W grudniu "Super Express" opublikował nagrane przez szantażystów taśmy, na których widać senatora przebranego w sukienkę, prawdopodobnie odurzonego, według prokuratury - kokainą. Piesiewicz przyjmowaniu kokainy publicznie zaprzeczał. W dzisiejszym "Super Expressie" opowiada o próbie powrotu do normalnego życia po szoku, jaki przeżył on i jego rodzina. Mówi, że długo chorował, mocno wsparła go była żona. Opowiada o szoku, jaki przeżyły jego dzieci, kiedy dowiedziały się o sprawie. I o śmierci brata, do której doszło przed miesiącem.
- Staram się wrócić do normalnego życia, choć ciągle nie mogę pogodzić się z tym, co mi się przydarzyło i w co dałem się wmanipulować - mówi. Opowiada o wsparciu, jakiego doznaje ze strony innych ludzi: - Nie wstydzę się. Nie unikam ludzi. Normalnie robię zakupy. Normalnie spaceruję. Obcy ludzie nie odnoszą się do mnie z pogardą i nie wytykają palcami. Wręcz przeciwnie. Starają się mnie wesprzeć.
Nie chce powiedzieć, czy chce zostać w polityce: - Pomyślę o przyszłości po zakończeniu sprawy, która właśnie toczy się w sądzie - mówi. I dalej: - Nie przestaję się zastanawiać, kim są ludzie, którzy mi to zrobili. Czy byłem z góry określonym celem czy też przypadkową ofiarą. Niektóre źródła podają, że jeden z mężczyzn uwikłanych w szantaż związany był z
WSI. Nie jest tajemnicą, czym się zajmowałem w stanie wojennym ani co przytrafiło się mojej mamie - dodaje [Piesiewicz bronił działaczy Solidarności, był oskarżycielem posiłkowym w procesie zabójców ks. Popiełuszki, jego matka w 1989 r. została zamordowana. Jej ciało skrępowano tak jak skrępowano Jerzego Popiełuszkę.]
W rozmowie senator mówi, że chce dokończyć kilka scenariuszy filmowych, nad którymi pracował, później zająć się teatrem: - Teatr bowiem pozwala na ukazanie o wiele większej ilości emocji oraz absurdów, które dotykają ludzkiego życia - mówi. Zapowiada też napisanie książki - o ludziach, których spotkał jako scenarzysta: wielkich reżyserach, aktorach, artystach.