kremacją.

- A jak twoje prochy wymieszają z prochami kogoś obcego? - Jadzia martwi się o siostrę. Słyszała, że takie rzeczy się zdarzają.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    23 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':