Na początku roku pan Andrzej zachorował. Dostał zwolnienie z pracy. Gdy choroba się przedłużała, wystąpił do
ZUS o rentę. Oddział, do którego kilka tygodni temu wpłynął wniosek, wpadł w popłoch. Nie wiedział, jak pana Andrzeja potraktować.
Z jednej strony miał sądowy wyrok zmiany płci na mężczyznę. Z drugiej - pan Andrzej, jakkolwiek by na to patrzeć, urodził się kobietą i jako kobieta figurował w dokumentach ZUS.
Oddział wystąpił o pomoc do centrali w Warszawie. - Rzeczywiście, pojawił się problem techniczny. Nasi klienci klasyfikowani są m.in. według numeru PESEL. I jedna z cyfr tego numeru [dziesiąta - red.] określa płeć. Parzysta to kobieta, nieparzysta - mężczyzna. Pan, który się do nas zgłosił, miał cyfrę przyporządkowaną kobiecie. Oddział nie wiedział więc, co robić - przyznaje Przemysław Przybylski, rzecznik centrali ZUS.
Centrala problem rozwiązała. Wprowadzono "odpowiednie zmiany techniczne w systemie". Jakie? Tego rzecznik nie ujawnia. Ale obiecuje, że takich problemów już nie będzie. - Jesteśmy przygotowani na podobne wnioski. Ktoś, kto zgodnie z obowiązującymi procedurami prawnymi zmienił płeć, będzie przez nas traktowany zgodnie z tym, jaką płeć ma w chwili obecnej - dodaje Przybylski.
W Zakładzie nie ukrywają, że zyskać mogą zwłaszcza osoby, które były mężczyzną i stały się kobietą. Dlaczego? Bo pięć lat wcześniej będą mogły odejść na emeryturę. W Polsce wiek emerytalny dla kobiet to 60 lat, dla mężczyzn 65. W Europie ostatnio głośno było o Brytyjce Christine Timbrell, która wcześniej była Christopherem. Dwa miesiące temu wygrała w sądzie apelacyjnym sprawę o przyznanie emerytury od 60. roku życia, o pięć lat wcześniej, niż gdyby nadal była mężczyzną.
Wcześniej zarówno urząd podatkowy, resort pracy, jak i sąd pierwszej instancji mówiły za każdym razem nie. Brytyjskie prawo dawało bowiem transseksualistom pełne prawa emerytalne (przysługujące nowej płci), ale tylko, gdy rozwiedli się z żoną lub mężem, których poślubili jeszcze przed operacją.
- Odmówienie praw emerytalnych osobie transpłciowej byłoby uznawane również w Polsce za ewidentny przykład dyskryminacji ze względu na płeć - mówi Robert Biedroń z Kampanii przeciw Homofobii.
Czy można wyobrazić sobie, że ktoś w kraju zmienia płeć tylko po to, aby wcześniej pójść na emeryturę?
- A pan dałby sobie odciąć penisa, żeby wcześniej odejść na emeryturę? Jestem przekonany, że nie. Płci nie zmienia się jak sukienki czy spodni - tłumaczy Biedroń. Mówi, że zmiana płci to wieloletni proces, poprzedzony badaniami psychiatrycznymi i seksuologicznymi. Później droga sądowa. Osoba chcąca zmienić płeć musi wystąpić z pozwem. Tylko w ten sposób można zmienić wpis do aktu urodzenia. A to konieczne, aby dostać sądowe stwierdzenie zmiany płci.
Polska była jednym z pierwszych krajów, gdzie przeprowadzano takie operacje. Już w latach 60. władze pozwalały na korektę płci. Wtedy
Sąd Najwyższy stwierdził, że "przynależność do określonej płci jest dobrem osobistym i jako taka podlega ochronie".
Ministerstwo Sprawiedliwości nie ma danych, ile osób w Polsce zmieniło płeć. Ostrożne szacunki mówią o kilkudziesięciu osobach rocznie. Yga Kostrzewa ze stowarzyszenia Lambda Warszawa walczącego o prawa gejów i lesbijek nie ma wątpliwości, że z takimi przypadkami ZUS będzie się stykał coraz częściej. I dodaje, że osobom trans trzeba pomóc przez zmiany w prawie. Renta powinna im przysługiwać przez cały okres zmiany płci (operacja, kuracja hormonalna itd.).
- Ten proces trwa dwa-trzy lata. Koszt zabiegów jest astronomiczny - minimum 20 tys. zł. Osoba zmieniająca płeć płaci za to z własnej kieszeni. Pracę w tym czasie znaleźć jej trudno, a jeśli nawet jakąś ma, często jest z niej wyrzucana - przekonuje Kostrzewa.
Panu Andrzejowi ZUS przyznał rentę do listopada. O tym, czy będzie przedłużona, zdecydują kolejne badania.