http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Internet przereklamowany

Wojciech Orliński
2010-08-21, ostatnia aktualizacja 2010-08-25 12:54

Wojciech Orliński
Wojciech Orliński
Fot. Marcin Klaban / AG

czyli o wyższości "fejsa" nad "wykopem"

Internet
Internet
Łakomym kąskiem dla obserwatora cyberkultury były dwie manifestacje zwołane spontanicznie przez internautów. Jedną z nich zwołali uczestniczy serwisu Wykop.pl, bardzo w polskim internecie wpływowego, bo jego idea polega na tym, że internauci sami sobie polecają najciekawsze sieciowe "wykopaliska". Jest to więc próba wcielenia w życie ideału "mediów obywatelskich", w których obywatele obywatelom sami przekazują informacje z pominięciem centralnej rozdzielni, której funkcję od lat pełnią media tradycyjne.

Podwyżka podatku VAT rozzłościła wykopowiczów, wśród których dominują poglądy konserwatywno-liberalne (gdyby wybory prezydenckie odbywały się tylko na Wykopie, bylibyśmy świeżo po wysłuchaniu orędzia Janusza Korwin-Mikkego). Zapowiedzieli protest pod Sejmem. Apel "wykopało" 10 610 użytkowników.

Przyszło... siedem osób. Inni internauci ze śmiechem przesyłali sobie inne "wykopalisko", zdjęcie szóstki melancholijnych młodych ludzi. Sądząc z wieku, pozostających jeszcze na garnuszku mamusi, a więc - jak większość zwolenników Janusza Korwin-Mikkego - słabo świadomych tego, jak działa budżet gospodarstwa domowego, nie mówiąc już o budżecie państwa. Dlaczego szóstki? Bo siódmy, niejaki Danjou, robi zdjęcie.

Demonstracja wykopowiczów dobrze ilustruje to, co wielu z nas czuje przez skórę: ten cały internet jest po prostu przereklamowany. Wielu ludzi zakłada blog lub konto w serwisie społecznościowym z nadzieją, że czyni to z nich "dziennikarzy obywatelskich", demaskujących afery i inicjujących wielkie ruchy polityczne. A tak naprawdę sławę zdobywają tylko ci, których wylansują tradycyjne media. Blogi Janusza Palikota czy Marka Migalskiego są znane, bo ciągle cytują je duże komercyjne portale albo prasa papierowa.

W tym samym czasie blogi takich (byłych) polityków jak Leszek Miller czy Wojciech Wierzejski pozostają bez echa, bo tradycyjne media się nimi nie interesują. Ludzi, którzy uwierzyli w slogan o "mediach obywatelskich" tworzących w internecie jakąś trzecią siłę, przeważnie spotyka rozczarowanie.

W ogłaszaniu petycji i odezw do narodu szczególnie lubują się blogerzy prawicowi. Andrzej Tadeusz Kijowski, niegdysiejszy prawicowy dziennikarz telewizyjny, ogłosił niedawno w swoim blogu apel w obronie szefa CBA Mariusza Kamińskiego. Zebrał 2556 podpisów. Niezrażony tym ogłosił, że każdy z nich reprezentuje tysiąc osób, a więc Kamińskiego chcą bronić "miliony".

Te petycje przeważnie nic nie przynoszą albo przynoszą działania pozorne, jak usunięcie krakowskiej reklamy "Zimnego Lecha" w związku z zakończeniem okresu wynajmu (za swój blogerski sukces uważa to dr Marek Migalski).

Zobaczyliśmy jednak inny apel, który zmaterializował się ogromnym happeningiem wieczorem na Krakowskim Przedmieściu - akcję "Krzyż" zwołaną na Facebooku przez jedną osobę, Dominika Tarasa. 22-latek w ciągu jednego wieczoru stał się liderem tych, którym nie odpowiada przekształcanie knajpianego deptaka w świątynię kultu Lecha Kaczyńskiego.

No dobrze, ale Taras swój niewątpliwy sukces też w dużej mierze zawdzięcza jednak temu, że jego akcję natychmiast dostrzegły i podchwyciły media tradycyjne. Dziennikarze lubią Facebooka, bo polityka zwalczania anonimowości przez administrację tego serwisu choć częściowo eliminuje ataki chamskimi wyzwiskami pod adresem osób znanych tylko z gazety lub ekranu TV.

Zatem: co się dzieje na "fejsie", to przeważnie szybko trafia do "centralnej rozdzielni" - w roli której nadal występują tradycyjne media, decydujące o tym, jakie oddolne akcje nagłaśniają, a jakich nie. Fiasko jednej manifestacji i sukces drugiej pokazują więc, że choć internet rzeczywiście może służyć obywatelskiej oddolnej organizacji - to jednak ciągle karty rozdają media tradycyjne. Kto w internecie umie się dosiąść do ich stolika i grać razem z nimi, ten wygrywa, jak Facebook. Kto próbuje ustawić własny stolik i zacząć nową grę, ten sam się staje internetowym "wykopaliskiem", jak szóstka smutnych młodych ludzi na zdjęciu niewiele weselszego Danjou.

Źródło: Duży Format
  • 15 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    93 głosy

Kto się wstydzi krzyża?

Pewnej nocy ktoś wywiercił dziury i przykręcił krzyże katolickie. A kolejnej ktoś ukradł krzyż prawosławny... Matka sołtysa wpada do izby i krzyczy: - LEPIEJ NIC IM NIE GADAĆ!

Dlaczego wierzę. Do Krzysztofa Vargi

Napisał pan, że wiara jest deską ratunku, ale nabitą gwoździami. Tak, można się na drodze wiary mocno poranić. Ale my, chrześcijanie, wierzymy, że u kresu tej drogi będzie na nas czekać coś wspaniałego