Richard Sulik nie ma kłopotów z pieniędzmi. Ten 42-letni biznesmen był przez dziesięć lat właścicielem dużej firmy FaxCopy, którą doprowadził do pozycji lidera w swojej branży. Sulik, jeden z twórców podatku liniowego wprowadzonego w 2002 r. (był wtedy doradcą ministra finansów Ivana Miklosa), bardzo lubi styl życia jaki uprawiają bratysławskie sfery wyższe.
W 2007 r. w czasach premiera Roberta Fica, lewicowego populisty, odszedł z ministerstwa finansów i szybko stał się najpopularniejszym słowackim blogerem. Zyskaną w ten sposób popularność wykorzystał, zakładając partię Wolność i Solidarność (SaS), która w ostatnich wyborach uzyskała fantastyczny wynik. Zyskała 12-proc. poparcie, co uczyniło z niej trzecią partię w parlamencie i drugą w nowej centro-prawicowej koalicji premier Ivety Radicovej.
Sulik został marszałkiem parlamentu, czyli trzecią osobą w państwie, ale nie zamierza rezygnować z dotychczasowego trybu życia. Kilka dni temu razem pięcioma przyjaciółmi udał się kolację w Salzburgu, na którą poleciał
luksusowym samolotem należącym do rodziny Poorow, jednej z najsłynniejszych rodzin słowackiego biznesu z ponurych czasów premiera Vladimira Mecziara (1992-98). Sulik mówił dziennikarzom, że pomysł był świetny, że drogę z Bratysławy do Salzburga pokonali w 45 minut, że
kolacja składała się z 11 dań przygotowanych przez hiszpańskich kucharzy pracujących w trzygwiazdkowej restauracji Michelinskego. - I cena była fantastyczna Tylko 160 euro - zapewniał marszałek. Na pytanie, kto zapłacił za samolot - lot kosztował co najmniej kilka tysięcy euro - Sulik odparł, że płacił sam za siebie. Kłopot w tym, że nie ma rachunku. - Pilot, mój przyjaciel, który zorganizował lot, jest w Skandynawii i musi porozdzielać opłaty między pasażerów - zapewnia marszałek. Kolacją w Salzburgu zajęła się już komisja antykorupcyjna parlamentu, która może wymierzyć Sulikowi karę odpowiadającą jego rocznym zarobkom, czyli ok. 40 tys.. Sulik zapewnia, że nic złego się nie dzieje, a rachunek za parę dni będzie. Dwa lata temu minister finansów Jan Pociatek bawił na jachcie spółki J&T w Monako. Dzięki temu na kilka dni przed wejściem Słowacji do strefy euro szefowie J&T poznali kurs wymiany korony na euro i prawdopodobnie dzięki tej informacji zarobili miliony. Pociatek dostał reprymendę od premiera Ficy, ale stanowiska nie stracił.