Prezydenckie Biuro Bezpieczeństwa Narodowego zaczęło prace nad zalecenia mi zaraz po katastrofie 10 kwietnia. Brali w nich udział przedstawiciele
MON, BOR i służb specjalnych. Jak mówi rzeczniczka BBN Joanna Kwaśniewska, założenia dokumentu (nazywanego raportem) będą ujawnione w poniedziałek. Szef BBN gen. Stanisław Koziej powiedział tylko w
TVN 24, że raport koncentruje się na trzech sprawach: "Obowiązkach ważnych osób, jeśli chodzi o ich rozśrodkowanie, o ich wspólne loty, pewne obowiązki na pokładzie; sposobie organizowania lotów przez kancelarie najważniejszych osób w państwie" oraz "na pewnych zadaniach w zakresie usprawnienia instrumentów, czyli konkretnie 36. pułku lotniczego" obsługującego loty najważniejszych osób w państwie. Oznacza to, że zrezygnowano z planów rozwiązania 36. pułku, o których głośno mówiło się po katastrofie smoleńskiej.
We dług źródeł "Gazety" w MON i
MSWiA w raporcie BBN ma ją być m.in. powtórzone zalecenia wydane po katastrofie samolotu CASA (2008 r.), na którego pokładzie lecieli dowódcy wojsk lotniczych. Mówią one o tym, że w przypadku wspólnego lotu wojskowym samolotem grupy powyżej dziesięciu osób konieczne będzie poinformowanie o tym Sztabu Generalne go. Nie mogą też w jednym samolocie znaleźć się dowódca i jego pierwszy zastępca. W dokumencie BBN ma też zna leźć się zakaz zmieniania do ostatniej chwili list pasażerów lotu (tak było przy katastrofie smoleńskiej). Listy powinny być przekazywane BOR i dowództwu 36. pułku z większym niż dotąd wyprzedzeniem. W zaleceniach BBN będzie też mowa o tym, że najważniejsze osoby w państwie - prezydent, premier i marszałek Sejmu - nie mogą lecieć tym samym samolotem. Ma to dotyczyć i całej trójki, i sytuacji, w której na pokładzie znalazłby się premier z marszałkiem czy prezydent z premierem.
- Wcześniej starano się unikać takich sytuacji, ale parę wspólnych lotów było. Te raz chcemy, że by nie było to prawnie możliwe - mówi nam je den z konsultantów projektu BBN.