Bank Światowy szacuje rosyjską korupcję na 100 mld dol. rocznie, co odpowiada 48 proc.
PKB. Podobne oceny przedstawia rosyjski oddział Transparency International. Wczoraj swój raport ogłosiło moskiewskie Stowarzyszenie Adwokatów na rzecz Praw Człowieka badające korupcję głównie w wymiarze sprawiedliwości.
Według Adwokatów funkcjonariusz drogówki musi dać 50 tys. dol. łapówki za przyjęcie do pracy. Pomocnik prokuratora rejonowego - 10 tys. dol. Ale te wydatki szybko się zwracają. - W tym roku było 17 kandydatów na jedno miejsce w szkołach milicyjnych i innych uczelniach związanych z wymiarem sprawiedliwości - mówi "Gazecie" autor raportu i znany moskiewski adwokat Jewgienij Archipow. - Nie dlatego, że milicjant, prokurator czy sędzia to zawody prestiżowe czy dobrze płatne, tylko dlatego, że gwarantują stabilny dochód z łapówek.
Pensja milicjanta w drogówce to odpowiednik 300-400 dol. Z łapówek może on mieć nawet 5 tys. dol. miesięcznie. Na dochody rzędu 20 tys. dol. miesięcznie mogą liczyć funkcjonariusze służb zwalczających przestępczość zorganizowaną i gospodarczą. Na samym dole drabiny łapówkowej są zwykli stójkowi - mogą liczyć na 1 tys. dol. od nielegalnych ulicznych handlarzy i roznosicieli reklam.
Skorumpowane są sądy, zwłaszcza na Kaukazie, a także wyższe uczelnie, gdzie studenci płacą i za miejsce, i za zdanie egzaminu. - Władze łapią płotki, ale najwięksi łapówkarze są bezkarni - mówi Archipow.
Dwa lata temu Adwokaci uruchomili w Moskwie antykorupcyjną gorącą linię Czyste Ręce. W ciągu ostatniego roku zgłosiło się 7 tys. osób, głównie biznesmenów, ale także uczciwych stróżów porządku. Na podstawie ich relacji powstał raport.
Aleksandra Biełowiecka, która przez dziesięć lat była sekretarka sądu w dagestańskim Kizlarze, napisała, że tamtejsi sędziowie biorą za korzystny wyrok od 1,5 do 30 tys. dol. w zależności od wagi sprawy. Podała nazwiska oraz sprawy. Ale władze nie wszczęły śledztwa po jej doniesieniu. - W 99 proc. obywatele skarżący się na korupcję w wymiarze sprawiedliwości dostają odpowiedź, że sądy są niezawisłe i nie można wpływać na ich decyzje - mówi Archipow.
Jego zdaniem może coś zmienić tylko wielka czystka w wymiarze sprawiedliwości oraz kary także dla wręczających łapówki, bo dziś są one akceptowane społecznie.
Nikogo nie dziwi, że urzędnicy mają wille,
samochody,
jachty i spędzają wakacje za granicą, choć ich oficjalnie zarobki nie pozwalają na takie ekstrawagancje. Mało kto przejmuje się deklaracjami majątkowymi, które teoretycznie powinni wypełniać wyżsi urzędnicy wszystkich instytucji państwowych.
- Jedyny plus jest taki, że korupcja powoli przestaje być tematem tabu - mówi Archipow.
Rok temu Adwokaci musieli zaprezentować swój doroczny raport w Kijowie, bo w Moskwie nikt im nie wynajął sali. - W tym roku jest lepiej, bo mogliśmy ogłosić go w Moskwie - mówi Archipow. - A prokremlowska partia Jedna
Rosja umieściła nawet raport na swojej stronie internetowej. Dostaję sygnały od deputowanych, urzędników z rządu i gubernatorów, że robię dobrą robotę.
Jego zdaniem, żeby walczyć z korupcją, trzeba zacząć od zdemokratyzowania systemu politycznego, wprowadzić więcej jawności i dyskusji o instytucjach publicznych. - Dwa lata temu mówiliśmy o konieczności przekształcenia milicji w policję. Niedawno prezydent Miedwiediew ogłosił projekt ustawy w tej sprawie i wszczął dyskusję. Ale oczywiście nie chodzi o zmienienie fasady, tylko o prawdziwą reformę.
Według niektórych ekspertów walka z korupcją jest beznadziejna. - Jest ona wpisana w działanie Rosji od prawie 500 lat - mówi socjolog prof. Igor Klamkin, autor książki "Rosja cienia". - Kiedyś urzędnicy nie dostawali pensji od cara, ale przyzwolenie na branie haraczu od obywateli za załatwianie spraw.
Wielu Rosjan uważa, że łapówka to najlepszy sposób, by coś załatwić sprawnie i szybko. - Dopóki nie zmienimy mentalności, nie ma co marzyć o wykorzenieniu korupcji - przyznaje Giennadij Archipow.