Zamachowiec wmieszał się w tłum ludzi czekających przed centrum rekrutacyjnym irackiej armii, położonym w ruchliwej dzielnicy Bagdadu, tuz przy dworcu autobusowym. Wówczas zdetonował ukryty pod ubraniem ładunek. Na miejscu zginęło co najmniej 60 osób, liczba rannych przekroczyła setkę. Korespondent BBC opisuje, że w okolicy leżą pourywane ludzkie kończyny. Władze o zamach obwiniają al-Kaidę, ale organizacja jeszcze nie przyznała się do niego.
Cel ataku wybrano nieprzypadkowo. Iracka armia tylko w bagdadzkim centrum rekrutacyjnym wciela w swoje szeregi 250 osób tygodniowo. W ten sposób władze chcą wzmocnić siły bezpieczeństwa przed zaplanowanym na koniec sierpnia zakończeniem operacji bojowych w Iraku. Zgodnie z planem Baracka Obamy Amerykanie chcą do końca 2011 r. całkowicie wycofać się z tego kraju. Terroryści zaś usiłują udowodnić, że Irakijczycy bez amerykańskiej pomocy nie będą w stanie utrzymać w kraju spokoju. W lipcu według irackich statystyk w kraju w zamachach zginęło ponad 500 osób. Irakijczycy głośno domagają się więc, by amerykański odwrót wstrzymać.
Amerykanie jednak dane te podważają i twierdząc, że sytuacja jest pod kontrolą nie chcą słyszeć o zmianie planów.
Źródło: Gazeta Wyborcza