http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zmarli uczą anatomii

Anna Twardowska, Bydgoszcz
2010-08-16, ostatnia aktualizacja 2010-08-15 19:25

Niemal nad wszystkimi drzwiami laboratoriów anatomicznych na świecie jest napis ''Umarli uczą żywych'' (''Mortui vivos docent''). Na zdjęciu: zajęcia z anatomii na Śląskim Uniwersytecie Medycznym
Niemal nad wszystkimi drzwiami laboratoriów anatomicznych na świecie jest napis ''Umarli uczą żywych'' (''Mortui vivos docent''). Na zdjęciu: zajęcia z anatomii na Śląskim Uniwersytecie Medycznym
FOT. ANNA LEWANSKA/AG

Studenci medycyny poznają na zwłokach budowę ciała, lekarze ćwiczą trudne zabiegi. Dlatego uczelnie medyczne namawiają do zapisania im w testamencie swojego ciała. Każdego roku decyduje się na to przynajmniej kilkadziesiąt osób

ZOBACZ TAKŻE
Paweł Wierzchowski, skończył piąty rok specjalizacji w klinice chirurgii ogólnej i endokrynologicznej Szpitala Uniwersyteckiego nr 1 w Bydgoszczy. Doskonale pamięta pierwsze zajęcia, na których pracował z ludzkim ciałem. Miał wtedy 19 lat. - Poczułem zapach formaliny - opowiada. - Preparaty z daleka nie wyglądały jak ludzkie ciało, konserwacja zmienia ich kolor, przypominały kawałek drewna. Jednak wszyscy wiedzieliśmy, że za każdym z nich, kryje się historia jakiegoś człowieka.

Na większości uczelni medycznych w Polsce studenci mają zajęcia z anatomii tylko na pierwszym roku. Ale wtedy ten przedmiot zajmuje niemal 70 proc. programu nauczania. - Mieliśmy bloki tematyczne, na których sukcesywnie poznawaliśmy całe ciało. Pracowaliśmy w kilkuosobowych grupach na spreparowanych fragmentach zwłok - wspomina Wierzchowski.

Był to okres, kiedy ciał uczelniom brakowało, więc preparaty, na których uczyli się studenci były mocno zniszczone. Gdy Wierzchowski po studiach zdecydował się na specjalizację z chirurgii, nie miał szansy ćwiczyć na ludzkim ciele.

- Szycia uczyłem się na gąbkach, materacach i świńskich nóżkach kupowanych w sklepie mięsnym - mówi.

Dziś sytuacja nieco się poprawiła, bo coraz więcej uczelni medycznych organizuje program świadomej donacji. Osiem lat temu na Śląskim Uniwersytecie Medycznym zainicjował go prof. Jerzy Gielecki, który teraz jest szefem katedry anatomii na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie. - Świadoma donacja to wielki altruizm. Pierwszym naszym darczyńcą był mężczyzna. Całe życie marzył, by być lekarzem, ale mdlał na widok krwi. Został inżynierem. Chciał jednak coś zrobić dla medycyny, więc zdecydował się przekazać swoje ciało nauce - mówi prof. Gielecki.

Osoba, która chce oddać ciało uczelni, spisuje akt przekazania zwłok i potwierdza go notarialnie. ŚUM ma już 600 takich deklaracji. Do Collegium Medicum UMK w Bydgoszczy co roku wpływa od 30 do 40 takich testamentów.

W jaki sposób ludzie dowiadują się o programie? - Korzystamy z każdej możliwości. Informacja jest na stronie internetowej katedry. Mam także zaprzyjaźnionych duszpasterzy akademickich, którzy na nabożeństwach opowiadają o świadomej donacji - odpowiada Grzegorz Bajor, kierownik katedry i zakładu anatomii prawidłowej w ŚUM.

Gdy o programie napisał katolicki tygodnik "Gość Niedzielny", do katedry anatomii w Olsztynie zgłosiło się kilkanaście osób.

Wielu darczyńców, to osoby starsze. Decydują się na przekazanie ciała np. po leczeniu w szpitalu. - Tłumaczą, że lekarz był taki zaangażowany, więc warto, aby mógł się dokształcać i być jeszcze lepszym specjalistą - mówi Bajor.

Akty notarialne spisują też jednak 30-latkowie. Lekarze zaznaczają, że życzą im dużo lat w dobrym zdrowiu. Ale też podkreślają, że właśnie takie decyzje są oznaką rosnącej świadomości społecznej.

Uniwersytet Medyczny w Poznaniu od dwóch lat prowadzi program świadomej donacji. - Wcześniej brakowało nam ciał. Teraz przynajmniej raz na dwa miesiące dostajemy zwłoki - informuje Marek Ruchała, rzecznik UM w Poznaniu.

Bydgoska uczelnia w tym roku dostała trzy nowe ciała. - To bardzo dużo. Ale i potrzeb jest coraz więcej. Na zwłokach uczą się nie tylko studenci, ćwiczą na nich także lekarze - mówi Michał Szpinda, szef katedry i zakładu anatomii prawidłowej CM UMK w Bydgoszczy.

W Olsztynie specjaliści z całej Polski ćwiczyli na zwłokach nowe techniki operacji kręgosłupa. - Coraz więcej firm produkujących np. protezy wymaga, aby lekarze najpierw praktykowali ich użycie na zwłokach - tłumaczy prof. Gielecki.

Na ludzkim ciele można pracować maksymalnie dwa-trzy lata. Po tym czasie wszystkie spreparowane fragmenty są kompletowane i poddane kremacji, a uczelnia organizuje uroczysty pochówek. Uczestniczą w nim studenci, wykładowcy i rodzina zmarłego. Prof. Gielecki: - W Olsztynie nasi donatorzy spoczną obok zmarłych profesorów uczelni. Chcemy ich w ten sposób uhonorować.

Dopiero podczas uroczystości pogrzebowych studenci mają możliwość poznania rodziny osoby, na zwłokach której uczyli się anatomii. - Podczas zajęć nie informujemy, kim był zmarły. Dane darczyńców są objęte tajemnicą - dodaje Szpinda.

- Najlepszy atlas anatomiczny, ani najpiękniejszy preparat nie zastąpią studentom ludzkiej tkanki - mówi Bajor. Dlatego niemal nad wszystkimi drzwiami laboratoriów anatomicznych na świecie jest napis "Umarli uczą żywych".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    34 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':