- Nie za płytko ta trumna? - dopytuje mocno starsza pani niebezpiecznie pochylona nad otwartym grobem.
- Jest dopiero w połowie drogi - tłumaczą mężczyźni w eleganckiej czerni. Jeden z nich wciska guziczek automatycznej windy i trumna zjeżdża niżej. Potem jeszcze jeden guziczek i nad grobem zasuwa się brezentowa pokrywa. Można na niej ułożyć kwiaty, żeby pogrążona w bólu rodzina nie musiała czekać do końca murowania. Zanim żałobnicy wrócą z konselacji, wszystko będzie gotowe.
Trumna jest pusta, bo to nie pogrzeb, lecz prezentacja nowoczesnych technik grabarskich. Wszystko w ramach atrakcji przygotowanych na dzień otwarty częstochowskiego cmentarza komunalnego, razem z warsztatami poetyckimi Memento Mori i plenerem fotograficznym (- Jak powiem w pracy, że byłem na plenerze w ramach dnia otwartego cmentarza, to padną ze śmiechu - ocenia fotograf amator).
Opodal klasycznego grobu z nieklasyczną windą inny pracownik nekropolii pokazuje rodzinny grób typu amerykańskiego. W wymurowanym na prawie półtora metra wysokim kominie zmieszczą się nawet cztery urny jedna nad drugą.
- Ciasno! - ocenia pani Jadzia. - Tak bym miała kucać całą wieczność?
Z siostrą Dorotą na cmentarzu bywa regularnie, bo siedem lat temu - w tradycyjnym grobie - pochowały tu tatę. Przypadkowo trafiły na dzień otwarty. Przed wejściem na cmentarz restauratorzy zachwalają menu na stypę, za bramą połyskują w słońcu wypucowane karoserie karawanów. Jeden do przewozu trumny, drugi ze specjalnym stelażem do wożenia urny.
- A można się przejechać? - dopytuje ktoś z potencjalnych klientów.
Pan w czerni, z kluczykami od karawanu w dłoni minę ma spłoszoną. - Na siedząco czy leżąco? - pyta.
- Jasne, że na leżąco - stwierdza jego rozmówca. - Chcę wiedzieć, jak się taką furą jeździ. Bo jak przyjdzie co do czego, to będzie mi wszystko jedno.
Dyrektor "Grabarz" Przejażdżek w planie imprezy nie było. Konkursu kopania grobów na czas także. Dzień otwarty na cmentarzu urządzono po raz trzeci w siedmioletniej historii jego istnienia. Pierwszy - krótko po uroczystym otwarciu. - Cmentarz działał już kilkanaście tygodni, na wszystkich cmentarzach wyznaniowych brakowało miejsc, a u nas było raptem kilka pochówków miesięcznie - opowiada Jarosław Wydmuch, pomysłodawca tamtego przedsięwzięcia, wtedy nowy dyrektor jedynego w mieście cmentarza komunalnego, dziś ważna postać w częstochowskim magistracie - dyrektor generalny urzędu miasta. Z pasjami funeralnymi, o których tak chętnie i dużo opowiada, że część znajomych mówi na niego "Grabarz".
Tamta cmentarna impreza promocyjna sprzed lat była pierwszą taką w Polsce.
- Potem z Warszawy do mnie dzwonili po rady, jak się coś takiego organizuje - opowiada z dumą.
Tegoroczny dzień otwarty zaplanowano nie tylko jako wydarzenie o charakterze promocyjnym, lecz także naukowo-poznawczym.
- I to na wyraźne życzenie częstochowian - zapewnia Edyta Lisek, obecna dyrektorka cmentarza. - Przychodzili, mówili, że chcą zobaczyć piec kremacyjny, dowiedzieć się, jak działa, co się dzieje z ludzkim ciałem podczas spopielania. Jedni z ciekawości, inni - bo ktoś z ich bliskich został skremowany, więc chcą wiedzieć dokładnie, co się z nim stało.
Nowotwór płonie ostatni Nobliwie wyglądająca częstochowianka o imprezie na cmentarzu dowiedziała się via Mikołów, od mieszkającej tam siostry - tak doskonale dyrektorzy Wydmuch i Lisek rozpropagowali ją w Polsce. Wsiadła w autobus i przyjechała, bo uznała, że wstyd nie znać cmentarza we własnym mieście, skoro poznała cmentarze na kilku kontynentach. Wiele lat temu, podczas pierwszej podróży do Francji, zwiedzanie Paryża zaczęła od Pere-Lachaise. Tak ją sławny cmentarz zachwycił, że podczas innych swoich zagranicznych wojaży - a było ich sporo - zwiedzanie miasta zaczynała od cmentarza.
Na częstochowskim cmentarzu podziwia głównie krajobraz.
Siostry Jadzia i Dorota, zawzięcie dyskutując, trafiły właśnie do krematorium. Jadzia na przyszłość - oby jak najodleglejszą - skłania się do tradycyjnego pochówku. Dorota - kto wie, może i byłaby za kremacją.
- A jak twoje prochy wymieszają z prochami kogoś obcego? - Jadzia martwi się o siostrę. Słyszała, że takie rzeczy się zdarzają.