http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Smuda smutnieje z meczu na mecz

Rafał Stec
2010-08-13, ostatnia aktualizacja 2010-08-12 23:07

Polska - Kamerun
Polska - Kamerun
Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta

Mistrzostw Europy jeszcze nigdy nie organizował kraj tak futbolowo zacofany jak Polska. Od trenera naszej reprezentacji, którą w środę Kamerun rozbił 3:0, wiemy jednak, że jej stylu gry na razie oceniać nie wypada

Powodów do optymizmu gospodarzom Euro 2012 stale przybywa. Ile razy wybiegają w tym roku na boisko, jest nieźle. Po sparingowych zwycięstwach nad Litwą (4:0), Rumunią (3:2) i Norwegią (1:0) w środę zremisowali 1:1 ze srebrnym medalistą mundialu Holandią. Choć reszta świata notorycznie wypomina Ukraińcom, że cywilizacyjnie nie dorośli, by organizować mistrzostwa kontynentu, choć wciąż szepcze się o odebraniu im niektórych meczów i przeniesieniu ich do Polski, to sąsiedzi przynajmniej żyją w przyjemnym przekonaniu, że piłkarze wstydu im nie przyniosą.

My, Polacy, pysznimy się, że do najwyższych standardów cywilizacyjnych dobijamy w zawrotnym tempie (mimo przejściowych kłopotów z kładzeniem autostrad), a gospodarczo uchodzimy za odporną na globalny kryzys zieloną wyspę szczęśliwości, ale gdyby od gospodarzy Euro wymagano również spełnienia minimalnych kryteriów sportowych, Ukraina przejęłaby od nas mecze wszystkie, co do jednego. Tego turnieju jeszcze nigdy nie organizował kraj tak futbolowo zacofany jak Polska. Co widać po pozycji naszych piłkarzy na międzynarodowym rynku pracy, reputacji trenerów (nie pracują nigdzie poza krajem), wynikach klubów i reprezentacji. Reprezentacji, która ze sparingu na sparing wygląda coraz marniej.

Jej stylu gry oceniać na razie nie wypada, bo kadrę chroni immunitet, który nadał jej - i samemu sobie - selekcjoner Franciszek Smuda, przedstawiając plan pracy. Skoro cały rok 2010 poświęca się na dobór właściwych ludzi, to nawet koszmarne, wywołujące mdłości sparingi są teoretycznie bezcenne - pozwalają odrzucić patałachów niedających żadnej nadziei. Alibi doskonałe.

Problem w tym, że kolejne mecze zachęcają, by odrzucić niemal wszystkich zapraszanych do reprezentacji. W środę w meczu z Kamerunem wystawił Smuda niemal wszystkich najlepszych dostępnych obrońców, pomocników i napastników.

Ukraińcy ćwiczą radośnie, biegnąc od zwycięstwa do zwycięstwa, Polacy zajmują się poprawianiem samopoczucia przeciwnikom. Tuż przed mundialem dali się wychłostać Hiszpanii, która sześć goli wbiła ostatnio jeszcze tylko Azerbejdżanowi. Tuż po mundialu pocieszyli Kamerun, jednego z najsłabszych uczestników MŚ w RPA, który poza Afryką trzy gole strzelił dotąd raz, w 1994 roku.

Polacy od czterech meczów nie strzelili ani jednej bramki - przełknęliśmy kolejno 0:0, 0:0, 0:6, 0:3. Dłużej posucha trwała poprzednio przed dekadą, za kadencji Jerzego Engela, który mimo to zdołał później awansować na mundial. Ówczesny selekcjoner - dziś jeden z nielicznych u nas optymistów, wciąż dostrzegający potęgę rodzimej piłki (niedawno widział w mistrzu Polski Lechu Poznań faworyta meczu z mistrzem Czech Spartą Praga) - powoływał jednak futbolistów zatrudnianych latami w renomowanych ligach.

Tacy wymarli, teraz na niektórych pozycjach nie ma nikogo zasługującego na powołanie choćby do kadry B. W tych okolicznościach osiągnąć sukcesik mógłby tylko selekcjoner wybitny. Wizjoner o wspaniałych kompetencjach, który przekazywać wiedzę, jednoczyć i inspirować potrafi błyskawicznie - na króciutkich zgrupowaniach drużyn narodowych.

Smuda na wizjonera na razie nie wygląda. Smutnieje razem z piłkarzami, przy linii bocznej sprawia wrażenie, jakby rozważał ucieczkę. Leo Beenhakker zaczął lamentować nad nędznymi umiejętnościami polskich graczy po kilku latach pracy, jego następca - ponoć typ niereformowalnego entuzjasty - zaczął lamentować po kilku meczach.

Cierpi też 34-letni kapitan Michał Żewłakow, który jeszcze przed sparingiem pozbawił młodszych kolegów złudzeń, ogłaszając w wywiadzie, że kopią na poziomie trzeciej ligi kambodżańskiej i boją się wychodzić na boisko, a on, biedaczysko, musi za nich świecić oczami po niepowodzeniach.

Za obniżanie i tak już niskiego morale reprezentacji zasługiwałby na ostrą reprymendę od szefa. Tyle że to samo mówi Smuda, bezwzględnie najlepszy polski trener minionych kilkunastu lat. Selekcjoner, na jakiego nasz futbol zasługuje.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 8 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':