http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Cameron podoba się Brytyjczykom

Jacek Pawlicki
2010-08-19, ostatnia aktualizacja 2010-08-18 18:17

Wicepremier Wielkiej Brytanii Nick Clegg (z lewej) i premier David Cameron
Wicepremier Wielkiej Brytanii Nick Clegg (z lewej) i premier David Cameron
Fot. Christopher Furlong AP

Po stu dniach sprawowania władzy Brytyjczycy chwalą premiera Davida Camerona, który chce zmienić kraj szybciej niż Margaret Thatcher. Ale najtrudniejsze sprawy są jeszcze przed pierwszym od 60 lat brytyjskim rządem koalicyjnym

David Cameron
Fot. BLAIR GABLE REUTERS
David Cameron
SERWISY
SONDAŻ
Jak Twoim zdaniem Brytyjczycy będą oceniali swój rząd po 500 dniach?

Niewiele się zmieni
Będą zachwyceni
Będą oceniali krytycznie
Nie interesuje mnie to

Wczoraj minęło sto dni rządów konserwatywno-liberalnego tandemu Davida Camerona i Nicka Clegga. Premier spędził tę rocznicę na wakacjach z rodziną w hiszpańskiej Rondzie. A media i opinia publiczna go chwalą.

57 proc. Brytyjczyków uważa, że Cameron sprawdził się jako premier, 52 proc. ufa, że podejmie właściwe decyzje. Zdaniem 46 proc. ankietowanych koalicja konserwatystów z Liberalnymi Demokratami dobrze rządzi, a 36 proc. ma odmienne zdanie. Takie są wyniki ogłoszonego wczoraj sondażu ośrodka ICM.

Tymczasem na początku maja, a więc tuż przed wyborami, mało kto uważał, że dwie tak różne partie jak torysi i Liberalni Demokraci mogą razem rządzić. Sceptycyzm był zrozumiały - przez ostatnie 60 lat Brytyjczycy znali tylko rządy jednopartyjne. Kiedy Cameron i Nick Clegg siedli do negocjacji eksperci uznali, że skończą się fiaskiem. A po ogłoszeniu umowy koalicyjnej wróżyli, że koalicja szybko się rozleci.

Pomylili się. "Financial Times" pisze, że sojusz Camerona z Cleggiem nazwany na początku złośliwie "koalicją Brokeback" (od tytułu filmu "Tajemnica Brokeback Mountain" o miłości dwóch gejów) staje się "koalicją na złamanie karku" (breakneck coalition) z racji tempa, w jakim chce zmieniać kraj.

- Koalicja pracuje bardzo dobrze. Jedyny konflikt, który ujrzał światło dzienne, to spór o finansowanie systemu obrony nuklearnej "Trident" między kierowanymi przez konserwatystów ministerstwem obrony a resortem finansów - mówi "Gazecie" politolog Anthony King z Uniwersytetu Essex.

King przyznaje, że uderzyło go tempo, z jakim rząd wziął się do reform w szkolnictwie, służbie zdrowia, systemie opieki socjalnej. Sądzi on, że Cameron chce iść szybciej niż Żelazna Dama. - Margaret Thatcher była zdeterminowana, aby przeprowadzić daleko idące reformy, ale działała wolniej. To, co się dziś kojarzy z jej rządami, czyli ostra dyscyplina monetarna, prywatyzacja, wzięcie w karby związków zawodowych, zajęło kilka lat - mówi Anthony King.

Jego zdaniem Cameron jest równie zdeterminowany jak Thatcher, ale działa znacznie szybciej i znacznie więcej ryzykuje. Premier to wie. - To, czego się nauczyłem nie tylko od Margaret Thatcher, ale i od Partii Pracy, to zasada: musisz działać szybko - pisze we wstępniaku napisanym dla bulwarówki "The Sun" czytanej przez miliony ludzi.

Praktycznie wszystkie najważniejsze reformy zostały ogłoszone w ciągu pierwszych stu dni. Pod koniec maja było jasne, że rząd, który odziedziczył rekordowy, szacowany na 155 mld funtów deficyt budżetowy nie zawaha się przed ostrymi cięciami wydatków i odbieraniem przywilejów socjalnych. Projekt budżetu zakłada oszczędności - sięgające miliardów funtów cięcia i podwyżkę VAT z 18 do 20 proc.

Cameron obiecuje, że cięcia dotkną wszystkich, ale i wszyscy na tym skorzystają. Obywateli zaprosił do współrządzenia państwem niezwykle scentralizowanym przez 13 lat rządów Partii Pracy. Kluczowy dla konserwatystów plan "Wielkie społeczeństwo" zakłada, że lokalne społeczności i organizacje charytatywne mogą rządzić lepiej niż urzędnicy z administracji rządowej.

Decentralizacja ma dotknąć nie tylko samorządy, ale i szkolnictwo. Rząd mówi o tworzeniu tzw. wolnych szkół, czyli placówek zakładanych przez nauczycieli czy stowarzyszenia rodziców, a finansowanych z publicznych pieniędzy. Zmiany czeka system penitencjarny - drobni przestępcy zamiast iść siedzieć w przepełnionych więzieniach, mają pracować na rzecz gminy.

W ciągu pięciu lat ma się odbyć referendum w sprawie systemu wyborczego. Jeśli Brytyjczycy się zgodzą, rozpocznie się odchodzenie od systemu większościowego z jednomandatowymi okręgami wyborczymi. Oznacza to, że system, w którym na zmianę rządzą dwie partie - konserwatyści i laburzyści - zostanie zastąpiony przez rządy koalicyjne. Tak jak to się dzieje w większości państw europejskich.

Cameron zmienia też politykę zagraniczną. Nie fetyszyzuje strategicznego partnerstwa z USA, zapowiada wyjście z Afganistanu w 2015 roku (co bardzo się podoba Brytyjczykom). Nie wahał się prosić w Indiach, dawnej perle w brytyjskiej koronie, o hinduskie inwestycje.

Mówi to, co myśli, łamiąc dyplomatyczne konwenanse, i czasami popełnia okropne gafy. Właśnie w Indiach naraził się na krytykę, zwłaszcza Islamabadu, gdy stwierdził, że Pakistan odpowiada za szerzenie się terroru.

Eksperci są zgodni, że najgorsze jeszcze przed rządem. Jesienią mają być ogłoszone cięcia w administracji, w przyszłym roku wzrośnie VAT. Pojawią się zapewne tarcia w koalicji, gdyż liberałowie, których poparcie spadło z 20 do 11 proc., domagają się prawa weta wobec decyzji zapadających w łonie rządu.

- Nikt nie potrafi przewidzieć, czy koalicja przetrwa do wyborów w 2015 roku. Ale na pewno liberałom będzie trudno się wycofać - mówi prof. King.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 12 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':