Kilka dni temu opublikowaliśmy subiektywny przegląd najdziwniejszych prowizji bankowych. Pisaliśmy o tym, że za przelanie za granicę 100 euro bank potrafi wziąć 110 zł prowizji, że zaświadczenie o spłacie kredytu bywa wyceniane na 200 zł, zaś jeśli bankomat się zepsuje i nie odda karty, to za jej zastrzeżenie bank może ukarać klienta. I kazać mu zapłacić np. 25 zł.
Poprosiliśmy Was o zgłaszanie innych pomysłów do naszego pocztu najdziwniejszych prowizji. Przesłaliście aż kilkadziesiąt nowych propozycji! Oto wybrane z nich.
Chcesz ulgę w podatku? Oddaj ją bankowi Pan Piotr potrzebował wziąć z banku kilkuzdaniowy kwitek-zaświadczenie o zapłaconych odsetkach od kredytu hipotecznego. Zaświadczenie jest potrzebne dla "skarbówki", by klient mógł odpisać sobie od podatku część rat kredytu hipotecznego (chodzi o starą, nie obowiązującą dla nowych kredytów ulgę odsetkową). Pan Piotr podreptał więc do oddziału banku
BOŚ, w którym dowiedział się, że zaświadczenie, owszem, z dziką rozkoszą mu wystawią, ale trzeba będzie zapłacić... okrągłą stówkę.
Te zaświadczenia dla "skarbówki" to chyba dla banków żyła złota, bo klienci donoszą, że horrendalne prowizje za jego wydanie biorą prawie wszystkie banki! Pan Paweł też korzysta z ulgi odsetkowej, tyle że kredyt wziął w PKO BP. - Na kartce papieru A4 była tabelka z nazwą miesiąca i kwotą odsetek (w sumie 12 rubryk). Zwykły wydruk z systemu informatycznego banku. Jego sporządzenie zajęło pracownikowi trzy minuty. I wszystko bez sensu. Okazało się, że zwrot podatku jest mniejszy, niż 50 zł, które musieliśmy zapłacić w banku za kwitek! - kończy pan Paweł.
Przelew jutro? Płać "postojowe"! Pan Jan ma konto w internetowym Volkswagen Banku. Za przelew z oferowanego przezeń Plus Konta ów bank życzy sobie i tak niemało - 2 zł prowizji. Ale - i tu prawdziwy kwiatek! - jeśli klient chciałby zlecić przelew z wyprzedzeniem i odroczyć jego wykonanie o kilka dni, zapłaci... dodatkowe 5 zł prowizji. - Sprytne, brać pieniądze za to, że klient nie chce wykonać przelewu dziś lecz jutro? - dziwi się pan Jan. W tę samą pułapkę wpadł zresztą pan Grzegorz, wytrawny finansista, członek zarządu jednego z banków. - Zleciłem przez telefon przelew późnym wieczorem, a telefonistka zaproponowała mi przesunięcie go na kolejny dzień. Następnego dnia dostałem informację, że za to, iż bank odroczył jego wykonanie prowizja wynosi 5 zł! - kipi z wściekłości pan Grzegorz.
Karta, skleroza i... najdroższe pieczywo świata Pan Rafał uraczył nas opowiadaniem o swoim krewnym, który dał się namówić na kartę kredytową Deutsche Banku. - Powiedzieli mu, że karta będzie darmowa, trzeba tylko ją aktywować i dokonać chociaż jednego zakupu. Poszedł więc do sklepu i kupił pieczywo za 20 zł - opowiada pan Rafał. Kwota była mała, więc krewny pana Rafała zapomniał, że trzeba oddać bankowi pieniądze.
Jakież było jego zdziwienie, kiedy w kolejnym miesiącu dostał z banku druczek, że ma zapłacić... 65 zł. W tym oczywiście 20 zł za zakup w sklepie, 40 zł opłaty za "administrowanie zaległościami w spłacie zadłużenia", 3,5 zł opłaty za pakiet "bezpieczna karta" oraz 1,5 zł za pakiet "assistance". - I tak z 20 zł zrobił się zakup za prawie 70 zł. Sam jest sobie winny. Ale kto by pomyślał, że opóźnienie w spłacie 20-złotowego kredytu musi być "administrowane" i to aż za 40 zł? - pisze nam pan Rafał.
Ktoś przelał kasę, ty zapłacisz haracz Na koniec prawdziwy rarytas! Pan Łukasz z Słupcy, klient lokalnego banku spółdzielczego, kilka dni temu pochwalił się "Gazecie": - Chyba znalazłem najgłupszą prowizję z możliwych! Nasz czytelnik odkrył, że Bank Spółdzielczy w Słupcy pobiera od klientów prowizję za... wpływy na rachunek! Opłata dotyczy kont typu "Farmer", czyli ROR-ów prowadzonych przez bank dla okolicznych rolników. Pozornie nie jest wysoka, wynosi tylko 0,2 proc. od wpłacanej kwoty. Ale bank zastrzegł, że jej minimalny próg to... aż 4 zł!
Z tabeli opłat nie wynika wprost czy prowizja jest pobierana tylko raz w miesiącu, od łącznych wpływów, czy też od każdej transakcji z osobna. Pan Łukasz obstawia ten drugi wariant: - Wiem już jaką przykrość zrobię nie lubianemu sąsiadowi, który też ma "Farmera". Zlecę tysiąc jednogroszonych przelewów na jego konto. Zapłaci po 4 zł "prowizji od wpływu" od sztuki. I będzie rozmaślony - zarechotał czytelnik. Zabawne? Pewnie dla niejednego menedżera bankowego byłby to żart roku. Ale - przyznacie - jest mało śmieszny.
Kolejny odcinek naszego cyklu o bankowych prowizjach już w poniedziałkowym wydaniu magazynu "Biznes, Ludzie, Pieniądze". Przysyłajcie nam swoje propozycje dziwnych, głupich albo - jak kto woli - wyjątkowo pomysłowych prowizji. Piszcie na adresy maciej.samcik@gazeta.pl oraz finanse@wyborcza.biz