http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

"Nie" dla pomnikowej szmiry

Dariusz Bartoszewicz
2010-08-18, ostatnia aktualizacja 2010-08-18 14:36

Warszawa. Grupa tzw. obrońców krzyża gromadząca się - po usunięciu ich sprzed Pałacu Prezydenckiego - pod siedzibą Ministerstwa Kultury (naprzeciwko Pałacu Prezydenckiego) zaprezentowała dziś projekt pomnika ofiar katastrofy samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem. ''Obelisk wierności ojczyzny'' ma mieć 8 metrów wysokości. Przedstawia 96 dłoni wychodzących z ziemi w ruchu spiralnym w kierunku nieba. Według zamysłu autorów i pomysłodawców miałby stanąć przed Pałacem Prezydenckim
Warszawa. Grupa tzw. obrońców krzyża gromadząca się - po usunięciu ich sprzed Pałacu Prezydenckiego - pod siedzibą Ministerstwa Kultury (naprzeciwko Pałacu Prezydenckiego) zaprezentowała dziś projekt pomnika ofiar katastrofy samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem. ''Obelisk wierności ojczyzny'' ma mieć 8 metrów wysokości. Przedstawia 96 dłoni wychodzących z ziemi w ruchu spiralnym w kierunku nieba. Według zamysłu autorów i pomysłodawców miałby stanąć przed Pałacem Prezydenckim
Fot. Gazeta.pl

Jeśli idei upamiętnienia wszystkich ofiar katastrofy smoleńskiej w Warszawie nie przejmie władza, nie ogłosi konkursu i nie powierzy wyboru projektu profesjonalnemu jury, grozi nam zalew kiczu i pomnikowa czkawka

W wyniku długotrwałej wojny pozycyjnej władzy udało się odizolować krzyż od grupki jego "obrońców". Można się spodziewać, że sponiewierany znak chrześcijan znajdzie w końcu schronienie w świątyni. Na polu "bitwy o krzyż" przy Krakowskim Przedmieściu zostanie tylko bruk szczerniały od świec (do czyszczenia) oraz tablica wmurowana w skrzydło Pałacu Prezydenckiego.

Jeśli władze świeckie i duchowne sądzą, że po ekspresowym zawieszeniu tablicy problem zniknie, są w błędzie. On wróci jak bumerang, nie wiadomo, kiedy i w kogo uderzy.

Dlatego pora postawić pytanie: Czy nie należy rozpisać konkursu architektoniczno-rzeźbiarskiego na upamiętnienie wszystkich ofiar katastrofy smoleńskiej w jednym miejscu nieopodal Pałacu?

To powinna być inicjatywa PO, a nie PiS. Opozycja działa bowiem tak, jakby chciała zamienić Pałac Prezydencki w mauzoleum Lecha Kaczyńskiego, a przed gmachem ustawić jego pomnik. Wtedy głowa państwa wyłoniona w demokratycznych wyborach musiałaby się ewakuować do Belwederu, a konny monument księcia Józefa Poniatowskiego, wybitnego duńskiego rzeźbiarza Bertela Thorvaldsena, po raz czwarty w historii wyruszyłby w tułaczkę po mieście. Ks. Poniatowski stał już bowiem na pl. Saskim (dziś Piłsudskiego) i przed Pomarańczarnią w Łazienkach Królewskich.

Kiedy wracałem z młodzieżowego i prześmiewczego happeningu "Akcja krzyż", w środku nocy zadzwonił do mnie Jakub Wacławek, szef oddziału warszawskiego Stowarzyszenia Architektów Polskich. - Oglądam telewizję i czuję się nieswojo. To chyba pierwszy w Polsce tak wielki protest przeciw krzyżowi. Emocje są tak wielkie po jednej i drugiej stronie, że bez upamiętnienia tej tragedii chyba się nie obejdzie - mówił.

Od tego czasu zapadła jednak grobowa cisza. Mam wrażenie, że wszyscy idziemy na łatwiznę i wybieramy nicnierobienie. Zamiast zmierzyć się z problemem, próbujemy go przeczekać w nadziei, że znów jakoś to będzie, a czas zagoi rany. Tak się nie stanie. Politycy PiS zadbają o to, by rany były rozdrapywane na każdą miesięcznicę katastrofy.

Monument na stołecznych Powązkach Wojskowych za ok. 2,5 mln zł projektu Marka Moderaua, o którym mówił wczoraj w rozmowie z "Gazetą Stołeczną" Józef Jóźwiak, wicedyrektor gabinetu prezydent Warszawy, sprawy nie zakończy. Tam spoczęły szczątki 28 ofiar z 96. Trumny większości z nich rozjechały się po całym kraju, para prezydencka trafiła na Wawel, taka była wola rodzin. Pamięć już uległa rozproszeniu, a zdarzenie domaga się znaku w jednym miejscu - wspólnego dla wszystkich.

Gdzie taki pomnik 96 ofiar katastrofy mógłby stanąć? Miejsce powinny wskazać władze - jeśli odważą się na zorganizowanie konkursu. Za optymalną lokalizację uważam wskazany już przez artystkę Grażynę Bartnik skwer między hotelem Bristol (ul. Karową), ślepym murem klasztoru Sióstr Wizytek i ich kościołem. Zieleń i drzewa stanowią idealne tło dla wszelkiego rodzaju upamiętnień, tworzą też bufor od ruchliwego Krakowskiego Przedmieścia.

Trudno o bardziej godne miejsce w mieście niż to przedłużenie Osi Saskiej. Na jej linii stoją Grób Nieznanego Żołnierza, opodal papieski krzyż upamiętniający pierwszą wielką mszę św. odprawioną przez Jana Pawła II, jest też figura marszałka Józefa Piłsudskiego na cokole, a Pałac Prezydencki minutę drogi stąd.

Taki kontekst musi zadowolić najbardziej wybrednych, największych patriotów, żarliwych katolików, a także niewierzących państwowców, z sercem po lewej, nie po prawej stronie.

Marzy mi się upamiętnienie uniwersalne, niefiguratywne, pozbawione nachalnej symboliki - bez orłów, koron cierniowych, drutów kolczastych, kajdan, węzłów, rozłupanych serc, pogruchotanych krzyży do cna zbanalizowanych na tylu koszmarnych pomnikach święconych od dwóch dekad od Bałtyku po Tatry.

Na Zachodzie wiedzą, że wobec katastrof i dramatów pochłaniających wiele ofiar oszczędność środków wyrazu, asceza są bardziej na miejscu niż kakofonia form. Po katastrofie promu "Estonia" w 1994 r. (zginęły aż 852 osoby) konkurs zorganizowany przez władze Sztokholmu wygrał polski artysta Mirosław Bałka. Przy cmentarzu powstał mur o kształcie rozerwanego trójkąta, po jego wewnętrznej stronie - nazwiska wszystkich, którzy spoczęli na dnie Bałtyku, w środku rośnie drzewo. Takie piękne, współczesne pomniki przypomina w swoim najnowszym numerze "Newsweek Polska" w tekście "Sztuka upamiętniania. Czym się różni dobry pomnik od złego?".

Tylko znakomity obiekt, monument może powstać przy Trakcie Królewskim, oprócz niego na skwerze przy Wizytkach jest miejsce i na znicze, i na wieńce, a nawet na warty przy polowym krzyżu, które nie dezorganizowałyby normalnej pracy w Pałacu Prezydenckim.

A że niedaleko, już blisko Krakowskiego Przedmieścia stoi Bolesław Prus z brązu? Cóż, najwybitniejszy kronikarz Warszawy niejedno już widział. Jego obecność może też działać tonizująco na zbyt rozbuchane pomnikowe zapędy. Jak przypomniał "Sztandar Młodych" w 1967 r. (dziesięć lat przed odsłonięciem pomnika pisarza): "B. Prus był wrogiem wznoszenia pomników. Ludzie umieją cenić zasługi - pisał - na nieszczęście jednak więcej zajmują się pomnikami dla umarłych niż kęsem chleba dla dogorywających. Pomniki mają sens jako sposób zapełnienia pustych miejsc, na których nie mieści się kamienica, natomiast mieści się kilka drzew i posąg. A ponieważ głosił, że pokora tym się różni od innych cnót, że się jej nie stawia pomników, więc pewnie nie przewidywał pomnika dla siebie".

Stało się inaczej. W przypadku katastrofy smoleńskiej też powinno stać się inaczej, bo usunięcie krzyża i wmurowanie tablicy na Pałacu Prezydenckim to nie koniec problemu. O czym się wkrótce wszyscy przekonamy.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 50 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    44 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':