Z długów służby zdrowia żyje w Polsce kilkanaście firm. Liczą się trzy: giełdowe spółki Magellan i M.W. Trade oraz Electus należący do Domu Maklerskiego IDM SA. Wszystkie zaczynały od handlu długami szpitali. Teraz same pożyczają im pieniądze. I świetnie na tym zarabiają.
Magellan, który startował w 1998 r. z kapitałem 4 tys. zł, dzisiaj notowany jest na warszawskiej giełdzie, a jego wartość sięga 240 mln zł. Tylko w ubiegłym roku zarobił 18,3 mln zł. Po minionym półroczu miał już 10,7 mln zł czystego zysku.
Jeszcze lepiej idzie Electusowi, który zaczynał dwa lata po Magellanie. W tamtym roku zarobił ponad 21 mln zł. Najmniejszy z tej trójki - M.W. Trade - mógł się pochwalić 3 mln zł zysku, to aż dwukrotnie więcej niż rok wcześniej.
- Te firmy żerują na szpitalach -mówi dr Adam Kozierkiewicz, ekspert ochrony zdrowia. Jego zdaniem nikt tak dobrze jak one nie zna mechanizmów rządzących państwową służbą zdrowia. Wiedzę zdobyły dzięki bardzo dobrym kontaktom z politykami i urzędnikami Ministerstwa Zdrowia. Np. pierwszy właściciel Magellana należał do AWS i blisko współpracował z obecnym ministrem sprawiedliwości Krzysztofem Kwiatkowskim.
Mechanizm jest prosty: firma pożycza lecznicy pieniądze na spłatę długów. Ryzyko żadne, bo prędzej czy później rachunek i tak zapłaci państwo. Zarabia się na odsetkach sięgających nawet kilkunastu procent rocznie. Banki, kiedy jeszcze pożyczały, brały najwyżej kilka procent. Najlepszy interes robią jednak dopiero wtedy, gdy szpital przestaje spłacać raty w terminie. Wówczas dochodzą karne odsetki i opłaty za tzw. doradztwo. Zadłużenie rośnie lawinowo.
Tak było w przypadku szpitala w Pabianicach - pożyczka od firmy Electus doprowadziła go na skraj bankructwa. Z pożyczonych 15 mln zł na spłatę długów zrobiło się dwa razy więcej. Szpital w Wołominie wziął od Magellana 3,5 mln zł. Zadłużony na 43 mln zł szpital w Biłgoraju pożyczył od tej samej firmy 2,5 mln zł.
Dlaczego dyrektorzy szpitali godzą się na lichwiarskie pożyczki? - Kiedy placówka zaczyna mieć nóż na gardle, na gwałt szuka pieniędzy - mówi Marek Balicki, były minister zdrowia i dyrektor szpitala w Warszawie. Banki nie chcą dawać pieniędzy zadłużonym lecznicom. - Za duże ryzyko - tłumaczą bankowcy.
Kiedy pojawia się ktoś gotowy wyłożyć pieniądze, dyrektorzy niewiele się zastanawiają. - "Stop" powinien powiedzieć właściciel szpitala, czyli samorząd - mówi Balicki.
Będzie jeszcze gorzej, bo długi szpitali rosną.
Ministerstwo Zdrowia szacuje je na prawie 10 mld zł. Tylko w pierwszych trzech miesiącach tego roku zadłużenie wzrosło o 220 mln zł. Same przeterminowane długi (czyli te grożące wejściem komornika na szpitalne konta) sięgają 2,4 mld zł.
Dlaczego długi rosną? Szpitale, kiedy kończą się pieniądze z kontraktów, muszą działać dalej. Kupować leki, narzędzia, płacić za prąd, gaz, ciepło. Szanse na szerszy strumień środków z
NFZ są niewielkie. - A przyszły rok może być jeszcze gorszy - ostrzega dr Kozierkiewicz.
Szpitalom niewiele pomoże to, że od stycznia komornik może zająć miesięcznie jedynie do 25 proc. miesięcznych wpływów szpitala z NFZ. - To tylko zwiększy koszty szpitali, bo ich dostawcy, wiedząc, że mogą szybko nie odzyskać pieniędzy, będą dyktowali wyższe ceny. A to jeszcze zwiększy zadłużenie - mówi dr Kozierkiewicz.
Rzecznik Ministerstwa Zdrowia jest na urlopie. Nie umiał wczoraj powiedzieć, czy w przygotowywanym pakiecie ustaw zdrowotnych znajdą się zapisy regulujące pożyczanie pieniędzy szpitalom. -Tylko komercjalizacja szpitali może nas uratować przed dalszym zadłużaniem - twierdzi dr Kozierkiewicz.