http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Atomowy spór Brytyjczyków

Jacek Pawlicki
2010-08-14, ostatnia aktualizacja 2010-08-13 16:20

David Cameron
David Cameron
Fot. BLAIR GABLE REUTERS

Czy na ołtarzu budżetowych cięć brytyjski rząd złoży mocarstwową doktrynę nuklearną? Na razie ministrowie kłócą się o to, kto zapłaci za utrzymanie atomowego straszaka

SONDAŻ
Czy Brytyjczycy powinni ograniczyć swój arsenał atomowy?

Tak
Nie
Powinni go powiększyć
Nie interesuje mnie to

W Wielkiej Brytanii, która jest wojskowym mocarstwem niewahającym się pełnić u boku USA roli światowego żandarma toczy się wielka debata o przyszłości doktryny obronnej. Na szali jest coś więcej niż mocarstwowy status Londynu. Jeśli rząd Davida Camerona zdecyduje się utrzymać za wszelką cenę nuklearny straszak na okrętach atomowych, ucierpieć mogą na tym siły konwencjonalne, a to odbije się na brytyjskim zaangażowaniu w łagodzenie konfliktów na świecie.

Na razie spór toczy się między ministerstwami, a chodzi oczywiście o pieniądze. Walczący z gigantycznym deficytem budżetowym (155 mld funtów) minister finansów George Osborne szuka oszczędności i tnie, gdzie popadnie. Pod koniec lipca zapowiedział, że 20 mld funtów za przedłużenie nuklearnego straszaka ma zapłacić brytyjski MON.

Szef resortu obrony Liam Fox wściekł się, gdyż to więcej niż połowa jego rocznego budżetu. W dodatku po cichu liczył na to, iż to ministerstwo finansów wyłoży miliardy na nowe okręty podwodne.

Osborne jednak odmówił i postawił Foxa przed trudnym wyborem: albo jeszcze bardziej zaoszczędzi na siłach konwencjonalnych (co jest ryzykowne z powodu licznego brytyjskiego kontyngentu w Afganistanie), albo utemperuje nieco nuklearne ambicje. Wczoraj Fox tłumaczył, że sprawa nie jest jeszcze przesądzona. I że w sprawie pieniędzy prowadzi rozmowy z resortem finansów.

Royal United Services Institute, wpływowy niezależny ośrodek badawczy doradzający w sprawach obronności wskazuje na to drugie rozwiązanie - czyli oszczędności na nuklearnym straszaku. Prof. Malcolm Chalmers z instytutu mówi, że Londyn nie może ryzykować redukcji sił konwencjonalnych, choćby z powodu swego zaangażowania w Afganistanie. I że rząd musi rozważyć alternatywne scenariusze.

Zdaniem Chalmersa żywotność obecnej flotylli okrętów z atomowymi głowicami można przedłużyć. W przyszłości zamiast czterech nowych okrętów mogą być np. dwa. Tyle że wówczas Londyn będzie musiał najpewniej zrezygnować z utrzymywania na morzach przynajmniej jednego okrętu atomowego z głowicami przez 365 dni w roku - co było dotąd podstawą brytyjskiej doktryny odstraszania nuklearnego.

- Powstaje pytanie, czy jest tańsza alternatywa niż utrzymywanie wiarygodnego straszaka nuklearnego. Moim zdaniem: nie - przekonuje Eiric Grove z Uniwersytetu Salford. Wielu ekspertów uważa jednak, że system Trident jest ważny dla Londynu nie tylko z punktu widzenia obronności, ale i prestiżu bycia w klubie państw atomowych.

Znany publicysta "Financial Times" Gideon Rachman uważa, że Wlk. Brytania potrzebuje nuklearnego straszaka, ale tańszego. A o ministerstwie obrony kierowanym przez Liama Foxa pisze, że "króluje w nim myślenie oparte na zimnowojennym założeniu, iż trzeba przekonać Kreml, że jak ZSRR użyje przeciw nam broni atomowej, to my oddamy".

Rząd znalazł się w kropce. Opinia publiczna nie jest entuzjastyczna wobec wielomiliardowych inwestycji w nowe okręty podwodne. Jak wynika z sondażu instytutu YouGov, za odchudzeniem programu nuklearnego opowiada się ponad 50 proc. Brytyjczyków.

Sprawa ma jeszcze jedno dno. Dążąca do niepodległości Szkocji i już rządząca tam Szkocka Partia Narodowa (SNP) domaga się, by Szkocja była wolna od broni atomowej. Odpowiadający w SNP za obronność poseł Angus Robertson napisał niedawno w "Scots Independent", że z Tridenta trzeba zrezygnować, bo ze straszaka stał się zagrożeniem dla brytyjskiej obronności.

Decyzję o przyszłości nuklearnego straszaka podejmie zapewne sam premier Cameron. Jako konserwatyście nie będzie mu łatwo zrezygnować z mocarstwowej doktryny atomowej. - Zawsze musieliśmy mieć rolls-royce'a, żeby pokazać innym, kim jesteśmy. Pomysł, by zastąpić go fordem focusem, nie jest czymś, z czym partia konserwatywna czuje się dobrze - tłumaczy Andrew Dorman, wykładowca obronności w londyńskim King's College.

Trident

Spór toczy się o rakiety balistyczne Trident, zdolne do przenoszenia głowic atomowych, zamontowane na okrętach podwodnych klasy Vanguard. Obecnie brytyjska flota ma cztery takie okręty w bazie marynarki Faslane w Szkocji.

Na Vanguard opiera się brytyjska doktryna nuklearna. Od 1968 r. przynajmniej jeden z atomowych okrętów przebywa zawsze na morzu i gotowy jest odpalić rakiety z głowicami nuklearnymi. Okręt ma zwykle 16 pocisków balistycznych i ok. 48 głowic nuklearnych.

Ostatni z wysłużonych okrętów wyjdzie ze służby w 2017 r. Nowe miałyby wypłynąć po 2020 r., ale decyzję o ich budowie trzeba podjąć już w 2012 r.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':